Jak Nawrocki pomaga Tuskowi
Im bardziej Nawrocki będzie pokazywał siłę metodą faktów dokonanych, tym bardziej będzie pomagał Tuskowi. Im częściej będzie wykraczał poza swoją konstytucyjną rolę, tym szybciej uśpiony elektorat liberalny poczuje potrzebę, by protestować i mobilizować się wyborczo. Dzięki prezydentowi 2027 rok może stać się powtórką 2023.

Ostatnie decyzje Karola Nawrockiego - zablokowanie nominacji 136 młodych oficerów służb specjalnych i 46 sędziów - cieszą stronników prezydenta, ale paradoksalnie wcale nie martwią rządzących. A nawet w dłuższej perspektywie mogą im pomóc.
O ile dla skłóconej prawicy prężący polityczne muskuły Nawrocki wyrasta na następcę Jarosława Kaczyńskiego i męża opatrznościowego, który przez najbliższe lata będzie obsługiwał podgrzewanie polaryzacji i konsolidowanie opozycji, o tyle dla władzy dowolne interpretowanie przez prezydenta swojej konstytucyjnej roli i kompetencji może stać się źródłem siły i nadziei.
Oburzenie i sprzeciw
Nic tak bowiem nie ożywia liberalnego elektoratu, jak oburzenie i możliwość realnego sprzeciwu wobec działań sprzecznych z oczekiwaną od głowy państwa postawą propaństwową, łagodzącą konflikty oraz napięcia społeczne. A prezydent swoimi ostatnimi decyzjami wspiera podział i ożywia bunt.
Nawrocki pokazał, że raczej nie będzie prawicowym Aleksandrem Kwaśniewskim, który prowadził swoją wyrazistą politykę, ale jednocześnie dbał o to, by interesy wspólnoty pozostały nietknięte. Obecny prezydent, być może tęskniący za bezceremonialnym stylem Lecha Wałęsy w egzekwowaniu swojej władzy, postanowił wkroczyć w rejony, które nie kojarzą się jedynie z walką ze znienawidzonym obozem przeciwników politycznych, ale przenoszą się na stabilność całego państwa.
Wielu uznanych prawników i specjalistów prawa konstytucyjnego uważa, że prezydent nie jest carem, który jednym skinieniem może przed swoje oblicze wzywać urzędników podległych premierowi albo przekreślać kariery sędziowskie tylko dlatego, że ma takie widzimisię (są także prawnicy, którzy wspierają prezydenta w jego decyzjach, co tylko pokazuje głębokość polskiej polaryzacji). Wedle tej wykładni prezydent ma prawo uważać na przykład, że sędziowie nie powinni realizować orzecznictwa europejskiego, ale takie przekonanie nie może być powodem arbitralnego blokowania awansów i odmawiania nominacji, bo konstytucja nie daje tak rozległych kompetencji.
Złośliwi anarchiści
Takie działania prezydenta Nawrockiego, który - jak wieszczył prof. Antoni Dudek - będzie chciał egzekwować swoją władzę metodą faktów dokonanych, oburzają zwolenników koalicji rządzącej i zarysowują dla nich nową nadzieję. O ile w przypadku umiejętnego korzystania przez głowę państwa z prawa weta powiązanego z inicjatywą ustawodawczą można wierzyć, że chodzi o zwykły spór polityczny, normalny w głęboko podzielonym kraju, o tyle w momencie, gdy walka z przeciwnikami produkuje Bogu ducha winne ofiary postronne w postaci oficerów i sędziów niezaangażowanych bezpośrednio w politykę, sprawy przybierają inny obrót.
Zaczyna cierpieć autorytet państwa, obywatele przestają wierzyć w stabilność instytucji. A politycy - w tym prezydent - zaczynają być postrzegani jako liczący się wyłącznie z interesem własnym złośliwi anarchiści, którym zależy na budowaniu własnej pozycji kosztem osłabiania kraju.
Po październiku 2023 roku, kiedy nadzwyczajna mobilizacja przeciwników wieloletnich rządów Prawa i Sprawiedliwości odebrała Kaczyńskiemu władzę, partie rządzące zaczęły marnować ten potencjał. Wyborcy, widząc brak sprawczości w kwestiach obietnic i rozliczeń oraz bierne oczekiwanie na zwycięstwo Rafała Trzaskowskiego, zaczęli popadać w marazm i uciekać na emigrację wewnętrzną.
Stan ten pogłębił się wraz ze zwycięstwem Nawrockiego, który szybko zbudował rozdwojony wizerunek - "nieustępliwego twardziela" dla przeciwników politycznych i "równego gościa" dla elektoratu prawicy. Po stu dniach prezydentury widać, że był w tym skuteczny, ale teraz podjął bardzo ryzykowną grę.
Nowy zryw
Obóz władzy nie miał pomysłu, jak przebudzić swoich zwolenników, a teraz pomocną dłoń podał Donaldowi Tuskowi prezydent, który - zapewne mimowolnie - zaczął prowokować zrezygnowanych obywateli spod znaku anty-PiS do nowej mobilizacji i nowego zrywu w 2027 roku. Obóz władzy znów ma czym straszyć (np. wizją zwycięstwa kwartetu Nawrocki, PiS, Konfederacja, Korona) i znów może liczyć, że także "normalsi" wystraszą się brutalności prezydenta w nadinterpretowaniu konstytucji i zechcą zatrzymać prawicowy marsz do monowładzy.
Ryzykowna gra Nawrockiego, który za wzór bierze sobie Donalda Trumpa, może doprowadzić do tego, że choć uda mu się osłabić Kaczyńskiego i zbudować z Krzysztofem Bosakiem pomost do zjednoczenia PiS-u i Konfederacji, to jednocześnie swoimi buntowniczymi decyzjami wznieci opór społeczny i pomoże Tuskowi utrzymać władzę. A wówczas marzenia o dwóch kadencjach w Pałacu Prezydenckim mogą rozwiać się jak dym.
Przemysław Szubartowicz
















