Interwencja USA w Wenezueli. Prawo pięści i kłów
Hipokryzja to hołd złożony cnocie -miał napisać La Rochefoucauld. Dziś USA przyznają całkowicie otwarcie, że siła jest jedynym kryterium liczącym się w relacjach międzynarodowych. Z perspektywy sąsiadów Chin czy Rosji to fatalny sygnał, bo zdaje ich na łaskę i niełaskę polityki mocarstw.

USA odgrywały po wojnie rolę stabilizatora systemu międzynarodowego. Choć zdarzało im się nieraz naruszać reguły, starały się zachować pozory działania prawnego, nawet wtedy, gdy przyjmowało to formę kłamstw w sprawie broni masowego rażenia w Iraku. Teraz jest inaczej. USA przeprowadziły w Wenezueli zamach stanu jak niegdyś w Panamie czy Nikaragui. Pretekstem nie było ryzyko komunistycznego zagrożenia, a szmugiel narkotyków i wysyłanie przestępców przez reżim Maduro do Stanów Zjednoczonych.
Niezależnie od tego, ile prawdy jest w tych oskarżeniach, interwencja USA w Wenezueli jest nielegalna. Odbywa się bez sankcji Rady Bezpieczeństwa ONZ, nie jest też działaniem w samoobronie, którym jest odpowiedź na "napaść zbrojną", w świetle Konwencji Narodów Zjednoczonych. To USA napadły Wenezuelę, a nie Wenezuela USA.
Trump mówi wprost o tym, że będzie "desygnować" nowe władze Wenezueli, że USA przejmą produkcję ropy, po to, żeby się wzbogacić. To znana z XIX i początku XX wieku "polityka kanonierek" w pełnej krasie, która budzi zrozumiałe oburzenie w krajach ościennych. Nie liczmy na poparcie tzw. Globalnego Południa dla sprawy ukraińskiej skoro zarówno w przypadku czystek etnicznych w Gazie czy teraz zamachu stanu w Wenezueli Europejczycy co najwyżej dzielnie "monitorują sytuację" i wzywają do deeskalacji oraz poszanowania prawa.
Nicolas Maduro pojmany. Kto przejmie władzę w Wenezueli?
Nie wiadomo jak interwencja wpłynie na sytuację Wenezueli, kto przejmie władzę i w czyim imieniu będzie rządzić. Czy prezydentem zostanie jakaś amerykańska marionetka? Czy dojdzie do wolnych wyborów? Jak w odpowiedzi na atak USA i porwanie Maduro zareaguje reżim, czy dojdzie do wewnętrznego kolapsu, czy też próby obrony wpływów, walk zbrojnych i potencjalnej wojny domowej? Póki co Wenezuelczycy zdają się zachowywać spokój, ale czy to znaczy, że z równym spokojem zaakceptują polityczny dyktat ze strony Trumpa?
W wariancie optymistycznym nastąpi jakaś forma kompromisowego układu między obecnym reżimem i opozycją w obawie przed dalszą eskalacją konfliktu, a Wenezuela zacznie proces demokratyzacji i odbudowy gospodarki z upadku, nawet jeśli oznaczać to będzie oddawanie lwiej części profitów USA. W wariancie pesymistycznym stanie się państwem upadłym eksportującym niestabilność i uchodźców, wymagającym rosnących nakładów ze strony Waszyngtonu dla powstrzymania od całkowitego upadku.
USA poświęcające się Karaibom, to USA, które równocześnie nie będą angażować się z taką intensywnością gdzie indziej. W administracji, w której wszystko podporządkowane jest jednemu człowiekowi i jego dworowi, bez procedur i autonomicznych procesów w ramach poszczególnych resortów, uwaga jest bardzo rzadkim zasobem. Jak dużo Trump może poświęcić na innych frontach, w tym przede wszystkim w Ukrainie, żeby zapewnić sobie spokój?
Następuje regionalizacja mocarstw niegdyś działających w skali globalnej. Interwencja Związku Radzieckiego w Afganistanie pośrednio doprowadziła do upadku całego imperium. Oderwanie od Ukrainy Krymu i części Donbasu odebrało Rosji możliwość skutecznego wpływania na politykę Kijowa. Inwazja z 2022 roku ograniczyła a potem faktycznie zlikwidowała wpływy Rosji w Syrii, Afryce, a teraz też Ameryce Południowej.
USA w zasadzie wycofały się z Bliskiego Wschodu, sygnalizują też chęć zamknięcia zobowiązań w Europie, a nawet w Azji Wschodniej. Politykę szerokich sojuszy i trwałych więzi zastępuje polityka transakcyjna, obliczona na krótkotrwałe korzyści dla Waszyngtonu i Trumpa osobiście.
Atak USA na Wenezuelę fatalnym znakiem dla małych krajów. "Albo będą wasalami, albo ofiarami"
Atak na Wenezuelę obniża koszt interwencji Chin czy Rosji w ich bezpośrednim otoczeniu. Im sankcja za złamanie reguł dotkliwsza, tym większa szansa, że zostaną one zachowane. Gdy reguły nie są warte papieru, na którym zostały spisane i wszystko jest wyłącznie grą sił, wówczas trzeba się liczyć z tym, że mocarstwa w naturalny sposób podporządkowywać będą sobie "bliską zagranicę" lub też, że będzie dochodzić do nich na tym tle do długich i bezwzględnych konfliktów zbrojnych. Obie opcje są dla krajów średnich i małych fatalną wiadomością. Albo będą wasalami, albo ofiarami, tertium non datur.
W Polsce nowa geopolityka siły budzi entuzjazm apologetów wąsko rozumianego interesu narodowego, którzy zdają się nie rozumieć, że reguły, nawet niedoskonałe i sprofilowane pod mocarstwa, wciąż przede wszystkim służą słabszym, chroniąc ich przed samowolą silnych. A już zupełną aberracją jest sugerowanie, że Trump powinien obalić "reżim Tuska". Widać, że na prawicy duch Targowicy i mentalność klientelistyczna jest wciąż silna. Czy Polska jest krajem suwerennym? Polityka Donalda Trumpa nadaje temu fundamentalnemu pytaniu zupełnie nowy wymiar.
Ci, którym marzy się nowy "koncert mocarstw" powinni pamiętać, że w jego apogeum Polski nie było na mapie.
Leszek Jażdżewski











