Dlaczego warto rozmawiać z Konfederacją?
Politycy Koalicji Obywatelskiej, którzy najpierw zgodzili się na publiczne rozmowy z liderem Konfederacji, a później się z tego wycofali, popełnili spory błąd w czasach postpolityki i rosnącej popularności partii sprzeciwu.

Po tym, jak Grzegorz Braun postanowił skompromitować się jako kłamca oświęcimski i negacjonista (dalej zresztą wygłasza haniebne bzdury), politycy KO nagle uzależnili swój udział w "Piwie z Mentzenem" od tego, czy przedstawiciel trzeciej siły politycznej w Polsce potępi słowa swojego byłego kompana.
Sławomir Mentzen Brauna potępił, ale potwierdzone już zaproszenia dla Radosława Sikorskiego, Borysa Budki i Krzysztofa Kwiatkowskiego wycofał, argumentując, że nie pozwoli się szantażować.
Sławomir Mentzen i kunktatorzy
Lider Konfederacji, który jeszcze niedawno był poważnie traktowany przez Rafała Trzaskowskiego i gościł w swoim pubie szefa dyplomacji pod hasłem ponadpartyjnego dialogu, wizerunkowo wygrał tę partię politycznych szachów. Nie dość, że pokazał się publiczności jako polityk szukający porozumienia, który umie skrytykować ekstremistę Brauna, to jeszcze z tych, którzy zaczęli się nagle wycofywać z zaplanowanego spotkania, zrobił niepewnych siebie kunktatorów.
A łatwo znajdą się tacy, którzy przypomną, że rząd z jednej strony wprowadzał kontrole na granicy polsko-niemieckiej, a jednocześnie zapewniał, że nie ma żadnego realnego powodu, by to robić. Ten typ niekonsekwencji zupełnie nie pasuje do czasów, w których wielkim oczekiwaniem społecznym jest polityczna pewność siebie. Postawa wobec "Piwa z Mentzenem" jest tą samą źle wyjaśnioną niekonsekwencją.
Politycy KO chcieli zapewne wyjść z tej sytuacji jako idealiści, którzy wymagają przestrzegania standardów także przez tych, którzy Brauna do dużej polityki wprowadzili. Ale zostaną zapamiętani jako ci, którzy boją się rozmawiać i nie mają dość ikry, by szukać punktów wspólnych i bronić liberalnej demokracji, Unii Europejskiej czy standardów Zachodu, występując przed nieprzychylną, niełatwą publicznością. I to w bezpośrednim starciu z politykiem, który prawdopodobnie będzie rozdawał karty po 2027 roku.
Skoro można było rozmawiać z nim i pić piwo w kampanii prezydenckiej, to tego typu ucieczka będzie odbierana wyłącznie jako słabość.
Blokada prawicowego sojuszu
Nieudany dla polityków KO cykl spotkań z Mentzenem, w którym jednak weźmie udział - oprócz polityków Prawa i Sprawiedliwości - Władysław Kosiniak-Kamysz, to oczywiście incydent. Będzie szybko zapomniany, ale tylko po to, by ktoś w odpowiednim momencie go przypomniał. Jeśli formacja Donalda Tuska nie chce za dwa i pół roku skończyć jako zamknięta w oblężonej twierdzy impotentna partia opozycyjna, powinna zrozumieć, że całej prawicy nie da się otoczyć "kordonem sanitarnym".
Polski mainstream nie może obrażać się na Konfederację, lecz powinien rozmawiać z tymi politykami tej partii, którym w sprawach gospodarczych daleko do PiS i którzy gotowi są przekreślić Brauna i odesłać go tam, gdzie jego miejsce, czyli na margines. A takie osoby w Konfederacji są.
Dziś prawica używa w polityce narracji nacjonalistyczno-ksenofobicznych, co wznieca brunatną falę i budzi najniższe instynkty w społeczeństwie. Słuszne oburzanie się na to nie wystarczy, bo szlachetne argumenty oraz fakty przestały mieć siłę w debacie publicznej. Tzw. liberalny mainstream, jeśli chce przetrwać, nie tylko musi znaleźć skuteczną odpowiedź na lęki społeczne i populistyczne hasła, ale także przestać obrażać się na rzeczywistość. Musi wyposażyć się w spryt.
Dialog z niektórymi politykami Konfederacji może być skuteczniejszy, niż obrażanie ich i odcinanie się od nich.
O ile Braun powinien zniknąć z życia publicznego na zawsze, o tyle Mentzen zasługuje na poważne traktowanie i kontrowanie. Bo nawet słynna "piątka Konfederacji" okazała się tylko "raportem" z badań z focusowych, a pokojowe zablokowanie czy rozbicie wielkiego prawicowego sojuszu, o jakim marzy Jarosław Kaczyński z prof. Andrzejem Nowakiem, byłoby wielkim osiągnięciem części liberalnego mainstreamu.
Gorszy powrót PiS
Dylemat Koalicji Obywatelskiej, która w nowych czasach prawicowej kontrrewolucji musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czego tak naprawdę chce w polityce, dobrze pokazał znany socjolog prof. Radosław Markowski. W moim niedawnym wywiadzie w Tygodniku Interiistwierdził, że "w sferze gospodarki i redystrybucji" nie da się połączyć Konfederacji i PiS.
Jak mówił: "I dlatego mnie, w przeciwieństwie do ludzi ze środowiska liberalno-demokratycznego, nie przeraża Konfederacja. Bardziej jestem przerażony możliwością powrotu PiS do władzy. Niektórzy politycy Konfederacji wyglądają na takich, którzy zadbaliby o dobro publiczne. W przeciwieństwie do partii Kaczyńskiego".
Przemysław Szubartowicz












