Nie mam nic przeciwko celebrowaniu przez Ukraińców ich święta niepodległości w centrum Warszawy. Ani mnie nie dziwi, ani nie oburza udział Polaków w takich obchodach. Argument posła Marcina Józefaciuka, że nie mógł pójść na Plac Zamkowy, bo jest polskim posłem, brzmi cokolwiek dziwnie, choć naturalnie każdy ma prawo do indywidualnej decyzji w tej sprawie.
Oczywiście ludzie prawicy mogą wypominać prezydentowi Warszawy Rafałowi Trzaskowskiemu, że nie ma serca dla polskiego Marszu Niepodległości, a ukraińskie święto bierze pod swoją opiekę.
Ale problemem jest tu polityczna kolizja liberalnego Trzaskowskiego z narodowcami. Żądanie, aby nie dawać świętować Ukraińcom, to absurd.
Poza wszystkim utrzymanie i pielęgnowanie niepodległości Ukrainy jest geopolityczną korzyścią dla Polski. To powinien wiedzieć każdy Polak. Dziś z powodu wzajemnych pretensji Polski i Ukrainy tę prawdę polska prawica powtarza rzadziej, albo nie powtarza wcale. Ale to nadal jest prawda.
Waldemar Żurek się tłumaczy
W tym roku te obchody zdominowali z polskiej strony ludzie bliscy obecnej władzy: aktywiści KOD, dyrektor Teatru Polskiego Andrzej Seweryn czy minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. Trudno mieć o to pretensje: prawica się do takich gestów wobec Ukraińców nie garnie, poza pojedynczymi osobami, takimi jak Agnieszka Romaszewska.
Tak się to ułożyło, aczkolwiek wrażenie, że liberałowie i lewicowcy troszczą się o niepodległość Ukrainy, a ludzie prawicy o niepodległość Polski, tym pierwszym może na dłuższą metę szkodzić. Problemem jest tu jednak ich stosunek do suwerenności Polski, a nie sam fakt, że chcą wspomagać Ukraińców. To jest jak z pytaniem, co należy myć: ręce czy nogi.
Z obchodów na Placu Zamkowym w Warszawie najgłośniejsze stało się wystąpienie ministra Żurka. Pobił on wszelkie rekordy proukraińskiej gorliwości, skądinąd zawsze jest nadgorliwy. Życzył Ukrainie akcesu do Unii Europejskiej i NATO.
Można by spytać, czy to stanowisko rządu Donalda Tuska. Ale załóżmy, że przy takiej okazji polityk ma prawo do swojego prywatnego sentymentu.
Minister złożył jednak deklaracje, które musiały wzbudzić co najmniej wątpliwości.
To było oficjalnie stanowisko Żurka jako ministra i prokuratora generalnego. Dalej mówił tak:
- Nie chciałbym więcej widzieć tych scen, które widzimy czasem w telewizji czy w internecie. Ale zobaczcie, co dzieje się dalej. Ci, którzy myśleli, że bezkarnie mogą obrażać, lżyć, bić, następnego dnia prowadzeni są w kajdanach do sądu i idą do aresztów. Podjęliśmy działania nie doraźne, ale systemowe. Nikt nie zniszczy naszej przyjaźni.
Następnego dnia, kiedy i politycy prawicy i internauci podnieśli wrzawę, że Żurek mobilizuje 100 prokuratorów, aby bronili Ukraińców przed Polakami, zapewnił, że chodzi o wszelkie "przestępstwa z nienawiści" - nie tylko wobec Ukraińców. To do tego ci prokuratorzy są powołani.
Czując niezręczność zapowiedzi Żurka, posłowie KO zapewniali nawet na sejmowych korytarzach, że ci mityczni prokuratorzy będą także bronili przed nienawiścią Polaków, ba, że jeśli zajdzie taka potrzeba, będą ich bronili przed Ukraińcami.
Pierwsze wrażenie jednak pozostało. Skądinąd nawet jeśli 100 prokuratorów ma walczyć z "mową nienawiści", trudno u takich osób jak ja o entuzjazm.
