Czy Kaczyński zadusi Konfederację?
"Musimy przejąć pełnię władzy", "to musi być rząd PiS" - powtarza Jarosław Kaczyński i dodaje, że Sławomir Mentzen "chce wprowadzić opłaty za leczenie". To bardzo wyrafinowany taniec godowy, w którym zaczyna się od gróźb.

Konfederacja chce, by to od niej zależało, czy Polska zamieni się w autokratyczne państwo o nachyleniu ksenofobicznym, antyukraińskim i antyunijnym (rządzenie z PiS), czy też stolik ustrojowy nie zostanie wywrócony (rządzenie z KO), ale wtedy władza - bez udziału partii Kaczyńskiego - będzie musiała w duchu prawicowym "urealnić" politykę wewnętrzną i międzynarodową.
I choć to może być jedyny prawdziwy wybór po 2027 roku, który trzeba w polityce uwzględniać, to Kaczyński już dziś mówi o konieczności monowładzy PiS. A strona lewicowo-liberalna po prostu straszy rodzącym się faszyzmem, zamiast szukać prawdziwych przyczyn światowego triumfu postpolitycznego populizmu.
Panna na wydaniu
Czy jest tu panna na wydaniu? Tak brzmi tytuł komedii Janusza Kondratiuka z 1976 roku, ale w aktualnym polskim życiu politycznym rolę panny gra Konfederacja. To wokół tej partii obserwujemy konkursy tańców godowych, to o nią zabiegają politycy władzy, to ją szantażuje osobiście Kaczyński, który przeczuwa, że wymknie mu się z rąk.
Formacja Mentzena i Bosaka, która wierzy we własną potęgę i chce dotrwać do wyborów parlamentarnych jako potężna trzecia siła, żeby to od niej zależała potencjalna większość, na razie czeka. A oczekiwanie umilają jej lewicowi socjologowie, który wróżą Konfederacji karierę jednego ze skrajnych biegunów w nowej polaryzacji. Oczywiście wówczas, gdy na polityczną emeryturę odejdą Tusk i Kaczyński.
Na razie prezes PiS mówi wprost, że Konfederacja zapisałaby się do antypolskiego i antypatriotycznego obozu zdrajców narodowych, jeśli w przyszłości zdecydowałaby się nawiązać współpracę z Platformą Obywatelską. "Musimy przejąć pełnię władzy", "to musi być rząd PiS" - powtarza Kaczyński i dodaje, że Mentzen "chce wprowadzić opłaty za leczenie". To bardzo wyrafinowany taniec godowy, w którym zaczyna się od gróźb.
Gra o całą pulę
Tego typu słowa powiązane z wetami prezydenta Nawrockiego - obsługującymi konfederacką agendę antyukraińską, antywiatrakową i antyeuropejską - pokazują, że PiS chce przejąć większość elektoratu prawicowego i maksymalnie zmarginalizować trzecią siłę.
Kaczyński nie lubi konkurencji, o czym niedawno przekonał się Ziobro, którego formacja została przez PiS wchłonięta. Będzie więc chciał - niekoniecznie przy aplauzie młodszych polityków PiS, którym marzy się wspólny obóz wielkiej prawicy - zadusić Konfederację.
Zwłaszcza że politycy tej partii od jakiegoś czasu dystansują się od PiS (oraz - symetrycznie - od władzy), nieustannie powtarzając, że kto się z Kaczyńskim zadaje, ten kończy jak na przykład Gowin, czyli na marginesie i z ukradzioną partią. Ale gdy wicemarszałek Zgorzelski z PSL stwierdził, że gdyby po 2027 roku trzeba było szukać większości, to wolałby rozmawiać z "liberalną częścią Konfederacji" niż z PiS, dostał ironiczną odpowiedź z konta partii Mentzena na portalu X: "Nie chcemy nic z Avonu".
Z drugiej strony od konfederatów można usłyszeć, że nie wykluczają żadnych mariaży czy kierunków współpracy. A wszystko będzie zależeć od tego, ile i jakie postulaty zostaną spełnione przez potencjalnych koalicjantów.
Ideały nie pomogą
Libleft - jak zdaje się sugerować Jarosław Kurski w "Gazecie Wyborczej" - zmierza do tego, by okopać na pozycjach antyprawicowych, które nie będą uwzględniać rzeczywistości politycznej, a jedynie ideały. Wicepremier Sikorski też napisał o "zatrzymaniu faszystowskiej fali", gdy ukazał się sondaż w miarę korzystny dla Koalicji Obywatelskiej. PiS zaś po wyborach może szybko uznać, że białe jest czarne i pokochać Konfederację bezgraniczną miłością, aby spełnić marzenie prof. Andrzeja Nowaka o pełnej współpracy na prawicy.
Jeśli Polska rzeczywiście skręca w prawo, a obecna władza nie będzie w stanie kontynuować rządzenia, wybór się zawęzi. Albo narodzi się autokratyczne państwo o nachyleniu ksenofobicznym, antyukraińskim i antyunijnym, albo stolik ustrojowy nie zostanie wywrócony. Tyle że wtedy kolejna władza - bez udziału PiS - będzie musiała w duchu prawicowym "urealnić" politykę wewnętrzną i międzynarodową. Trzeciej drogi może nie być. I nawet najpiękniejsze ideały nie pomogą.
Przemysław Szubartowicz













