Jak Nawrocki ogrywa Kaczyńskiego
Na razie Karol Nawrocki nie jest w stanie pokonać Donalda Tuska. Ale za to wygrywa z Jarosławem Kaczyńskim i liderami Konfederacji. Na prawicy trwa cicha, ale głęboka rewolucja.

Ostatnie głośne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego stało się areną kolejnego starcia Karola Nawrockiego z rządem. Tyle, że ta polityczna wojna dopiero się zaczyna i potrwa co najmniej do wyborów w 2027 roku, a nawet dłużej, o ile opozycji nie uda się obalić władzy Donalda Tuska. Będziemy świadkami narastania tego konfliktu i jego kolejnych coraz bardziej brutalnych odsłon.
Ofiara własnego sprytu
Przede wszystkim, jednak obóz prezydencki zrobił kolejny krok w wielkiej rozgrywce o wpływy, jaka toczy się na prawicy. O ile prezydent nie wygrał jeszcze z premierem, o tyle zbliża się do pokonania Jarosława Kaczyńskiego, Sławomira Mentzena, Krzysztofa Bosaka i Grzegorza Brauna. Choć ten ostatni wciąż jeszcze gra w antysystemowej lidze niebezpiecznych politycznych osobliwości.
Już nie Nowogrodzka, nie TikTok lidera Konfederacji, nie obóz narodowy, ale Pałac Prezydencki jest głównym i najpotężniejszym ośrodkiem opozycyjnym wobec koalicji rządzącej.
Już nie Jarosław Kaczyński i nie liderzy Konfederacji nadają ton polityce antyrządowej, ale Nawrocki i jego ludzie. Wywodzą się oni wprawdzie głównie z Prawa i Sprawiedliwości, ale już dawno przeszli na stronę prezydenta.
To on dziś - przy użyciu wetującego pióra, instrumentów konstytucyjnych i różnych inicjatyw komentatorsko-medialnych - prowadzi "debatę" z władzą i wyznacza opozycji kierunki politycznych ataków.
W tym sensie Kaczyński wpadł w pułapkę własnego sprytu. Chciał mieć drugiego Andrzeja Dudę - polityka niesamodzielnego, którego bunt był rzadki, cichy i tchórzliwy - a "stworzył" lidera, który popychany ideą prof. Andrzeja Nowaka chce być niezależny i patronować całej polskiej prawicy.
Rozpaczliwy sprzeciw
Głos Kaczyńskiego i liderów Konfederacji w zasadzie się nie liczy, bo wszelkie konflikty polityczne kreuje lub podejmuje ośrodek prezydencki. Nawet w sprawie programu SAFE - gigantycznych pieniędzy unijnych na polski przemysł obronny - Nawrocki ograł prezesa PiS.
Prezydent zaczął bowiem prowadzić z rządem subtelną grę o uwzględnienie swojego wpływu na ostateczny kształt ustawy uruchamiającej program, na co Kaczyński odpowiedział twardym "nie", ogłaszając w serwisie społecznościowym, że "nikt, kto chce silnej i suwerennej armii, nie powinien popierać funduszu SAFE".
Ten rozpaczliwy sprzeciw, za którym ślepo idą politycy PiS, nie uwzględnia tego, że tak czy inaczej to Nawrocki ostatecznie będzie beneficjentem tej rozgrywki. Jeśli podpisze ustawę o SAFE, ogłosi, że rząd posłuchał jego uwag, a on uratował polskie bezpieczeństwo.
Jeśli ją zawetuje - co wciąż nie jest wykluczone - ubierze się w szaty obrońcy armii i kraju przed "niekorzystnym" programem. Kaczyński nie odgrywa tu żadnej roli.
Nawrocki i jego wielkie plany polityczne to nie jedyne problemy prezesa PiS.
W jego partii toczy się bardzo poważny konflikt między Mateuszem Morawieckim, taktycznie sprzymierzonym z prezydentem przeciw Kaczyńskiemu, a działaczami skupionymi wokół Tobiasza Bocheńskiego. Niedawno Kaczyński, przestraszony marnymi sondażami partii, przedstawił plan ratunkowy, który ma polegać na "wymyśleniu" młodego, niezgranego kandydata na premiera PiS w przyszłorocznych wyborach.
Cicha rewolucja
Polityk ten przy okazji miałby stać się alternatywą dla ambicji prezydenta. Kłopot polega na tym, że jeśli prezes największej partii opozycyjnej nie wskaże Morawieckiego, to były premier może doprowadzić partię do rozłamu. A jeśli wskaże niezgranego Zbigniewa Boguckiego - bo o nim się najczęściej mówi - przeciw Morawieckiemu, to postawi na człowieka prezydenta, którym były wojewoda zachodniopomorski stał się już na cały etat.
W obu przypadkach o kandydacie PiS, de facto, zdecyduje Nawrocki. Chyba że Kaczyński postawi na Mariusza Błaszczaka, ale on (lub ktoś taki jak on) przy silnym prezydencie będzie znaczył jeszcze mniej niż Kaczyński.
Prawica właśnie przeżywa, na razie cichą, choć najgłębszą od lat rewolucję wewnętrzną, która zapewne wymiecie starych liderów i zrobi miejsce nowym. Szanse, że to Nawrocki stanie się głową polskiej prawicy rosną, a wisienką na torcie ma być obalenie Tuska i całej koalicji rządowej.
Na razie prezydentowi łatwiej zaatakować Włodzimierza Czarzastego, niż premiera osobiście, choć marszałek Sejmu jest tym typem polityka, który z takich ataków czerpie siłę. Wojna z Tuskiem wymaga większych umiejętności, choć trzeba przyznać, że Nawrocki szybko się uczy.
Na tyle szybko, że wziął sobie do serca słowa Kaczyńskiego sprzed 20 lat: "Trzeba przede wszystkim rozbić ten układ". Nawet za cenę niszczenia państwa i jego instytucji.
Przemysław Szubartowicz














