To zapoznanie dwóch głośnych postaci europejskiego życia politycznego, a zarazem dwóch liderów w niełatwej sytuacji. Karol Nawrocki ma ograniczone kompetencje, choć skutecznie próbuje przetestować ich zasięg. Wołodymyr Zełenski właśnie przetrwał kolejną aferę korupcyjną w swoim otoczeniu.
Pozostaje pytanie, ile jeszcze przetrwa, a ewentualne porozumienie pokojowe to kolejny test. Nie zmienia to faktu, że to spotkanie jest ważne, a może okazać się bardzo ważne dla obu krajów, bo inicjujące dużo szerszą współpracę.
List do Świętego Mikołaja
Mamy czas życzeń. A gdyby poprosić Świętego Mikołaja o prezenty w kwestiach polsko‑ukraińskich? Nie śmiejmy się, listy do Mikołaja są równie naiwne, jak wiara w polityków, więc kilka najważniejszych próśb:
Byśmy wypracowali model współpracy wojskowej dobry dla obydwu stron. Dziś nie mamy nawet wymiany w technologiach dronowych, których tak Polsce brakuje. A coraz częściej się u nas zapomina, że o ile Polska jest dla Ukrainy kluczowym hubem, o tyle Ukraina jest krajem o unikatowym (poza Rosją) bojowym doświadczeniu.
Byśmy twardo realizowali swoje interesy gospodarcze. Konkurując, a zarazem współpracując i bogacąc się wzajemnie. Jest to możliwe, a w tle sporów i awantur o zboże nikną tysiące polskich i ukraińskich firm, które zarabiają na wzajemnych kontaktach. I setki tysięcy ukraińskich pracowników, którzy ratują nasz rynek pracy i płacą tu podatki.
By elementy sporne i konflikty, które zawsze będą się zdarzać, przestały w takim stopniu rzucać się na grunt społeczny. By nie kłóciły Polaków i Ukraińców, bo uderza to w obydwa nasze państwa. "Inni szatani" są w tym czynni, a skłócanie tych obydwu narodowości przez agentury nie było bez znaczenia dla najgorszego doświadczenia w naszej historii.
Inni nam pomogli… się kłócić
Trochę zostając przy tej ostatniej sprawie, bo przecież to był temat, w którym specjalizował się Karol Nawrocki, a który narażał go na konflikty z rozmaitymi sąsiadami. Nie tylko tymi z Kijowa. Prezes IPN był ścigany w Moskwie listem gończym za swoją działalność. Działo się to w czasie, gdy antyrosyjskość nie była jeszcze modna wśród ekipy obecnie rządzącej.
Polsko‑ukraińskie relacje wpadły w zaklęte, czy raczej przeklęte, koło. Nie było to zresztą perpetuum mobile. Pomagali inni. W miarę jak w Polsce narastała złość na nierozwiązanie kwestii ekshumacji ofiar ukraińskich nacjonalistów, widzimy odradzanie się symboliki banderowskiej w całej Ukrainie. Przyciąga ona oczywiście nie antypolską czystką etniczną, której świadomość jest umiarkowana, a walką o niepodległość. Ale z naszej perspektywy widok banderowskich symboli musi budzić zniesmaczenie i obawy.
Widok i relacje w mediach ze wspólnych działań obu państw nad ekshumacją i upamiętnieniem ofiar pełniłyby być może rolę i edukacyjną, i detonacyjną. Być może, bo sprawa ta jest niestety wykorzystywana przez obce agentury, pokazują to choćby statystyki ruchu w sieci. Są także ludzie, którzy po prostu na tym zarabiają. Z perspektywy Grzegorza Brauna czy niektórych publicystów tak naprawdę nie ma możliwości załatwienia tej kwestii, no chyba że Rosjanie zajęliby Kijów. Wtedy układanie racjonalnych relacji z "panem prezydentem Putinem" byłoby dla nich jak najbardziej wskazane.
Czy PiS i Kijów sobie przebaczą?
Na to nakładają się inne sprawy. Zmęczenie obu społeczeństw sobą nawzajem w trzecim roku wojny. Jest to w przypadku tak masowej i wymuszonej emigracji bardzo typowe i było dobrze znane Polakom w Anglii podczas i po wojnie, a przecież skala była nieporównywalna.
Dochodzą trudne emocje formacji, z którą związany jest politycznie Karol Nawrocki, wobec ukraińskiego prezydenta. Andrzej Duda niemal wprost wyrażał rozczarowanie. PiS ostrą woltę ukraińskiego prezydenta w 2023 roku potraktował jako zdradę. Zełenski wówczas postawił na ówczesną opozycję, a w polityce zagranicznej na nieangażujące się specjalnie na początku wojny Niemcy. Był do bólu pragmatyczny, kierując się rachunkiem sił i szans, a polska prawica liczyła na romantyczną wierność.
Być może rozmowa z Karolem Nawrockim, mocno stojącym na nogach, niemającym żadnych osobistych pretensji, będzie stanowić formę nowego otwarcia. Otwarcia opartego na twardym stawianiu postulatów i szukaniu kompromisów, a nie melodramacie nieustannych obściskiwań, wzajemnych wzruszeń i żalów. Mogłoby to przysłużyć się obu stronom, bo tamto na dłuższą metę po prostu nie wyszło.
Na pewno nie zapadną ważne decyzje, bo w tej rozmowie nie mogą. Ale ważne jest to, czego to spotkanie będzie zalążkiem. Jeśli Zełenski utrzyma władzę, a prawica odzyska rządy w Polsce, to dzisiejsza wizyta może być istotna dla przyszłych relacji obu krajów.
Wiktor Świetlik


















