Jarosław Kaczyński ogłosił, że grupa Mateusza Morawieckiego - łącznie 40 posłów, którzy nie podpisali tzw. lojalek - znajdzie się poza PiS. Ich przewiną było to, że, jak stwierdził Kaczyński, "chcieli podzielić partię", i że propozycja ta "padła ze strony osoby wiarygodnej, bardzo istotnej w naszej partii i była powtarzana w co najmniej trzech długich rozmowach".
Nazwisko Morawiecki nie chciało wyraźnie zgnębionemu Kaczyńskiemu przejść przez gardło.
Mateusz Morawiecki rzucił wyzwanie modelowi zarządzania PiS, dający jedynowładztwo prezesowi partii i założył własne autonomiczne stowarzyszenie, omijając statut zabraniający działalności frakcyjnej.
W ten sposób, budując struktury poziome, jak niegdyś Tadeusz Fiszbach w PZPR, naruszał formalną strukturę zarządzania całkowicie uzależnioną od dobrej woli Kaczyńskiego i wzmacniał własną pozycję, niby prowadząc działalność w ramach stowarzyszenia, ale de facto wzmacniając się politycznie w ramach PiS.
Starego PiS już nie ma. Jest tania podróbka MAGA
Kalkulacja Morawieckiego była prosta. W momencie gdy Kaczyński dał go w odstawkę, musiał powalczyć o swoją pozycję lub obudzić się w partii, w której główny przekaz ustawiony jest pod Przemysława Czarnka i ziobrystów - czyli partii, w której dla konserwatywnego modernizatora, na jakiego kreuje się Morawiecki, po prostu nie ma miejsca.
Morawiecki w ramach PiS-u stał się hamulcowym. Usiłując bronić własnego dorobku, próbował zatrzymać partię na pozycjach racjonalnie konserwatywnych, a nie radykalnie nacjonalistycznych.
Wygrana Karola Nawrockiego, który symbolizował odejście od kursu Morawieckiego w kierunku alt-rightu - postawienia jednoznacznie na kurs antyeuropejski i coraz bardziej antyukraiński, była swoistym epitafium dla starego PiS-u, wskazując jednoznacznie kierunek dla polskiej prawicy, która coraz bardziej zaczynała przypominać tanią imitację ruchu MAGA Donalda Trumpa.
Morawiecki symbolizował to, co dla alt-prawicy najgorsze: politykę antycovidową, zielony ład, imigrację zarobkową, wsparcie dla Ukrainy. Obciążają go też afery, szczególnie ta w Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, przez co stawał się dla PiS-u coraz bardziej niewygodny. I, na dodatek, nie pozwalał dać się schować.
Dlaczego jednak Kaczyński nie próbował przetrzymać Morawieckiego? Im bliżej wyborów, tym pozycja prezesa partii, w zasadzie samodzielnie układającego listy, byłaby silniejsza. Mógłby nawet wykorzystać Rozwój Plus do poprawy notowań w bardziej centrowym elektoracie.
Tymczasem zamiast o Szpitalu Południowym i wałkach w służbie zdrowia tematem dnia, a może i całych wakacji, staje się rozłamowa saga w PiS. Być może Kaczyński uznał, że do rozłamu dojdzie i tak, i chciał go dokonać na własnych warunkach.
Rozłam w PiS. Co dalej?
Stowarzyszenie Morawieckiego, jeszcze przed ogłoszeniem secesji, było notowane w sondażach w przedziale 2-7 proc. Zakładając nawet, że w najbliższych dniach więcej ludzi dowie się o wyjściu byłego premiera z PiS, nie są to liczby oszałamiające, szczególnie że zwykle początek bywa bardziej obiecujący niż wynik przy urnach. A wybory dopiero za rok i czymś to zainteresowanie trzeba utrzymać.
Na korzyść Morawieckiego przemawia fakt, że będzie miał trzeci największy klub w Sejmie, sprowadzając jednocześnie PiS na drugie miejsce za Koalicją Obywatelską. Pozwala to na widoczność w mediach centralnych, o której większość politycznych startupów typu Hołownia czy Petru mogło tylko pomarzyć.
