Dogmat o nieomylności Donalda Trumpa
Z internetu wylewa się coraz więcej ślepej wiary w nieomylność Donalda Trumpa. Czy taka będzie linia PiS-owskiej prawicy, jeśli dojdzie do władzy?

Oto na Facebooku ukazał się tekst Romualda Szeremietiewa. To jeden z weteranów antyPRL-owskiej opozycji, dawny działacz KPN. Po roku 1989 polityk różnych partii prawicy, p.o. ministra obrony w rządzie Jana Olszewskiego. Komentuje zdarzenia w necie, na ogół w duchu PiS-owskiej prawicy. Ma 80 lat.
Tym razem zaczął od cytowania Tomasza Terlikowskiego, progresywnego katolika zaangażowanego bardzo mocno w krytykę polityki Donalda Trumpa. Terlikowski odniósł się do zdarzenia w Minneapolis, gdzie agent ICE, tamtejszej służby ds. imigracji, zastrzelił kobietę w samochodzie.
Minneapolis. Spór o Renee Nicole Good
Terlikowski napisał:
Renee Nicole Good to kobieta zabita przez agenta. Szeremietiew odpowiada:
"Media liberalno-lewicowe pomstują na prezydenta Trumpa. Twierdzą, że funkcjonariusz zamordował matkę trójki dzieci, kobietę łagodną, piszącą wiersze, która nieletniego syna przywiozła do szkoły i została zastrzelona.
Kobieta była aktywistką (wojowniczką) grupy 'ICE Watch' specjalizującej się w przeszkadzaniu funkcjonariuszom Immigration and Customs Enforcement w przeprowadzaniu deportowania nielegalnych imigrantów. Była przeszkolona w stawianiu oporu służbom federalnym.
(...)
'Poetka' uczestniczyła w takiej akcji. Trzy razy kazano jej opuścić samochód po wcześniejszym zatarasowaniu przez nią przejazdu i blokowaniu działań ICE. Co najmniej trzy razy odmówiła podporządkowania się poleceniom funkcjonariuszy. Następnie popełniła kolejne przestępstwo. Próbowała uciec i celowo naraziła na niebezpieczeństwo funkcjonariusza.
W tym incydencie na komendę filmującej zdarzenie żony/męża ruszyła pełnym gazem na funkcjonariusza, który wyciągnął broń i strzelił. W USA przyjmuje się, że próba rozjechania funkcjonariusza samochodem jest równoznaczna z użyciem broni (...)".
Rzecz nie jest czarno-biała. Terlikowski, krytyk wszystkiego, co mówi i robi Trump, zwolennik otwartych granic i nieograniczonej migracji, nie bierze pod uwagę rozmaitych okoliczności. Kobieta faktycznie uczestniczyła w prowokacyjnej akcji, a pozostający pod presją zdarzeń agenci ICE mogli działać pod wpływem stresu. Amerykańskie służby mają większą niż europejskie skłonność do strzelania pod byle pretekstem. To się nie zaczęło od Trumpa.
Zarazem w necie można obejrzeć filmy ze zdarzenia. Pani Good, wcześniej istotnie blokująca ulicę, odjeżdżała i nie próbowała przejechać federalnego agenta. W efekcie tekst Szeremietiewa sprowadza się do czegoś takiego: to była zła kobieta, dostała za swoje. Pisze to człowiek dawnej antykomunistycznej opozycji. Ona uczyła Polaków wrażliwości na przemoc państwa.
Może ważniejsze jest coś innego. Setki internautów udostępniały wpis Szeremietiewa. Są to na ogół prawowierni zwolennicy PiS. W wielu wypadkach uznają to jego "świadectwo" za ważniejszy argument niż krążące po sieci filmy z całej akcji. Odkrywamy nagle żarliwych trumpistów, gotowych wychwalać wszystko, co robi amerykańskie państwo pod jego rządami. Trump przecież broni funkcjonariusza, więc my też.
Grenlandia pod presją. Też dobrze?
Nie tylko w tej sprawie obserwujemy gorliwą wiarę w nieomylność Donalda Trumpa.
Nagle sieć zaroiła się od nieraz erudycyjnych analiz wykazujących, że ewentualna inwazja USA na Grenlandię to dobry, uzasadniony pomysł. Bo jej obecne władze nie wykorzystują kontrolowanych przez nie bogactw. Bo to element strategicznej rywalizacji z Rosją i Chinami. Przy okazji przypomina się niegodziwości duńskich władz sprzed kilkudziesięciu lat sterylizujących eskimoskie, przepraszam, inuickie kobiety.
