Lektury na Alaskę. Rosjanie są inni, panie Trump
Zapewne nie da się sprawić (choć kto wie), by prezydent Donald Trump przeczytał książkę polskiego dziennikarza i historyka Piotra Gursztyna. A szkoda, bo być może gdyby liderzy Zachodu w ogóle wrócili do tego rodzaju lektur, wielu błędów by dziś uniknęli. Spora ich część nie wynika z niewłaściwego liczenia potencjałów produkcyjnych, militarnych czy demograficznych, lecz z całkowicie fatalnego, naturalnego dla człowieka założenia, że "tamci są tacy sami jak my".

Jakie wnioski praktyczne płyną z braku lektury "Dlaczego Rosjanie są inni" i podobnych książek? Takie, że po raz kolejny nie można się oprzeć wrażeniu, iż biznesmen Trump wierzy w transakcyjną formę polityki rosyjskiej. Czyli to, że obie strony usiądą do stołu i osiągną kompromis. Jeśli będzie on w miarę atrakcyjny dla jednej ze stron, to ta zatrzyma się i skupi na ochronie stanu posiadania, bo przecież wojna jest stanem niewygodnym dla nikogo i niepożądanym.
Tak jak kiedyś uwierzono, że ograniczonymi sankcjami, często zresztą omijanymi, uda się zmiękczyć społeczeństwo rosyjskie, którego aspiracje i gotowość do wyrzeczeń przypominają mniej więcej zachodnią klasę średnią. Idąc dalej tym błędnym tokiem rozumowania: rosyjska władza jest zatem społecznym zakładnikiem - ostatecznie nawet w dyktaturach to się zdarzało.
Tyle że nie pod tą szerokością geograficzną.
Sowietolodzy wymarli
W USA funkcjonowało całe grono sowietologów i specjalistów od Rosji, często polsko-żydowskiego pochodzenia, którzy mozolnie, powoli i wyraźnie starali się pewne rzeczy wyjaśnić.
W przypadku niektórych z nich, jak popularnego także u nas Richarda Pipesa, dotyczyło to zarówno istoty bolszewizmu, jak i samej Rosji, której historia i kultura polityczna uformowały zupełnie inne społeczeństwo, o innych wartościach i celach, a także - co kluczowe - gotowe na zupełnie inne poświęcenia.
Niestety, szkoła sowietologiczna w USA wymarła, a ostatnim politykiem będącym pod jej wpływem była sekretarz stanu za George'a W. Busha, Condoleezza Rice, która od półtorej dekady jest niestety na politycznej emeryturze.
Potem USA coraz bardziej zaczęły tracić zainteresowanie naturą Rosji. Sowietolodzy niby przestali być potrzebni, bo przecież nie było już Związku Radzieckiego, jakby elita zarządzająca putinowską Rosją nie wywodziła się wprost z jego struktur bezpieczeństwa.
Analityków zastąpili badacze-historycy poszczególnych okresów, często Rosją oczarowani i rzadko szukający dla swojej pracy współczesnego zastosowania geopolitycznego. Za to Rosjanie Zachodem byli zainteresowani jak najbardziej.
Gdyby więc zachodni liderzy przeczytali "Dlaczego Rosjanie są inni", zauważyliby, że tytułowa kwestia jak najbardziej ich dotyka. Gursztyn sięga bardzo głęboko, aż do początków organizacji państwowej w Rusi. Śledzi skomplikowany ciąg czynników: wyłonienie się państwa moskiewskiego, najazd mongolski, polityczne, ale nie duchowe przyjęcie religii od Bizancjum, brak kultury własności. Inny świat, w którym marginalną rolę odgrywa pisane prawo i własność prywatna.
Ciekawa jest analiza leksykalna, gdzie pokazana jest różnica między samosterownością i podmiotowością mówiącego w języku polskim, ale też np. ukraińskim (np. "muszę to zrobić"), a zewnętrzną siłą będącą sprawcą ludzkich działań w rosyjskim ("mnie nado eto zdiełat" - "mnie trzeba to zrobić").
Rosjanie to ludzie inaczej kształtowani i to nie przez 25 lat albo nawet ponad sto. Ich inna kultura i sposób myślenia tworzyły się przez tysiąclecie i niestety są ekspansywne.
Horyzont Putina
W świetle tego agresja na Ukrainę ma także zupełnie inne tło. Cywilizacyjne. Carowie, bolszewicy, a w końcu prezydenci Federacji Rosyjskiej niszczyli, równali z ziemią, deportowali wszystko to, co nie odpowiadało ich modelowi społecznemu i ich filozofii władzy nieograniczonej w swojej hierarchicznej przemocy, począwszy od cara, a skończywszy na rodzicach do nieprzytomności tłukących pociechy. Dlatego z dymem szły wszystkie regiony, które stawiały na samorządność, praworządność opartą na spisanym prawie i porozumieniu społecznym, demokrację.
Taki los w ciągu wielu setek lat spotkał dawne republiki kupieckie, jak choćby Nowogród Wielki, Psków, Chanat Tatarski na Krymie czy Wolną Republikę Czeczeńską. Stąd najazdy na państwa, które modelu rosyjskiego nie chciały przyjmować lub z niego rezygnowały - Gruzję, Ukrainę. Stąd wściekłość na Łotyszy, Finów, Polaków.
Rosja, o której ze swadą i wieloma anegdotami opisuje Gursztyn, opierając się na ogromnej liczbie źródeł, nie chce tylko podboju militarnego czy tworzenia gospodarczych lub geopolitycznych stref wpływów. Chce sąsiadów obdzielać swoim sposobem myślenia, który decyduje o wszystkim.
A kiedy już ci sąsiedzi przestają być sąsiadami, chce nim obdzielić kolejnych i tak jak w piosence o koniu lubianego przez Putina zespołu "Lube" zawsze, gdy się dojdzie do horyzontu, widać kolejny horyzont.
Na szczęście dla nas nie wszyscy wokoło są do tego przekonani i okazuje się to równie ważnym albo ważniejszym gwarantem naszego bezpieczeństwa niż amerykańskie głowice atomowe.
Wiktor Świetlik












![Polityka na niepolitycznym festiwalu [KORESPONDENCJA Z CANNES]](https://i.iplsc.com/000MT70VHJ9ON74W-C401.webp)
