Każdy ponad każdym
"Dla przyjaciół wszystko, dla wrogów prawo". Specjalna ścieżka dla partyjnych aparatczyków na SOR połączona z systemowymi patologiami służby zdrowia. To mieszanka prowadząca do tego, że za rok to PiS pod rękę z Konfederacją może zastąpić KO w roli dojarek polskiego państwa.

Partyjny rozbiór Polski nie jest niczym nowym. "Plecy" są potrzebne na każdym znaczącym stanowisku, czy to urzędniczym czy w spółkach skarbu państwa, o samorządowych nie wspominając. Przetargi wygrywają firmy, które mają wygrać, regulaminy są naginane, czasem w otwarty sposób łamane.
Ponieważ dochodzenie sprawiedliwości zabiera lata, a bycie "czarną owcą" w stadzie konkurentów może na dobre wykluczyć z możliwości ubiegania się o publiczne kontrakty opinia publiczna poznaje jedynie ułamek spraw, które pozostają znane zainteresowanym. Niemal nikomu nie opłaca się iść na wojnę z całym systemem.
Ponieważ partie w oczach opinii publicznej są siebie warte w nepotyzmie (choć osiem lat PiS przebiło nawet najlepsze lata "towarzysza Szmaciaka" z SLD) trudno o jakiś wstrząs, kiedy chodzi o partyjne rozdawnictwo.
W jakimś sensie jest to "cost of doing business" - cena jaką płaci się za to, że system publiczny funkcjonuje. Nikt przytomny nie spędzałby całych lat na partyjnych ustawkach, gdyby nie miał z tego jakichś elementarnych profitów.
Są jednak sprawy, które wykraczają poza zwykłą partyjną logikę. Kiedy "republika kolesiów" zaczyna bulwersować nawet osoby niezainteresowane albo danej partii sprzyjające. Tak było gdy PiS podwyższył pensje posłom czy kiedy rozdawał wille. To są sprawy namacalne. Nie setki milionów wyjęte na partie, ale pieniądze czy sprawy, które ludzie rozumieją.
Gdy partyjny aparat nie mieści się w zarządach spółek, ale schodzi na sam dół wówczas pojawia się problem.
Ostry dyżur
Brak dostępu do darmowej służby zdrowia, ograniczone kontrakty z NFZ, monstrualnie długie kolejki i brak jakiejkolwiek perspektywy na to, żeby dokonała się jakakolwiek zmiana na plus jest być może najbardziej dotkliwym problemem usług publicznych w Polsce.
Czy to z własnego czy z cudzego doświadczenia, czy to na bazie pewnej społecznej poprawności, to służba zdrowia jest na czele rankingów tematów, które zdaniem Polaków powinni podjąć politycy. Równolegle dominuje cynizm. Nikt nie wierzy, że coś może się poprawić.
To, co na pewno się zmieniło, to zarobki. Konkurencja pomiędzy szpitalami i przychodniami plus rozdęty sektor prywatny, żerujący na dysfunkcji publicznego i często wspomagający się jego zasobami, powodują, że lekarze - w większości specjalizacji - nie muszą już narzekać. Podobnie pielęgniarki.
Nie ma natomiast przyzwolenia społecznego na to, żeby za pensjami poszły również składki na zdrowie. Chcemy wysokiej jakości, ale nie za cenę podwyższania podatków. I te widełki między możliwościami a oczekiwaniami powoli zaczynają się coraz bardziej rozjeżdżać.
Sprawa Dawida Kacprzyka, który nie tylko zarobił ogromne pieniądze jako koordynator SOR, chociaż nie zrobił nawet specjalizacji, ale też zorganizował specjalny "salonik VIP" dla partyjnych kolegów jest tematem, który rusza każdego.
Każdy przeżył godziny grozy czekając na swoją kolej w szpitalu z jakimś poważnym urazem albo zna kogoś, kto ma takie doświadczenie za sobą. Znamy przypadki, gdy z racji na długi czas oczekiwania, ludzie, których można było uratować, zmarli.
Bezduszność systemu służby zdrowia unaocznia się właśnie w takich przypadkach. Czekaj i siedź aż cię wezwą.
I oto powstaje specjalny system, szybki i wygodny dla krewnych i znajomych królika. Wystarczy być wystarczająco ważnym politykiem rządzącej koalicji. Jesteśmy my wszyscy, niezależnie od statusu majątkowego czy miejsca zamieszkania połączeni w doświadczeniu wszystkich ciężarów i niewygód publicznej służby zdrowia.
I oni. Wybrańcy. Którzy sami sobie załatwili, że są ponad wszystkimi. To, że za to nie polecieli czołowi politycy partii rządzącej, ale figuranci, jacyś dyrektorzy, nawet nie z KO, z warszawskiego szpitala, to jest gorzej niż zbrodnia. To błąd.
Przydałby się przegląd partyjnych kadr na każdym szczeblu sektora publicznego - mam nadzieję, że niezależni dziennikarze się teraz za to intensywnie wezmą, kiedy pojawia się nareszcie dobra koniunktura na czyszczenie z partyjniactwa. Znieczulica po rządach PiS musi się wreszcie skończyć.
KO dochodziła do władzy po to, żeby ukrócić patologie i ścigać przestępstwa poprzedników. Przestępcy się śmieją, patologie kwitną, a poziom zarządzania, pozostawia, mówiąc delikatnie, wiele do życzenia. Liczenie, że elektorat wytrzyma, to skrajna naiwność, gdy o wyniku wyborów decydują setki, czasem dziesiątki tysięcy głosów.
"Każdy ponad każdym", śpiewał Sokół. Na społecznym gniewie doszliście do władzy, na społecznym gniewie ją stracicie.
Leszek Jażdżewski















