Czy Morawiecki wróci do mainstreamu?
Jeśli Mateusz Morawiecki rzeczywiście rozmawia z PSL-em o swojej przyszłości, polska scena polityczna za jakiś czas może doczekać się przemeblowania, jakiego nie widziała od wielu lat. Najnowszy sondaż SW Research dla "Rzeczpospolitej" pokazuje, że na nowe ugrupowanie Morawieckiego na starcie zagłosowałoby 16,7 proc. badanych. Pytanie, czy były premier jest w stanie wrócić do mainstreamu z długiej podróży po uniwersum PiS, w którym świetnie się czuł.

Zapał, z jakim niektórzy politycy Polskiego Stronnictwa Ludowego zapewniają, że w 2027 roku nie wystartują z list Koalicji Obywatelskiej, jest symptomatyczny.
Może oznaczać niesłabnącą od lat wiarę w zdolności regeneracyjne własnej formacji, która w jednym z ostatnim sondaży znalazła się ponad progiem wyborczym. Ale może być też zwiastunem przyszłych zaskakujących ustawień na polskiej scenie politycznej.
Szanse centrystów
W Polsce wciąż istnieją ludzie, którzy wierzą, że da się stworzyć rozsądną centroprawicową alternatywę na spolaryzowanej scenie politycznej. Podobnie jak istnieją politycy, którzy nie tęsknią za radykalizującą się drogą Jarosława Kaczyńskiego, a Donald Tusk nie budzi w nich entuzjazmu.
Szanse "nowych" centrystów na zagnieżdżenie się w swojej luce gwałtownie wzrosły po upadku Polski 2050 Szymona Hołowni i podziale parlamentarnej reprezentacji tego ugrupowania na dwa kluby. Z tej mąki chleba już nie będzie, więc być może ci osieroceni wyborcy, którzy uciekli na emigrację wewnętrzną lub chwilowo przerzucili swoje poparcie na główną partię rządzącą, wypatrują jakiejś nowej inicjatywy.
Niedawna debata między obecnym wicepremierem i szefem MON Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem a byłym premierem Mateuszem Morawieckim uruchomiła takie spekulacje. Zostały one wzmocnione po zawieszeniu Krzysztofa Szczuckiego, polityka z frakcji Morawieckiego, w prawach członka Prawa i Sprawiedliwości. I po deklaracji Morawieckiego, że wesprze pomysł PSL na polską wersję SAFE, co szybko zostało skontrowane przez Przemysława Czarnka.
Kaczyński się nie zawaha
Szczucki (podobnie jak jego kolega z PiS Paweł Jabłoński) wstrzymał się od głosu podczas próby odrzucenia weta Karola Nawrockiego do reformy Kodeksu postępowania karnego. Jednocześnie, wbrew partyjnym przekazom dnia, twierdził publicznie, że prezydent powinien odebrać ślubowanie od wszystkich wybranych przez Sejm kandydatów do Trybunału Konstytucyjnego.
Wcześniej w podobnej sytuacji znalazł się były już senator PiS Jacek Włosowicz, który - wbrew aktualnej narracji swojego ugrupowania - pozytywnie wypowiadał się o europejskim programie SAFE, przez co został wyrzucony z partii i dziś pozostaje niezrzeszony. W rozmowach medialnych twierdzi teraz, że jest zwolennikiem budowy formacji centroprawicowej i widzi dla niej miejsce w polskiej polityce.
W kuluarach można czasem usłyszeć od polityków PiS, że problemem wcale nie są wewnętrzne walki frakcyjne, lecz niepewność, jeśli chodzi o realne plany Jarosława Kaczyńskiego wobec ugrupowania Grzegorza Brauna. Skoro prezes PiS wielokrotnie lekceważył własne zapewnienia, to gdy okaże się, że władzę z rąk Tuska może odbić tylko przy pomocy ludzi Brauna, nie zawaha się, a to by oznaczało współpracę z działaczami o proputinowskim i antysemickim nachyleniu.
Nie tylko mrzonka
Kaczyński obiecywał przecież w 2005 roku, że nie zostanie premierem, gdy jego brat zostanie prezydentem. Deklarował też, że nie wejdzie w koalicję z Andrzejem Lepperem. A potem w obu tych przypadkach postąpił dokładnie odwrotnie, wbrew własnym słowom.
Dla frakcji Morawieckiego współpraca z Braunem jest naprawdę wykluczona. Nie akceptują też retoryki Przemysława Czarnka, która zbliża PiS do prawicowych radykałów na mniej niż odległość spojrzenia. A jeśli dołączyć do tego niedawny artykuł ministra w rządzie Morawieckiego, umiarkowanego konserwatysty Konrada Szymańskiego, o drodze do polexitu i groźnym antyeuropejskim resentymencie polskiej prawicy, to wizja budowy nowej konstrukcji przestaje być wyłącznie mrzonką politycznych fantastów.
Sam Morawiecki zapowiedział powołanie stowarzyszenia, bo chce - jak sam mówi - "skupić osoby, którym nie pasuje coś w każdej z partii politycznych po prawej stronie: czy to w PiS-ie, czy w Konfederacji, czy Koronie Polskiej Brauna". A to już brzmi jak poważna deklaracja polityczna, choć sam Morawiecki zaznacza, że chce zostać w PiS ze swoimi ludźmi i w ramach tej formacji walczyć o wyborców centrowych. Może to też oznaczać, że woli zostać wypchnięty z partii, bo wówczas efekt wizerunkowy jest głębszy, a zdecydowane działania lepiej ogłaszać, gdy do wyborów jest pół roku, a nie półtora.
Pozostaje pytanie, czy były premier byłby w stanie wrócić do politycznego mainstreamu, skąd wyruszył w długą drogę do partii, z którą budował "Budapeszt w Warszawie" i dla wielu pozostał emblematycznym negatywnym symbolem rządów poprzedniej ekipy. Ale polityka nie takie rotacje już widziała, zwłaszcza że sondaże dają Morawieckiemu wciąż spore poparcie w kluczowych rozdaniach na prawicy.
Przemysław Szubartowicz















