Ingerencje w przestrzeń NATO. Budujmy Kopułę Chrobrego
Rosja testuje granice najpotężniejszego sojuszu wojskowego świata. Bezczelnie, konsekwentnie, bezkarnie. Czas, aby Polacy zjednoczyli się dokoła budowania własnej żelaznej kopuły - Kopuły Chrobrego.

Aż 12 minut. Tak długo trzy rosyjskie myśliwce MiG-31 bez zgody przebywały w granicach powietrznych NATO. Po incydencie władze Estonii zażądały zwołania nadzwyczajnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ. Przy okazji Tallin przypominał, że w tym roku Moskwa aż cztery razy naruszyła przestrzeń powietrzną Estonii.
Wicepremier i szef naszego MSZ udał się zatem na radę ONZ. I tam wypowiedział pod adresem Rosji Putina słowa, które odbiły się szerokim echem: "Gdyby kolejne obiekty wleciały w naszą przestrzeń powietrzną - celowo czy omyłkowo - i zostałyby zestrzelone, a ich szczątki spadły na terytorium NATO, nie przychodźcie do nas o to skamleć. Zostaliście ostrzeżeni".
Zaledwie kilka dni temu rosyjskie drony przekroczyły granice Polski i Rumunii, o czym było głośno na całym świecie. Inne, tajemnicze drony pojawiły się w okolicy lotnisk w Oslo i Kopenhadze, co sparaliżowało tam ruch lotniczy. Nie jest przesadą powiedzieć, że obywatele państw NATO nie są w jakiś szczególny sposób przygotowani rosyjskie prowokacje.
W obliczu taniej, ale niebezpiecznej propagandy rosyjskiej w Internecie, niestety, ludzie przyzwyczaili się wzruszać ramionami. Jeśli jakoś odpowiada im przekonaniom, są nawet w stanie machnąć ręką na źródło, z którego prowokacji pochodzi. Rządy demokratyczne w zasadzie są beznadziejnie bezradne.
Obok działań cyfrowych podejmowane są teraz działania jak najbardziej realne, które mają na celu sprawdzić gotowość do obrony NATO. Ale także - zastraszyć co bardziej płochliwe społeczeństwa. W niektórych krajach europejskich strach przed wojną z Rosją działa paraliżująco. Traumy zimnej wojny, obawy przed konfliktem jądrowym, które Polacy raczej spychają na drugi plan, w innych krajach - poczynając od Niemiec - są o wiele silniejsze.
Semantyczna niezgoda
Właśnie dlatego to z Polski, Rumunii czy Estonii wypływają wezwania do działań stanowczych. To my podejmujemy ryzyko w imię zasady, że Moskwa rozumie tylko argumenty siły. Wciąż nie jest to podzielany punkt widzenia. Co gorsza, wszystko wskazuje na to, że nie podziela go Waszyngton.
Hamletyzowanie Donalda Trumpa w sprawie 19 rosyjskich dronów w Polsce należy zanotować DUŻYMI LITERAMI, zamiast udawać, że nic się nie stało i Donald Trump w przyszłości będzie działać w zgodzie z polską racją stanu. Naiwność w sprawach wojny i pokoju to grzech śmiertelny.
I tu pojawiają się dwie wątpliwości. Czy realnie potrafimy komunikować się z naszymi partnerami z NATO? Odnoszę wrażenie, że nie. Słowa Sikorskiego świetnie sprawdzają się w polskiej, estońskiej czy ukraińskiej opinii publicznej, uderzają we właściwe struny, ale uszy wielu polityków z państw Zachodu wciąż rażą. Interpretowane są jako eskalowanie konfliktu czy wręcz parcie do wojny z Rosją.
Znów warto podkreślić, że obecna administracja USA nie wypowiada się aż tak zdecydowanie, jak teraz Sikorski. Co więcej, eskalacja ataków na Ukrainę i seria bezczelnych incydentów nastąpiła po szczycie na Alasce. Stamtąd z samochodu Trumpa prezydent Putin posłał światu tajemniczy uśmiech.
Budujmy Kopułę Chrobrego
Wreszcie przy okazji naruszeń granic NATO nie można nie wspomnieć o jeszcze jednej sprawie. Podgrzewanie wewnętrznych sporów pomiędzy MSZ a Pałacem Prezydenckim wydaje się dziecinadą. Brak współpracy przy przelotach do ONZ. Wzajemne połajanki w mediach społecznościowych. Ile razy trzeba powtarzać, że to niemal podawanie się na talerzu wrogom zewnętrznym w czasach wojny na Ukrainie? Czyżby ktoś zapominał, że starożytna maksyma "dziel i rządź" obowiązuje także w XXI wieku?
My tymczasem powinniśmy zjednoczyć się dokoła polityki bezpieczeństwa. Jakiś czas temu zaproponowałem, abyśmy zaczęli budowanie żelaznej kopuły nad Polską. To będzie długi proces, ale proces, w który zapewne włączyłoby się wielu rodaków, zupełnie niezależnie od politycznych afiliacji. Bezpieczeństwo, troska o życie, zdrowie i mienie nie mają partyjnego koloru.
Jako że wciąż z nami jest rocznica koronacji pierwszego króla, proponuję nazwać naszą żelazną kopułę: "Kopułą Chrobrego". Nieuważnym politykom przypomnę, że w 1025 roku nie było ani PiS, ani PO, ani Konfederacji. Zatem jest pewna szansa, że przynajmniej w tej kwestii zapędy głupiej polaryzacji uda się powściągnąć. Albo i nie. Niech zatem inicjatywa przejdzie w nasze ręce. Zacznijmy wywierać nacisk na klasę polityczną z każdej strony spektrum - pod hasłem: "cały naród buduje Kopułę Chrobrego". W 2025 roku prowokacje się tylko zaostrzają, 19 dronów, rosyjskie myśliwce… Czy w ogóle mamy inne wyjście?
Jarosław Kuisz












