Dlaczego rządzący odpuścili wybory w Krakowie?
Kandydatów na urząd prezydenta Krakowa przybywa z dnia na dzień. A Donald Tusk postępuje co najmniej nietypowo. Do wyborów w mieście wystawił kandydatkę bez pewnych szans na wygraną. A przedstawiając ją w Warszawie na terenie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, wziął za jej przyszły wynik osobistą odpowiedzialność. I dał opozycji za darmo kampanijne hasło: "Nie przenoście nam stolicy do Krakowa".

Jeśli sytuacja w Krakowie miałaby być laboratorium ogólnopolskiej polityki albo przedsmakiem wyborów parlamentarnych w 2027 roku, to już dziś widać, że dzieją się tam rzeczy co najmniej nietypowe, by nie powiedzieć dziwne.
Logika podpowiadałaby bowiem, że zarówno władza, jak i opozycja powinny maksymalnie wykorzystać dekompensację polityczną w stolicy Małopolski do testowania własnych możliwości, sprytu, zdolności organizacyjnych, propagandowych i mobilizacyjnych.
Wszyscy przeciw KO
Tymczasem obie główne partie zupełnie odpuściły tę rozgrywkę, co z pewnym prawdopodobieństwem pozwala wyciągnąć wniosek, że nowym prezydentem Krakowa zostanie finalnie Łukasz Gibała.
Ten wywodzący się z Platformy Obywatelskiej i związany później z projektami Janusza Palikota majętny biznesmen, polityk i samorządowiec odznacza się ponadprzeciętną determinacją w dążeniu do tego celu. Trzykrotnie ubiegał się o urząd prezydenta swojego rodzinnego miasta, był też twarzą referendum, które doprowadziło do upadku Aleksandra Miszalskiego.
Gibała wprawdzie nie ogłosił jeszcze decyzji o starcie, deklaruje, że czeka na decyzję premiera, ale wiadomo, że jeśli się zdecyduje, to tylko po to, żeby wejść do drugiej tury, a potem zorganizować najszerszą koalicję pod hasłem "Wszyscy przeciw kandydatce Koalicji Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego". Wtedy jego szanse zostaną zwielokrotnione.
"Nie przenoście nam stolicy do Krakowa"
Jeśli spojrzeć na rosnącą z dnia na dzień liczbę kandydatów, można z jednej strony fetować triumf demokracji, ale z drugiej rozpatrywać to w aspekcie kryzysu. Zwłaszcza pośród rządzących, którzy ani nie byli w stanie wypracować wspólnego kandydata całej koalicji, ani nie umieli uniknąć wewnątrzkoalicyjnych zgrzytów.
Każda (poza ludowcami) tworząca władzę formacja będzie startować w wyścigu krakowskimi osobno, krytykując się wzajemnie, co z pewnością nie odmieni wrażenia, że w koalicji rządzącej od dawna nie ma chemii. I to nie tylko ze względu na różnice programowe, a zwłaszcza światopoglądowe, ale także z powodu narastającej frustracji. Rozliczenia nie idą, najważniejsze reformy upadły, bo wetuje je prezydent, a przedłużenie rządów pozostaje wysoce niepewne.
Tym bardziej zadziwiać może, że Donald Tusk zachował się bardzo niekonwencjonalnie jak na tak doświadczonego polityka, biorąc pod uwagę fakt, że to na nim i na jego osobistych decyzjach będzie opierać się strategia wyborcza Koalicji Obywatelskiej.
Po pierwsze, nie wskazał (wraz z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem) osoby, która mogłaby w Krakowie realnie i bez przeszkód wygrać. Po wtóre, Monikę Piątkowską - wspólną kandydatkę KO i PSL - przedstawiał w Warszawie, a nie w Krakowie, i to jeszcze w ogrodzie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
Opozycja krakowska ma już gotowe hasło wyborcze: refren słynnej piosenki Andrzeja Sikorowskiego i zespołu Pod Budą: "Nie przenoście nam stolicy do Krakowa".
Inna logika
Jest to interpretowane jako wzięcie stuprocentowej odpowiedzialności przez premiera za wynik tej kandydatury. Jeśli Piątkowska przegra, pretensje spadną na Tuska. Jeśli wygra, premiera otoczą pochlebcy z gratulacjami. To brawurowy ruch, biorąc pod uwagę skalę niepewności.
Przegrana w Krakowie byłaby prestiżowym ciosem dla władzy, która być może będzie się mierzyć z podobnymi problemami w innych miastach. O ile fala zapowiadana przez opozycję rzeczywiście ruszy.
Partia Jarosława Kaczyńskiego i Konfederacja mają mniejsze powody do przejmowania się, ponieważ swój główny cel skonsumowały w skutecznym referendum.
Oczywiście w polityce jest też inna logika - ta, która opiera się na przypadku, nieprzewidywalności, niespodziewanych zwrotach akcji. Może się okazać, że to ona zacznie w Krakowie dominować i Monika Piątkowska jakimś cudem wygra z Łukaszem Gibałą. Na razie jednak taki scenariusz pozostaje w sferze fantazji.
Przemysław Szubartowicz