Owa "mowa nienawiści" to są słowa. Państwo powinno do idei karania za słowa podchodzić co najmniej ostrożnie.
Owszem, w Wielkiej Brytanii zamyka się co roku tysiące obywateli za wpisy w internecie. Uważam to za patologię, przejaw kryzysu brytyjskiej, niegdyś modelowej demokracji. Nie chciałbym, aby Polska szła tą drogą. Tymczasem Żurek, a w szerszym sensie rząd Tuska, zdążyli to już kilkakrotnie zapowiedzieć.
Jaki sygnał dla wymiaru sprawiedliwości?
Ale sytuacja, w której Żurek obiecuje, że będzie bronić Ukraińców przed Polakami, jest co najmniej wątpliwa także dlatego, że to sygnał dla policjantów i prokuratorów: bądźcie szczególnie wyczuleni na takie ataki.
I jedni, i drudzy powinni reagować, szczególnie na przypadki agresji fizycznej, to oczywiste. Ale powinni je traktować całkiem tak samo jak agresję Ukraińców wobec Polaków czy jak agresję Polaków wobec Polaków.
Inaczej już wkrótce dojdzie do takich zdarzeń jak w przywoływanej już Wielkiej Brytanii. Instruowanie i szkolenie policji w kierunku "walki z rasizmem" skończyło się tam między innymi zakuciem w kajdanki konającego studenta Henry'ego Novaka, bo jego sikhijski oprawca oskarżył go o rasizm.
Jeszcze podczas śledztwa i procesu policja, skompromitowana takim postępowaniem, szukała dowodów na rasizm Novaka. Można powiedzieć, że mieliśmy tu do czynienia z przypadkiem odwróconego rasizmu, skierowanego przeciw białym.
Nie twierdzę, że w Polsce zaszliśmy już tak daleko. Polskim policjantom i prokuratorom nie prano przez lata mózgów jak brytyjskim. Relacje z Ukraińcami są o wiele bardziej pokojowe niż wojny ras w państwach zachodnich. Niemniej widzę ryzyko niesymetrycznego podejścia do rozmaitych konfliktów.
Pojawiają się już takie oskarżenia. Poseł Sławomir Mentzen pilotuje przypadek z Suwałk, gdzie młodzi Ukraińcy pobili młodego Polaka podczas wspólnej gry w piłkę. Zdaniem Mentzena policja próbowała zrobić z ofiary sprawcę.
Czy tak było naprawdę? Byłbym ostrożny w wyrokowaniu na podstawie słów polityka budującego swoją karierę na uprzedzeniach wobec Ukraińców. Ale takie podejrzenia będą powracać.
Będą wracać zwłaszcza w czasie kampanii wyborczej, gdzie temat relacji z Ukraińcami będzie być może jeszcze natrętniej przywoływany niż dziś.
Wrażenie, że obecna władza podjęła się roli opiekunki ukraińskiej społeczności może zaszkodzić jej samej. KO i jej koalicjanci mogą na tym stracić. Co mnie akurat nie martwi, bo moją rolą nie jest opiekowanie się czy doradzanie rządzącej koalicji.
Ale to wrażenie może zaszkodzić samym Ukraińcom. Do starych mitów, że są uprzywilejowani w rozmaitych dziedzinach, dojdą nowe. W rozmaitych miejscach w Polsce stanie się to być może dodatkowym powodem zadrażnień, agresji skierowanej w ich stronę.
Dlatego przyjęcie przez Waldemara Żurka roli dobrego wujaszka ukraińskiej mniejszości uważam za błąd. Wynikający z typowej dla tego polityka niemądrej nadgorliwości.
Ale też i z tego, że relacje z Ukraińcami i z Ukrainą stały się kolejnym przedmiotem wojowniczej polaryzacji między partiami. Skoro prawica tak, to my odwrotnie, rozumują ludzie obecnej koalicji. Odpowiedzią na prawicowe sianie uprzedzeń staje się afirmacja ukraińskiej społeczności, to widać także w liberalno-lewicowych mediach. Co, powtórzę, może tej społeczności szkodzić.
Piotr Zaremba















