Koń, który chciał kręcić wozem. Jak Giertych rozpoczął walkę o rządy nad Platformą
Roman Giertych podjął grę o instytucjonalizację Silnych Razem. Chce stworzyć siłę polityczną, bez której żadna następna koalicja antyPiSowska nie będzie możliwa. Także po zejściu ze sceny Donalda Tuska.

Koń jaki jest, każdy widzi. Każdy, prócz zdaje się tych, których koń może wysadzić z siodła. Wstępując do Platformy Obywatelskiej poseł Roman Giertych już oficjalnie przystępuje do realizacji kolejnego punktu swojego planu na polityczny powrót. W zrobieniu pierwszego kroku pomógł mu Donald Tusk przed wyborami roku 2023, gdy przyszły premier swoją osobistą decyzją wpuścił znanego ze słusznego wzrostu mecenasa na listę kandydatów. Giertych szansę wykorzystał i przez pierwsze półtora roku służył premierowi wiernie - głównie dbając o to, by w najbardziej nagrzanej części uśmiechniętego aktywu temperatura i emocje nie opadały.
Ale Giertych grał przecież także na siebie. Wyrastając w międzyczasie na niekwestionowanego politycznego lidera Silnych Razem. To on i jego ludzie cały czas krzyczeli w stronę rządu "śmielej, śmielej!". Szybciej z tymi rozliczeniami! Dlaczego tak się cackamy z PiSowcami! Przecież to są zbrodniarze! Dziś Silni Razem są już kimś dużo więcej niż tylko pospolitym ruszeniem skrzykniętym w necie na wybory. To wyrazista grupa interesu wewnątrz obozu władzy z własnymi rozpoznawalnymi medialnymi kapłanami, kadrą profesorską, zagończykami i celebrytami. Co jednak najważniejsze, "silniczki" ze swoją manichejską diagnozą rzeczywistości i leninowski "kto kogo?" wyrażają emocję jakiejś (nie tak znowu małej) części elektoratu Koalicji Obywatelskiej.
Porażka wyborcza roku 2025 także gra na ich korzyść. Podczas gdy przegrana Trzaskowskiego i fatalne wyniki Hołowni oraz Biejat sprowadziły na większość obozu uśmiechniętej Polski rodzaj politycznego syndromu stresu pourazowego, silniczki przeciwnie - rozkwitły. I dziś pompują na całego opowieść o "wyborczym fałszerstwie". To dla nich jak życiodajny tlen. Znów można walnąć sobie działkę czystego antyPiSizmu. I to w jeszcze większym niż dotychczas stężeniu, bo przecież dotąd PiSowcy byli tylko "złodziejami publicznych pieniędzy". Teraz zaś skradli… całe wybory. I to jak? Zrobili to siedząc w ławach opozycji! Cóż za rozmach! Takich przeciwników Silnym Razem potrzeba, bo to wynosi także ich walkę na nowy, nieznany dotąd level.
Ci, co sądzą, że ironizuję, albo się zgrywam, pragnę z całego serca zapewnić: nie, nie zgrywam się wcale! Środowisko "Silnych" tak właśnie patrzy na politykę. Oni już dawno temu weszli na ścieżkę ciężkiego uzależniania od antyPiSizmu. Ta emocja stała się dla nich rodzajem narkotyku. Walka z Kaczyńskim, Morawieckim i innymi stała się zaś źródłem niewypowiedzianej rozkoszy, której nie dane będzie zrozumieć nam zwykłym śmiertelnikom. Z takiej drogi nie da się zawrócić tak po prostu. W tym świecie PiS musi istnieć, by móc z nim walczyć. Tak to działa.
Roman Giertych to widzi, bo jest politykiem sprytnym. Gdyby nie był, to byśmy dziś o nim nie mówili. A jednak mówimy, choć formalnie jest "zaledwie" szeregowym posłem w stylu Pawła Bliźniuka albo Doroty Marek. Znacie ich? No właśnie! A pana Romana znacie! I jako polityk sprytny pan Roman wie, że nadszedł czas na wykonanie kolejnego kroku. On to musi zrobić. On musi swoje przywództwo nad Silnymi Razem ugruntować, a ruch poddać nieuchronnej instytucjonalizacji. On potrzebuje ich, bo bez swojego środowiska na zawsze pozostanie podwieszony pod Donalda Tuska. A przecież czasy premiera mogą się skończyć wcześniej niż później. Ale i silniczki mają w tym swój interes, by móc się jednoczyć wokół konkretnej postaci. "Match made in heaven" - jak to mówią Anglosasi.
Na początek Giertych usieciuje się z podobnie myślącymi wewnątrz KO. Już to robi. Do tego doda paru outsiderów, którzy wystartują do Sejmu z dalszych miejsc na listach. Ale ponieważ silniczki (jak już mówiłem) wyrażają autentyczne nastroje części elektoratu to i z wprowadzeniem swoich ludzi do Sejmu w następnych wyborach problemu nie będzie. Wtedy przekształci się ruch we frakcję. A potem (w zależności od rozwoju wypadków) albo przejmie władzę w całej KO. Albo zostanie osobną partią, bez której nic wydarzyć się nie będzie mogło.
I tak koń będzie kręcił wozem. Czy jak to się tam mówiło. W tę stronę galopujemy.