Ma też w swoich szeregach wielu rozpoznawalnych polityków, byłych ministrów i wiceministrów, dysponuje niezłymi kontaktami w mediach, nie brak mu też środków do prowadzenia działalności.
Zapętlenie się PiS w przekazie Czarnkowym i upadek Trzeciej Drogi zostawia sporo miejsca na centroprawicy, które teoretycznie aż się prosi o wykorzystanie. Rozwój, suwerenność, patriotyzm, asertywna polityka w UE, zbrojenia, polski przemysł, ostra polityka wobec migrantów - to wszystko jest przekazem, na którym Morawiecki może budować
Nie jest to zresztą dalekie od tego, na co stawia rząd Donalda Tuska, co świadczy o tym, jak bardzo w ostatnich latach polska polityka przesunęła się na prawo.
Nawet jeśli na taki przekaz jest zapotrzebowanie, to pytanie czy akurat Morawiecki jest najlepszym jego dostarczycielem? Jest symbolem rządów PiS, który nieprzypadkowo stracił władzę w 2023 roku.
Mateusz Morawiecki musi zagrać ostro
TV Republika i tzw. maślarze nie przepuszczą żadnej okazji, żeby Morawieckiego pognębić, nawet jeśli sam Kaczyński wezwał do umiarkowania i rozstania się z godnością.
Morawiecki, żeby od PiS się odróżnić i po to, żeby wyborcy w ogóle zorientowali się, że z PiS wyszedł, musi grać ostro przeciwko Kaczyńskiemu, pokazując, czemu polityka prezesa prowadzi partię, i szerzej, polską prawicę, na manowce. To będzie odpychać większość elektoratu PiS-owskiego.
A dla wyborcy prawicowego, który na PiS nie głosował, prawdopodobnie bardziej wiarygodna będzie Konfederacja, która ma przekaz całkiem podobny do tego, co głosi Morawiecki, tylko jest w nim bardziej wiarygodna.
Czy bez bycia radykałem można dziś jeszcze przebić się przez logikę algorytmów? Czy w atakach na Tuska Morawiecki wyprzedzi dawnych kolegów i jednocześnie będzie umiał przebić się z alternatywnym przekazem?
To jest materiał na walkę z progiem wyborczym i to raczej z szansami bardziej na kilkunastu niż kilkudziesięciu posłów w przyszłym Sejmie, co dość szybko stanie się oczywiste dla czterdziestki, która odmówiła podpisania lojalek. Mogą zacząć się odejścia, powroty i rozmowy o egzotycznych sojuszach, które Morawieckiemu nie pomogą.
Perspektywy władzy
Na Parkowej w rezydencji premiera pójdzie dziś niejedno wino "na specjalną okazję". Gdy wydawało się, że wszystko stracone i Polacy będą karmieni całe wakacje skandalami z zarządzanej przez PO służby zdrowia, Kaczyński nie pierwszy raz okazał się wybawicielem od kłopotów.
Jeśli prawicowe głosy rozdrobnią się na cztery-pięć mniejszych partii, a jeszcze do tego niektóre nie przekroczą progu wyborczego, wówczas Tusk może znaleźć się w niespodziewanej sytuacji Jarosława Kaczyńskiego z 2015 roku, który dzięki temu, że obie lewice nie weszły do Sejmu, mógł samodzielnie sprawować rządy jako pierwsza partia po 1989 roku.
Ale jest też wariant, w którym prawica dzięki podziałom maksymalizuje wynik, podobnie jak aktualna koalicja rządząca w 2023 - Kaczyński, choć matematycznie wybory wygrał, nie rządzi, bo nie miał z kim.
Jeśli to Morawiecki do spółki z Konfederacją przeciągnie do siebie wyborców głosujących wcześniej na Hołownię, a po stronie koalicji nastąpi demobilizacja na tle niespełnionych obietnic i słabej kadencji, to Kaczyński z Morawieckim, znów w jednym rządzie, będą mogli sobie podać ręce.
Wówczas jednak już pod wodzą nowego hegemona - prezydenta Karola Nawrockiego, który nie tylko wskaże premiera, ale nareszcie pokaże, na co naprawdę go stać.
Leszek Jażdżewski


















