Niektórzy dziwią się, że na rok przed wyborami parlamentarnymi PiS się dzieli. Dopiero co wypchnięto na stanowisko głowy państwa Karola Nawrockiego, wcześniej przecież nieznanego. Tymczasem dziwić powinno raczej to, jak długo wytrzymywano ciężką rękę Jarosława Kaczyńskiego.
Podział tortu
Partia słynęła z zawężania pola wewnętrznej debaty. Oczekiwano posłuszeństwa. Wymuszano rozmaite kontrybucje finansowe na rzecz partii. O sukcesji na serio nie było mowy. Dorośli ludzie w PiS jednak godzili się na to tak długo, jak długo na wyciągnięcie ręki były państwowe frukta. A przynajmniej ich wyobrażenie. Najwyraźniej politycy prawicowi stracili wiarę w lidera i możliwość powtórki sukcesów przy urnach. Możliwe, że mieli dość upokorzeń wewnątrz PiS. Polska prawica dzieli się i fermentuje, jednak ma o co się bić.
W nowych sondażach PiS znajduje się poniżej progu 20 proc. poparcia. Jednak wszystkie partie prawicowe łącznie uzyskują niemal 50 proc. głosów. W dużej mierze ton kampanii wyborczej w Polsce nada zatem to, jak PiS, Konfederacja, Konfederacja Korony Polskiej oraz Rozwój Plus będą między sobą rozdawać ciosy czy zawierać sojusze. W istocie nie ma tutaj jednego wielkiego tematu kampanii. Dla dobra nas wszystkich powinny to być sprawy bezpieczeństwa cywilnego i polityki uzbrojenia armii. W tej jednak kwestii większość partii mówi to samo (i słusznie), zaś spiera się ewentualnie o źródła finansowania i inne szczegóły. To zatem temat - choć ważny - na czas wyborów bezużyteczny, bo nie pozwala odróżnić się od przeciwników.
Na razie nie zanosi się na koalicje na prawicy. Dynamika rywalizacji zatem wymusi na prawicy licytację w najbardziej dzielących tematach, choćby nie miało to sensu czy wręcz było superszkodliwe dla polskiej racji stanu.
Bezmyślna przemoc
Przypadek sprawił, że nasze lokalne debaty na temat relacji Morawiecki-Kaczyński nakładają się na kolejny skandaliczny incydent skierowany wobec imigrantów z Ukrainy. We Wrocławiu pobito parę młodych ludzi. Nie wiadomo, kto to zainspirował. Być może sugestia przyszła z zewnątrz. A być może spirala przemocy w Polsce nakręca się już sama.
Na pewno żadne pobicie nie ma nic wspólnego z wartościami chrześcijańskimi. Ani z polskim prawem. Ani z polską racją stanu. W 2026 roku bezpieczeństwo Polski, nas i naszych bliskich, niezmiennie zależy od NATO, wsparcia państw UE oraz, najbardziej, Stanów Zjednoczonych. Nic nie wskazuje na to, żeby Rosja miała zamiar zaprzestać ekspansji kosztem sąsiadów. Kreml nie przestaje nam grozić.
Tymczasem wypadki w Polsce warto oglądać w szerszym planie. Wcześniejsze polsko-ukraińskie spory o politykę historyczną generalnie nie znalazły zrozumienia u naszych sojuszników. Polska dyplomacja w ogóle nie przygotowała się do przekonania kogokolwiek poza naszym krajem. A tymczasem zmienia się międzynarodowe otoczenie.
Trump idzie z Zełenskim
Prezydent Donald Trump, którego polska prawica stawia w centrum inspiracji politycznych, zajmuje wobec Ukrainy coraz bardziej przychylne stanowisko. W przyszłym tygodniu Wołodymyr Zełenski przybędzie na rozmowy w Białym Domu. Nie będzie mowy o kłótniach w Gabinecie Owalnym z lutego 2025 roku.
Przeciwnie, politykom amerykańskim coraz bardziej imponuje ukraiński upór na froncie. Armia naszego sąsiada uchodzi za jedną z najlepszych w Europie, drony - za jedne z najlepszych na świecie. Los wojny nie jest przesądzony, jednak Marco Rubio, architekt dyplomacji USA, publicznie wypowiadał się z wyraźnym uznaniem na temat tego, jak Kijów przetrwał ostatnie miesiące. I tylko Rosjanie załamują ręce. Po spotkaniu Trumpa z Putinem w Anchorage liczyli na to, że Waszyngton wymusi na Ukrainie poddanie się rosyjskiemu dyktatowi. Nic na to dziś nie wskazuje.
Albowiem w ciągu roku Ukraina doprowadziła do zmiany postrzegania wojny przez USA. Niedawno podczas szczytu NATO w Ankarze Trump nawet zobowiązał się do udzielenia Ukrainie licencji na produkcję pocisków przechwytujących Patriot. Do rangi symbolu urosła tutaj konwersja niejakiej Laury Loomer, popularnej w USA trumpistki z mediów społecznościowych, która pod wpływem wizyty w bombardowanym Kijowie całkowicie zmieniła swoje poglądy. Zobaczyła na własne oczy zniszczenia i ofiary. Odbyła rozmowę z Zełenskim i porzuciła hasła rosyjskiej propagandy, aby domagać się pomocy dla Ukrainy.
W tej chwili Donald Trump przyjął wyciągniętą rękę prezydenta Ukrainy. I przychylnym okiem przygląda się atakom dronowym na cele w Rosji. Waszyngton więcej rozmów prowadzi z Zełenskim niż z Nawrockim.
Reasumując, w połowie 2026 roku w Polsce prawica staje wobec wyboru: albo podgrzewa nastroje antyukraińskie przeciwko USA, albo z nimi walczy. Nie można mieć wątpliwości, że część polityków prawicy dla łatwej polaryzacji porzuci chrześcijańskie wartości i przyzwoitość. Część jednak, jeśli nie dla przykazań, to dla politycznego odróżnienia, powinna chyba zająć inne stanowisko. Warto, aby pamiętali, że ostatecznie tolerowanie aktów przemocy zawsze zatruwa wszystkich. Tych, którzy biorą w tym udział, i tych, którzy to biernie akceptują. Wreszcie - szkodzi polskiej racji stanu.
Jarosław Kuisz

















