Reklama

Reklama

Kropla Odry

Warto uprzytomnić opozycji i niektórym publicystom, że kryzys związany z zatruciem Odry nie będzie raczej końcem władzy PiS. Owszem, mamy do czynienia z bezwładem państwa, impotencją instytucji, klasycznym symptomem imposybilizmu, amatorszczyzną komunikacyjną, ale nie jest to żadna nowość, która mogłaby wstrząsnąć suwerenem. To, co dawniej dla każdej władzy byłoby rujnujące, dla rządzącej Polską ekipy jest obojętne lub tylko chwilowo niepokojące.

Wprawdzie rządzący potrzebowali medialnej burzy, by przerwać urlopy i wziąć się do spóźnionej o wiele dni roboty, ale już wkrótce zobaczymy, jak własną klęskę będą chcieli przekuć w polityczny sukces przy pomocy wzmożonej aktywności, propagandy czy wykreowanego naprędce konfliktu wewnętrznego, w którym zawsze znajdzie się jakiś zwycięzca. Wiedzą bowiem doskonale, że dopóki w Polsce nie odrodzi się społeczeństwo obywatelskie z prawdziwego zdarzenia, dopóty żadna katastrofa im niestraszna, a wszystko da się zamienić w "winę Tuska".

Gdyby wierzyć słowom rozemocjonowanych komentatorów, którzy sądzą, że właśnie nadszedł moment przełomu, ponieważ śmierć Odry dogłębnie poruszy społeczeństwem, warto by zapytać, dlaczego nie poruszyły nim inne kryzysy, tąpnięcia i skandale. Dlaczego koniec PiS, sondażową mijankę, załamanie nastrojów ogłaszano już tyle razy, ale nigdy te proroctwa finalnie się nie potwierdziły?

Reklama

Milcząca większość nadal milczy

Tragicznym symptomem niekompetencji władzy była liczba nadmiarowych zgonów, a jednak przez pandemię - wraz z aferą z respiratorami - rząd przeszedł niemal suchą nogą. Wysoka inflacja, której według prezesa NBP Adama Glapińskiego miało nie być, także nie budzi gwałtownych protestów społecznych czy poważnych sondażowych zaskoczeń. Brak pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy - które do niedawna były w ustach premiera Mateusza Morawieckiego nowym planem Marshalla, a dziś są opisywane przez członków partii władzy jako w sumie zbędne - nie spędza jeszcze obywatelom snu z powiek.

To prawda, że zapowiedź wiceministra infrastruktury Grzegorza Witkowskiego, że wykąpie się w Odrze, gdy rzeką spływały już martwe ryby, była żałosną próbą udawania, że nic złego się nie dzieje. To prawda, że wakacje minister klimatu Anny Moskwy w czasie trwającego już kryzysu - o których pisała Interia - powinny być przerwane natychmiast, a nie pod wpływem prasy. To prawda, że władza, która zawsze podkreślała, że jej domeną są silne służby, sprawne organy ścigania, zero tolerancji dla przestępców, pokazuje brak sprawczości, gdy wyznacza nagrodę za wskazanie truciciela wielkiej rzeki.

Nie zmienia to jednak faktu, że dla opinii publicznej bardziej będą się liczyć pokazowe dymisje, gromkie zapowiedzi odbudowy ekosystemu, cała skuteczna maszyneria odwracania kota ogonem, niż bardzo sprawnie zorganizowany przez opozycję samorządowy sztab kryzysowy. Donald Tusk zareagował pierwszy, ale jego retoryczna sprawność w krytyce władzy wciąż uwodzi tylko zdeklarowany elektorat opozycji. Milcząca większość nadal milczy i za nic w świecie nie chce przemówić na korzyść opozycji.

Trwa pisowska opowieść o Polsce

Takie tematy, jak głośna wycinka Puszczy Białowieskiej czy doprowadzenie do ruiny stadniny koni w Janowie, także były przez opozycję wykorzystywane do masywnej krytyki rządu, jednak nie odniosła ona spodziewanego skutku. Podobnie było w każdym innym przypadku, od łamania konstytucji, przez wielkie nagrody dla ministrów, aż po deficyt węgla, który to temat przemknął przez media jak groźny meteor, ale wydaje się, że chwilowo odleciał w siną dal. Kryzys związany z zatruciem Odry także za jakiś czas wytraci impet i ustąpi miejsca czemuś innemu, jakby w dzisiejszym postpolitycznym świecie nie było nic trwałego, a zwłaszcza jakby nie wyciągało się żadnych wniosków.

Jest coś zaskakującego w trwającej już siódmy rok politycznej erze PiS, że ewidentne przejawy pychy, niekompetencji, chciwości, a często ordynarnego obskurantyzmu - jak w przypadku podręcznika prof. Wojciecha Roszkowskiego - nie powodują trwałego spadku notowań partii rządzącej. Ale jeszcze bardziej zaskakujące jest to, że zdecydowanego wzrostu notowań nie odnotowują formacje opozycyjne. Być może pisowska opowieść o Polsce, w której mit wykluczonego suwerena miesza się z resentymentem wobec dawnych elit, wciąż w odbiorze społecznym trzyma się najmocniej.

Powiada się, że kropla potrafi przelać czarę goryczy, która - jak przekonuje opozycja - jest już wypełniona po brzegi. Niewiele dziś wskazuje na to, że będzie to kropla zatrutej, zmarnowanej, umierającej Odry.

Przemysław Szubartowicz

Reklama

Reklama

Reklama