Czy Francja będzie umierać za Gdańsk?
Co niezwykłe, wizyta prezydenta Emmanuela Macrona w Polsce odbiła się echem nawet... we Francji. Zwykle takie wojaże nad Sekwaną zaprzątają uwagę garstki ekspertów oraz pasjonatów polityki. W poniedziałek, rzecz jasna, najważniejsze w newsach były negocjacje USA z Iranem, które przekładają się na ceny ropy i gazu. Niemniej francuscy dziennikarze przez cały dzień łamali sobie języki na słowie "Gdańsk".

Szczyt w Polsce stanowił realizację podpisanego rok temu, 9 maja 2025, traktatu z Nancy. Paryż uznał nasz kraj za jednego z głównych sojuszników.
Przedmiotem rozmów były głównie problemy obronności, wymiana gospodarcza oraz ewentualna budowa drugiej elektrowni atomowej (pierwszą budują Amerykanie). Emmanuel Macron i Donald Tusk zadeklarowali, że chcą budowania Europy "silniejszej" i "bardziej suwerennej" nie tylko wobec Rosji - ale także wobec Stanów Zjednoczonych. Wybuch miłości francusko-polskiej jest nadzwyczajnie ciekawym przykładem, w którym wyczuwa się drżenie ziemi pod strukturami Unii Europejskiej oraz państwami, które UE tworzą.
Po pierwsze, paradoks ambicji i słabości Paryża
Emmanuel Macron próbuje narzucić Unii Europejskiej, w tym Polsce, gaullistowską wizję świata, w której Europa pod przewodnictwem Francji ma szansę stać się quasi-imperium zdolnym dziś konkurować jednocześnie z Rosją, Chinami i Stanami Zjednoczonymi Donalda Trumpa. W tej układance znaczenie Polski jako partnera strategicznego rośnie.
Jednocześnie jednak sama Francja jest zewnętrznie i wewnętrznie osłabiona. Po rozpisaniu niepotrzebnych wyborów parlamentarnych poparcie dla rządu wisi na tak cienkim włosku, że o żadnych reformach czy odważnych decyzjach nie ma mowy.
Na własne życzenie prezydent Macron stał się tzw. "lame duck" - głową państwa, która w oczach wyborców oraz rywali czeka tylko na koniec kadencji. Francja jednocześnie stoi przed poważnym kryzysem budżetowym, a scena polityczna przygotowuje się już na 2027 rok i możliwy zwrot w stronę Marine Le Pen czy jej następcy. Ambicje globalne Macrona fundamentalnie zderzają się więc z ograniczeniami krajowymi.
Po drugie, paradoks bezpieczeństwa i iluzji gwarancji
Francja oferuje Europie swoją siłę militarną, w tym broń nuklearną nieomal jako ostatni atut przewagi nad innymi. Jednocześnie dla poprawy sytuacji finansowej rozwija eksport uzbrojenia i koncepcję "parasola strategicznego". Jednak realna odpowiedź na nasze pytanie: "czy nas obronią?" - pozostaje niejednoznaczna, a być może negatywna. Doktryna obronna Francji (ani kultura polityczna) nie pozwala bowiem po prostu powiedzieć, że tym razem (inaczej niż w 1939) Francuzi będą umierać za Gdańsk.
Polska jednak słusznie czyni, że rozszerza swoje zaplecze bezpieczeństwa o ten sojusz. Cóż innego miałby zrobić polski polityk? Równolegle słabnie nasze zaufanie do Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza w kontekście polityki Donalda Trumpa wobec NATO. Europa - w tym Polska - znajduje się więc w sytuacji podwójnej niepewności: dawny gwarant bezpieczeństwa słabnie, a nowy nie jest jeszcze wiarygodny.
Po trzecie, paradoks jedności i rosnącej fragmentacji europejskiej
Niestety, nasze sojusze są oparte na kruchych podstawach. Francja próbuje budować silną, autonomiczną Europę, ale w praktyce musi rywalizować z Niemcami kanclerza Merza o przywództwo. Berlin ma silniejszą gospodarkę, większe oszczędności, teraz zaś chce rozbudowywać największą armię w EU w oparciu o własny przemysł zbrojeniowy.
Paryż musi na to reagować, jednak w tle wysiłków Macrona narasta we Francji głęboka polaryzacja społeczna i polityczna, co doskonale widać było w ostatnich wyborach lokalnych oraz w sondażach. Zresztą fragmentacja polityki narasta w całej Europie, gdzie coraz większa część społeczeństw domaga się radykalnej zmiany politycznej. Słowa Macrona w Gdańsku brzmiały jak zaczarowywanie rzeczywistości. Przecież obecnie każdy projekt jedności europejskiej rozwija się równolegle z procesami, które tę jedność podkopują.
Ciśnienie ze strony USA, Chin i Rosji, rywalizacja Niemiec i Francji, fragmentacja wewnętrznej polityki - oto otoczenie, w którym odbywała się ważna (bez ironii) wizyta z Paryża. Polska nie może obecnie liczyć, że ktoś się dla nas poświęci. Dobitnie o granicach solidarności innych państw dla Europy Wschodnie przekonuje nas przykład Ukrainy. Niemniej wspieranie każdej muru polityki odstraszania agresora ze Wschodu jest ważne. Relacje z Francją to mała, ale jednak cegiełka.
Jarosław Kuisz