I znowu, są w tym nawet racjonalne elementy. Ale ignorowane czy odrzucane są inne poważne racje. Realne starcie USA z Danią oznaczać przecież może faktyczny paraliż NATO. Polacy, którzy się z tego cieszą, przypominają karpie kibicujące Wigilii. A przyjęcie formalnego założenia, że jak ktoś chce jakiegoś terytorium, to je sobie bierze, to krok w złą stronę. Lech Kaczyński powtarzał, że Polacy powinni bronić wszelkich status quo, także terytorialnego.
Mocarstwa obalają, kogo zechcą?
To się zaczęło już wcześniej. Nie zachęcam nikogo do opłakiwania Nicolasa Maduro, prezydenta Wenezueli uprowadzonego przez Amerykanów. Wenezuelczycy się cieszą, pewnie będzie im lepiej. Ale kiedy ktoś przypominał, że otwarte przyjęcie zasady: mocarstwa obalają, kogo tam sobie zechcą, jest co najmniej zdradliwe, słyszał, że przemawia na rzecz... Rosji.
Nie powinno się także pytać, co Trump ma zamiar dalej z tym krajem zrobić. Trzeba Trumpowi kibicować, jest wszak, jak ogłasza publicysta "Do Rzeczy" Robert Bogdański, liderem krucjaty wolności. A że równocześnie na innych frontach preferuje ucieranie targów z Putinem…
Jeszcze wcześniej było kibicowanie Trumpowi, kiedy upokarzał ukraińskiego prezydenta, próbując go zmusić do ustępstw wobec Putina. Tu akurat na wiarę w charyzmę megalomańskiego lokatora Białego Domu nakładały się coraz mocniejsze nastroje antyukraińskie w Polsce. Można nawet twierdzić, że Wołodymyr Zełenski sobie na to zapracował. Ale radość, że Ukraina jest w opałach, to w wydaniu Polaków geopolityczny nonsens. Znalazł w necie rozlicznych wyznawców.
A co na to wszystko PiS?
Politycy PiS nie wchodzą na ogół we wszystkie te oceny, choć Przemysława Czarnka upokorzenie Zełenskiego także radowało. Nie muszą komentować, i nawet nie powinni, zabójstwa z Minneapolis. W przypadku Grenlandii zalecają ostrożność i nieopowiadanie się po żadnej ze stron. Czy wierzą, że jeśli NATO straci swój sens i ulegnie paraliżowi, Polska wydrepcze sobie oddzielną drogę do Białego Domu, co zapewni jej wieczną obecność amerykańskich wojsk w naszym kraju? Nawet jak już dojdzie do jakiegoś wtórnego podziału wpływów i nasz region będzie pozostawiony Rosji?
Oczywiście wszystko to może się nie zdarzyć, łącznie z zagarnięciem Grenlandii przez USA. Na razie Trump zmienia przedmioty zainteresowania, zwleka, dokonuje wolt. Można grać na czas, unikać ocen.
Tyle że elektorat, w każdym razie jego najaktywniejsza część, są już dziś kształtowane w duchu wiary w nieomylność Trumpa. Nakręcanej z kolei przez nienawiść do niego liberalnej lewicy, takich ludzi jak Terlikowski. To promieniuje na polityków, choć oddziaływanie jest tu w obie strony, takie postaci jak Dominik Tarczyński wychowują kolejnych kibiców.
Do ostrożności nawołują nieliczni, na czele z Agnieszką Romaszewską, zauważającą w tych kalkulacjach na amerykańskiego wodza rozliczne luki. Podobnych do niej przyjmuje się po prawej stronie z wzrastającym zniecierpliwieniem. Niszczą iluzje.
Co do mnie, nie uważam, że musimy wybierać mamusię lub tatusia. Zapewne są momenty, kiedy gra z Trumpowską Ameryką może się opłacić. Pod warunkiem zachowania minimalnej trzeźwości i samodzielności osądu. W spolaryzowanym także przez social media świecie jest na taką samodzielność coraz mniej miejsca. Preferuje się mentalność kibica. Politycy zerkają potem do sieci i uznają, że przecież takie są nastroje.
Piotr Zaremba










![Rządowy przełom, na który poczekamy do 2101 roku [13 PIĘTER]](https://i.iplsc.com/000MAL83HB6X5W8D-C401.webp)



