Karol Nawrocki nie będzie gołębiem pokoju
Najbliższe dwa lata upłyną pod znakiem zaostrzonego konfliktu politycznego, który być może będzie efektywny dla którejś ze stron polsko-polskiej wojny, ale na pewno będzie niszczący dla państwa i jego instytucji. Prezydent Nawrocki przyspieszy walkę o rząd dusz, czołowe zderzenie dwóch połówek pękniętego narodu stanie się nieuniknione, a o odbudowie wspólnoty możemy zapomnieć.

Współpracy między ośrodkiem prezydenckim a rządem nie będzie, choć kurtuazja każe wszystkim mówić, że sprawy bezpieczeństwa i obronności będą poza sporem. Oby. Karol Nawrocki, który świadomie wpisał się w logikę polaryzacji, w swoim inauguracyjnym orędziu wyraźnie pokazał jednak, że bardziej odpowiadałaby mu rola aktywnego premiera, niż tylko reprezentującej kraj głowy państwa.
Obóz prezydencki, w skład którego weszli przede wszystkim młodzi politycy Prawa i Sprawiedliwości, do 2027 roku będzie przede wszystkim sztabem wyborczym prawicy pod hasłem nowej sanacji.
Dobro wspólne?
Nawrocki podczas orędzia opisał swoje zwycięstwo jako sprzeciw narodu wobec nieefektywnych jego zdaniem rządów Donalda Tuska. Dał do zrozumienia, że chciałby zmusić rząd do realizacji obietnic, a parlament do tego, by przyjmował ustawy zaprojektowane przez poprzednią władzę. Tak ma być w przypadku ustawy o Centralnym Porcie Komunikacyjnym.
Będzie to pierwsza inicjatywa ustawodawcza nowego prezydenta, która ma postawić rząd w trudnej sytuacji, biorąc pod uwagę fakt, że koncepcja PiS została wcześniej skrytykowana, a sam pomysł na CPK zasadniczo zmodyfikowany. Propozycja prezydenta, o ile nie zakończy się rozwiązaniem kompromisowym, będzie miała na celu przede wszystkim wywołanie burzy politycznej i przekonanie opinii publicznej, że władza torpeduje dobre projekty.
Tego typu metoda, polegająca na przedstawianiu konfrontacyjnych projektów pod pozorem dbałości o dobro wspólne, nie będzie służyć państwu, ponieważ jej celem jest podgrzewanie polaryzacji, a nie szukanie realnych rozwiązań, które w tak podzielonym społeczeństwie muszą podlegać konsensusowi.
Nawrocki będzie też chciał "spełnić obietnicę Tuska", by podnieść kwotę wolną od podatku do 60 tysięcy złotych. Rząd już odpowiedział, że ta propozycja nie może doczekać się realizacji od razu ze względu na dziurę budżetową odziedziczoną po poprzednikach, jednak taka narracja nikogo nie przekona.
Nawrocki, choć minister finansów poprosił o pokazywanie źródeł finansowania prezydenckich propozycji, będzie domagać się od rządu sprawczości, a każdy racjonalny argument będzie mógł być skwitowany odpowiedzią, że prawicy udało się wprowadzić 500+, a koalicja ma problem z mniej obciążającymi finanse państwa sprawami. Tak działa komunikacja w erze populizmu, nowego radykalizmu i mediów społecznościowych.
Podwójny nelson
Wśród wielu komentatorów o nachyleniu prawicowym dominuje pogląd, że to Tusk dąży do konfrontacji, a powinien podjąć współpracę z prezydentem. A jeśli jej nie podejmie i nie będzie słuchał prezydenta, to zaszkodzi sobie i Polsce. Tyle że to jest tylko część prawdy, wygodnej dla miłośników PiS.
Tymczasem Nawrocki nie tylko nie jest gołębiem pokoju, ale swoją "współpracę" z Tuskiem rozpoczął od stwierdzenia, że uważa go za najgorszego premiera po 1989 roku, a tego typu uwaga - poza logiką kampanijną - na pewno nie jest symptomem dobrej woli. Wprawdzie nowy prezydent w przemówieniu inauguracyjnym "wybaczył ataki" na siebie z czasu kampanii, ale trudno spodziewać się, że za tymi słowami pójdą czyny.
Nawrocki będzie chciał oczywiście pokazać, że to nie on nie chce współpracować z rządem, lecz odwrotnie, jednak wiadomo doskonale, że konfrontacja z aktualną władzą będzie jego aktywnym, a nie biernym udziałem. Podobnie jak aktywne korzystanie z niespójności programowej władzy, stąd puszczenie oka do lewicy w sprawach mieszkalnictwa czy Polskiego Stronnictwa Ludowego, którego szef, wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz, jest przez ludzi prezydenta (i PiS) najczęściej wymieniany jako ten polityki, z którym "można rozmawiać".
Osobną kwestią pozostaje, jak na ten typ "aktywnej prezydentury" zdecyduje się odpowiedzieć Tusk, zwłaszcza że w planach Nawrockiego będzie założenie władzy podwójnego nelsona, a więc postawienie jej w sytuacji bez wyjścia. Być może koalicja - pamiętając, że na Rafała Trzaskowskiego zagłosowało 10 milionów obywateli, nieco tylko mniej niż na Nawrockiego - również zacznie powoływać się na wolę narodu i pójdzie na ostre zwarcie, zwłaszcza że w dzisiejszych czasach postpolityki ani cyniczna polityka miłości, ani kunktatorskie wyczekiwanie nie zdają egzaminu.
Rząd dusz
Prezydent Nawrocki będzie walczył o spełnienie marzenia prof. Andrzeja Nowaka, by prawica wygrała w Polsce bój o rząd dusz. Rządząca koalicja - dziś pod wodzą Tuska, a jutro być może pod przywództwem Radosława Sikorskiego - siłą rzeczy będzie walczyć o równie pokaźny elektorat, który do wyborów Nawrockiego się nie zalicza.
Ten konflikt, podtrzymywany z konieczności przez obie strony w duchu totalnej polaryzacji, oddala nas od zszywania wspólnoty w obliczu geopolitycznego zagrożenia. Być może wraz z inauguracją prezydentury Nawrockiego wkraczamy właśnie w najbardziej spektakularną odsłonę wojny polsko-polskiej, w której największym przegranym będzie państwo i jego instytucje.
Przemysław Szubartowicz













