Czy komuch może być marszałkiem Sejmu?
Najwyraźniej może. Józef Oleksy objął tę funkcję w 1993 roku po zaskakująco spektakularnym zwycięstwie wyklętego do niedawna SLD. Wtedy, cztery lata po przełomowych wyborach do Sejmu w 1989 roku, które zakończyły niesuwerenne 45-lecie PRL-u, dwa lata po upadku ZSRR był to prawdziwy szok. Rozdrobniony obóz solidarnościowy nie zrozumiał, na czym polega nowa ordynacja (którą zresztą sam uchwalił) i masowo znalazł się pod 5-proc. progiem.

Byli tam i Donald Tusk, i Jarosław Kaczyński, każdy z nich został zmieciony z planszy przeszło 30 lat temu. I tę bolesną lekcję odrobili. Z nawiązką. Polska polityka jest od przeszło 20 lat zakładnikiem ich traum. I - przynajmniej do niedawna - braku alternatyw.
W 2005 roku i później w 2015 podobną traumę przeżyła lewica. Po eksperymencie, jakim było startowanie z list Samoobrony, a potem nominowanie Magdaleny Ogórek w wyborach prezydenckich, Leszek Miller wydawał się ostatecznie nie tyle wyprowadzić, co pogrzebać lewicowy sztandar: SLD nie przekroczyło pierwszy raz progu wyborczego (jako koalicja z Twoim Ruchem Palikota).
Nota bene, dziś były premier SLD, który w sprawie Ukraińców nawiązuje do najlepszych komunistycznych tradycji z czasów Karola Świerczewskiego i akcji "Wisła" (czekamy, kiedy odpali tryb Mieczysława Moczara i roku 68), mógłby spokojnie z panią Magdaleną poprowadzić jakiś smakowity show w TV Republika. Albo wystartować z list Grzegorza Brauna.
SLD zniszczyła afera Rywina, która pogrzebała też potęgę "Gazety Wyborczej" i wyniosła gwiazdy Jana Rokity (premiera in spe z Krakowa) i Zbigniewa Ziobro. Tendencyjne raporty komisji Rywina niczego realnie nie wyjaśniły, podobnie jak komisja, które była za to ciekawym spektaklem, szczególnie gdy stawiali się na niej Jerzy Urban czy Adam Michnik. Natomiast dla wielu obserwatorów oczywistym było, że ani sam Lew Rywin, ani Aleksandra Jakubowska, która została w tej aferze skazana, nie mogli być mózgami całej operacji.
Tu oczywistym kandydatem był Włodzimierz Czarzasty. Zimny, bezwzględny, makiaweliczny gracz. Po aferze Rywina ten znajdujący się w politycznym cieniu zręczny biznesmen i medialny aparatczyk lewicy wydawało się, że jest na zawsze skończony w polityce - o ile w ogóle próbowałby w niej swoich sił.
Okazało się jednak, że w polityce nie ma nic na zawsze. I kiedy postkomunistyczna lewica znalazła się w najgłębszym w swojej historii kryzysie, to Czarzasty okazał się jej wskrzesicielem, który przeprowadził ją przez, nomen omen, Morze Czerwone do sejmowej ziemi obiecanej.
Aferkę wywołaną przez "Gazetę Polską" o rzekome rosyjskie powiązania trudno traktować inaczej niż z łezką w oku na wspomnienie czasów, gdy minister Milczanowski wychodził na trybunę sejmową oskarżać o szpiegostwo Józefa Oleksego
Mistrz Czarzasty
Zręczne kierownictwo szefa lewicy, doprowadzenie do zjednoczenia z Wiosną Biedronia, a potem jej faktycznego wchłonięcie, przy okazji również spacyfikowanie wewnętrznych frondystów z dawnego SLD, to wszystko było prawdziwym majstersztykiem gry partyjnej, którą aspirujący politycy powinni studiować jak przyszli menadżerowie biznesowe case studies na Harvard Business School.
To perspektywa, która często ucieka komentatorom, skoncentrowanym na medialnych wypowiedziach, jednodniowych awanturach, ideowych sporach. Na końcu dla lidera organizacji liczy się to, czy ma poparcie wewnątrz i to, jak umie je sobie zapewnić. Czarzasty, mimo że nie jest typem charyzmatycznego przywódcy, jest w tym mistrzem.
Umiejętnymi negocjacjami wyrwał dla lewicy całkiem sporo w negocjacjach koalicyjnych i to pomimo faktu, że z racji na zainteresowania faktycznego numeru dwa, czyli Krzysztofa Gawkowskiego, zamiast jakiegoś ciekawszego resortu skończyło się na nieznaczącej zbyt wiele w praktyce cyfryzacji i formalnym tytule wicepremiera.
Ale prawdziwym triumfem było ogranie Szymona Hołowni, który nie dość, że nie dostał wicepremiera dla Polski 2050, to zgodził się na rotacyjnego marszałka Sejmu.
Jak to wygląda dzisiaj?
Dziś zamiast złotoustego kaznodziei na marszałkowskim stanowisku zasiada szczwany czerwony lis. I - jak pokazał kilkoma mocnymi ruchami - wie, jak z tej funkcji korzystać. Dla dobra koalicji, własnej formacji i siebie. Starcie o funkcję przewodniczącego lewicy okazało się formalnością i hołdem lennym złożonym Czarzastemu. O ile sam z tej funkcji nie zrezygnuje, nie widać dziś nikogo, kto mógłby mu realnie zagrozić. Co najwyżej demografia - jego i wyborców.
Aferkę wywołaną przez "Gazetę Polską" o rzekome rosyjskie powiązania trudno traktować inaczej niż z łezką w oku na wspomnienie czasów, gdy minister Milczanowski wychodził na trybunę sejmową oskarżać o szpiegostwo ówczesnego premiera Józefa Oleksego albo jak Leszek Moczulski krzyczał: PZPR - Płatni Zdrajcy Pachołki Rosji.
27 lat po upadku PRL-u są to tematy, które mogą ekscytować chyba tylko najbardziej wytrwałych "antykomunistów" w odzieży patriotycznej.
Trudno też z założenia traktować poważnie kogoś takiego jak Piotr Nisztor. Przypomnę tylko jego spotkania z Obajtkiem, książkę o Kulczyku i targi z Giertychem. Nie mówiąc o niewyjaśnionej jego roli w aferze taśmowej. Kto ma chęć, niech sprawdzi sam. Oczywiście gdyby zagrożenie rosyjską infiltracją było realne, to sprawa byłaby dla kontrwywiadu, ale nie na radę bezpieczeństwa u prezydenta.
Może? No może
Ostatecznie sprawa sprowadza się do tego, czy ktoś taki jak Czarzasty, postać o powiązaniach i biografii dość typowej dla ludzi swojego obozu, wyjątkowe w nim jest raczej to, że się jej nie wstydzi, choć w sumie miałby za co, może być marszałkiem Sejmu w Polsce? Skoro nim został, wybrany większością poselskich głosów, z których każdy cieszy się demokratycznym mandatem pochodzącym z wyborów, to najwyraźniej może.
A zapytam może inaczej: czy drobny mieszkaniowy cwaniaczek może być prezydentem Polski? Skoro nim został, wybrany większością głosów w wyborach powszechnych, to najwyraźniej może. Ale mógłby zrozumieć, że obecna funkcja najwyższego reprezentanta Rzeczpospolitej wymaga trochę innego zestawu umiejętności niż uzyskanie mieszkania od alkoholika bez zapłaty czy chuligańskie bójki w krzakach.
Leszek Jażdżewski














