Radosław Sikorski w swoim czwartkowym exposé, otwiera się w nowym oknie zdefiniował nie tylko polską rację stanu w optyce obecnej władzy. Ale przede wszystkim precyzyjnie pokazał granicę politycznej polaryzacji.
Racja Sikorskiego
Koalicja rządząca - tak jak wicepremier i szef MSZ podczas konferencji prasowej - będzie symbolicznie stać przy flagach polskiej, unijnej i NATO-wskiej z proamerykańską asertywnością. A opozycja - tak jak Karol Nawrocki po wystąpieniu Sikorskiego - ustawi się na tle wyłącznie barw narodowych z poparciem dla Sojuszu Północnoatlantyckiego i Donalda Trumpa na ustach.
Wyjdzie z tego ostry spór, który w najgorszym wypadku skończy się kiedyś tak, jak dyskusje przed brexitem w Wielkiej Brytanii, a w najlepszym - wygeneruje kilka nowych haseł politycznych.
Sikorski oczywiście ma rację, gdy mówi, że Unia Europejska walczy dziś o to, by uciec przed Rosją, a w nowym rozdaniu geopolitycznym stać się trzecią liczącą się siłą obok Chin i Stanów Zjednoczonych. Dlatego tak ostro podkreślał, że Polska nie ma alternatywy, bo albo będzie częścią Zachodu, albo Wschodu.
Jeśli to pierwsze, to wyłącznie jako silne państwo członkowskie. A jeśli to drugie, to poza Unią jako samotna wyspa wisząca na nitce amerykańskich kaprysów i odsłonięta przed Putinem.
Nawiasem mówiąc, prawdziwy paradoks polega na tym, że w obliczu putinowskiej agresji i wciąż niepewnego statusu Ukrainy polexit oznaczałby dla Polski rychłą utratę suwerenności, a nie jej odzyskanie, jak chcieliby najskrajniejsi wyborcy prawicy.
Nic kontrowersyjnego
Czy jesteś za tym, by Polska wzmacniała swoją pozycję w Unii Europejskiej, czy wolisz, by nasz kraj uciekał od zobowiązań traktatowych? Czy uważasz, że geopolityczne położenie Polski wymusza głębokie sojusze z państwami Europy i Ameryką, czy sądzisz, że wystarczy nam przychylność Donalda Trumpa, a Europa tylko nam szkodzi? Czy jesteś zdania, że bez Unii Polska szybciej wpadnie w ręce Putina, czy też samotna wyspa między Rosją a Zachodem ze wsparciem NATO da sobie radę?
Jeśli wokół takich pytań ogniskować się będzie polityczna debata w roku przedwyborczym i wyborczym, to trzeba wyrazić zdziwienie. Nastroje społeczne wskazują raczej, że tego typu polaryzacja trafi w próżnię, a jeśli nawet nie, to zainteresować może najtwardsze elektoraty.
Według świeżych badań CBOS aż 82 proc. respondentów popiera polskie członkostwo w Unii Europejskiej, a przeciwników jest zaledwie 14 proc. Mało tego, nawet wśród elektoratu prawicowego, zwolenników Polski w Unii jest 67 proc. To pokazuje, że Sikorski ze swoją mocną obroną polskiego członkostwa nie zrobił nic kontrowersyjnego. Podobnie jak rząd, który promuje europejski program SAFE na rzecz polskiej obronności.
Kaczyński słucha Adenauera
Dość tajemniczą może się więc wydawać postawa Jarosława Kaczyńskiego, który stanął na szpicy protestu przeciw SAFE, a jego ludzie w wyjątkowo brutalny sposób recenzują europejską próbę "wzięcia się w garść" w sprawach bezpieczeństwa. Do czego zresztą nieustannie namawia Europejczyków administracja amerykańska.
O ile proeuropejska postawa władzy wyrażona przez Sikorskiego nie dziwi, o tyle narastający eurosceptycyzm PiS da się wyjaśnić tylko słabymi notowaniami partii i szukaniem sposobu na uwiedzenie elektoratu konfederackiego. Pod tym względem prezes największej partii opozycyjnej od lat się nie zmienił.
W 2008 roku w "Rzeczpospolitej" - w wywiadzie z Joanną Lichocką, dziś związaną z PiS - mówił: "Jest zasada, którą chyba pierwszy sformułował Konrad Adenauer, że dla partii prawicowej, która chce rządzić, na prawo może być tylko ściana".
I jeszcze: "My nie zamierzamy wychodzić z Unii Europejskiej ani nie zamierzamy zmieniać generalnie prozachodniego kierunku polskiej polityki zagranicznej. Niemniej jesteśmy gotowi brać pod uwagę poglądy środowisk, które mają bardzo tradycjonalistyczny stosunek do rzeczywistości. Też jestem tradycjonalistą, choć pewnie nieco innym niż te przysłowiowe panie w moherowym berecie".
Nie ma ściany, są schody
Dziś PiS ma kiepskie sondaże i jest targane wewnętrzną wojną - w najnowszej odsłonie Mateusz Morawiecki skrytykował Patryka Jakiego - a na prawo od siebie nie ma ściany, tylko polexitową partię Brauna i co najmniej eurosceptyczną Konfederację. Tym razem jednak radykalizacja może Kaczyńskiemu nie pomóc. Nawet wówczas, gdy - wbrew wojsku - prezydent popełniłby największy błąd w swojej karierze i zawetował program SAFE.
Zwłaszcza że ten sam Adenauer, na którego powoływał się prezes PiS, mówił także: "W polityce nie chodzi o to, by mieć rację, lecz o to, by ją zachować". I tu zaczynają się schody.
Przemysław Szubartowicz















