Dlaczego państwo jest bezsilne wobec Grzegorza Brauna?
Być może Grzegorz Braun jest objawem naszych czasów, których znakiem jest nienawiść i niszczenie. Ale jeśli państwo nadal będzie wobec niego bezsilne, a prawica nie otoczy go kordonem sanitarnym, to jej marsz do władzy w 2027 roku nie będzie miał barw chadecko-konserwatywnych, lecz brunatne. By to zrozumieć, trzeba potraktować lidera Korony poważnie.

W polskiej klasie politycznej panuje złowieszczy spokój wokół Grzegorza Brauna, którego partia ma coraz lepsze notowania w sondażach (nawet 10 proc.), a co czwarty Polak dopuszcza myśl, że po 2027 roku wejdzie on do rządu. Braun jest wciąż traktowany jako skrajny, ale niegroźny fragment partyjnego spektrum. To błąd.
Radykalizm stał się atrakcyjny
Używam określenia "złowieszczy spokój", bowiem trudno inaczej nazwać bezkarność tego polityka, który - po serii niezgodnych z prawem ekscesów - nie niepokojony przez nikogo wygłosił niedawno antysemickie przemówienie przed byłym obozem w Oświęcimiu. Co z tego, że z różnych stron popłynęły głosy oburzenia, że "pożyteczny idiota Rosji", że "język faszystowski", że "sprawiedliwość go dopadnie", skoro w żaden sposób ten werbalny sprzeciw nie hamuje zainteresowanego, a wręcz używa on skandalu do zbijania politycznego kapitału i rozpędzania się.
Oburzeni być może nie rozumieją, że Braun jest symptomem, objawem szerszego zjawiska, na które pozwolili politycy mainstreamu. Nie zorientowali się w porę, że radykalizm stał się atrakcyjny i zaczyna uwodzić coraz większe grupy rozczarowanych dotychczasową polityką wyborców. Gdy lider Korony zaprzecza istnieniu komór gazowych, a więc uprawia opisane w kodeksie karnym kłamstwo oświęcimskie, testuje polską debatę w taki sposób, by sprawdzić, jak daleko może się posunąć.
W tym wypadku napotkał masywny opór, ale jednocześnie - zapraszany przez niektóre media - zdołał zainteresować sobą najbardziej radykalnych zwolenników teorii spiskowych, a także ośmielić antysemitów, którzy poczuli, że oto pojawił się lider, który nie wstydzi się takiego języka i używa go publicznie.
Przesuwanie okna Overtona
To, co jeszcze dwie dekady temu wydawało się wstydliwe, dziś stało się bezwstydne. Braun pomaga w tym, by okno Overtona - a więc zakres akceptowalnych w danym momencie historycznym idei w dyskursie społecznym - przesuwało się w rejony, w których antysemityzm nie jest godną potępienia hańbą, ale dopuszczalnym "poglądem".
Na lewej flance zjawisko wybielania antysemityzmu czy pozbawiania go wstydliwego ładunku zachodzi w kontekście konfliktu w Strefie Gazy, z czego zresztą korzysta Braun, który krytykę władz państwa Izrael wiąże z ożywianiem lokalnych demonów nienawiści.
Ani konflikt bliskowschodni, ani obsesje skrajnej prawicy nie mogą być usprawiedliwieniem dla antysemityzmu, tymczasem na naszych oczach dewastowane są wieloletnie starania wielu ludzi i instytucji, które zmierzały do tego, by zdjąć z Polaków łatkę antysemitów. A także by oczyścić Polskę z traum i grzechów, rozliczyć getta ławkowe, pogromy, Marzec 1968. I wreszcie uhonorować tych, którzy w czasie II wojny światowej pomagali Żydom, potępić kolaborantów oraz skleić pokawałkowane zwierciadło naszej historii w jakąś dającą się opisać całość.
Braun - przy użyciu barwnej mowy polskiej, jaką się posługuje, aktów wandalizmu, ataków fizycznych - ośmiela i obsługuje nie tylko antysemityzm. Jak magnes przyciąga nacjonalistów, denialistów klimatycznych, antyszczepionkowców, prorosyjskich działaczy, przeciwników Ukrainy i Unii Europejskiej. Buduje w ten sposób platformę, dzięki której ekstremizmy i zapomniane marginesy przesuwają się powoli w stronę głównego nurtu. Socjologowie w różny sposób tłumaczą to zjawisko, obecne w całym zachodnim świecie, jednak wspólny wniosek jest taki, że skutki mogą być opłakane.
Droga prosto w ręce Putina
Niechętnie pamięta się o tym, że faszyzm nie spadł z nieba, ale gdy politycy traktują Brauna niczym nieszkodliwego wariatuńcia - który jest ozdobą internetowych memów i atrakcją tiktokowych podróży po skrolowanych bez końca rolkach - stają się częścią tego niebezpiecznego procesu. Wprawdzie Jarosław Kaczyński (i wielu polityków PiS) ostro potępiał wypowiedzi Brauna, ale nie wiadomo, czy - gdyby to głosów Korony brakowało do przejęcia władzy - odrzuci koalicję z nim. Zwłaszcza że Konfederacja jest dużo ostrożniejsza w odcinaniu się od swojego byłego kompana.
Zaraz zapewne znajdą się zawołani obrońcy wolności słowa i demokracji. Ale wolność słowa chroni poglądy i zawsze jest powiązana z odpowiedzialnością za to, co się mówi, a antysemityzm nie jest poglądem, lecz negatywną namiętnością (jak uczył Sartre i Ionesco). Demokracja zaś i jej instytucje nie gwarantują prawa do bezkarnego atakowania niewinnych ludzi przy użyciu gaśnicy.
Braun celowo łamie zasady, bo ich nie potrzebuje. Celowo gardzi wartościami, bo stają mu na przeszkodzie. Ale jeśli jednoznacznie nie odetnie się od niego cała polska prawica, to jej marsz do władzy w 2027 roku nie będzie miał barw chadecko-konserwatywno-socjalno-libertariańskich, lecz brunatne. A to by oznaczało, że Polska wkroczy na drogę niszczenia, nienawiści i polexitu, czyli prosto w ręce Putina.
Przemysław Szubartowicz













