Czwarty rok. Między zmęczeniem a odpowiedzialnością
Wojna trwa już czwarty rok. Giną ludzie. Front się nie zatrzymał, a historia się nie skończyła. Dziś największym zagrożeniem nie jest brak wiedzy o Rosji - lecz złudzenie, że to już nie nasza sprawa.

Rocznice tragicznych wydarzeń, zwłaszcza nieokrągłe, zwykle służą do doraźnych podsumowań. To rodzaj lustra, w którym można przejrzeć się, spróbować uchwycić bieżące tendencje. W przypadku wydarzeń takich, jak wojna, to dość pouczające ćwiczenie.
Wojna w Ukrainie. Czwarta rocznica
Czwarta rocznica pełnoskalowej agresji na Ukrainę to pretekst do powrotu myślami do lutego 2022 roku. Z jednej strony, rozmawialiśmy wtedy o tzw. powrocie Historii. Po prostu chodziło o bestialstwa i okrucieństwa Rosjan wobec ludności sąsiedniego kraju. W roku 1989 marzono, aby wyrwać się z geopolitycznej pułapki. Raz na zawsze wydostać z długiego cienia moskiewskiego imperium.
Rok 2022 był jak powrót nieuchronnego przeznaczenia, aby wiecznie zmagać się z rosyjskim imperium, które tylko zmienia formy. Carat czy partia komunistyczna, putinizm - to wszystko jedno. Moskwa snuje propagandowe opowieści o zewnętrznych zagrożeniach, aby zaatakować słabszego sąsiada. Zupełnie tak, jakby myśl o tym, że ktoś może nie chcieć żyć w granicach imperium, była dla Rosjan nie do zniesienia.
Zamiast zabrać się za rozwiązywanie własnych problemów, poczynając od niżu demograficznego i obszarów skrajnej biedy, Moskwa woli przekierować uwagę obywateli na zewnątrz.
Oczywiście dobrze wiedzieliśmy, na co się zanosi. Powrót moskiewskiego bestialstwa wobec innych narodów obserwowaliśmy od czasów drugiej wojny w Czeczenii, przez agresję na Gruzję czy obecność wojsk w Syrii, aż po inwazję roku 2014 na Krym i Donbas.
Wszelkie krytykowanie "resetu" w Polsce obywa się bez informacji, że to był koncept administracji USA, która zdecydowanie oczekiwała od Warszawy dostosowania się do naiwnego pomysłu z czasów Baracka Obamy.
Krzywe lustro
Kraje Europy Zachodniej przeszły bolesną drogę. Od pouczania Europy Wschodniej o potrzebie dobrych relacji z Putinem - ostatecznie przewędrowano do prób przewodzenia koalicji wspierającej Ukrainę (tzw. koalicja chętnych). To wyraźne przesunięcie.
W 2022 to kraje naszego regionu alarmowały świat i wysyłały pomoc. Polska z dnia na dzień i na przekór koszmarnym wydarzeniom z XX wieku, w tym rzezi wołyńskiej, postanowiła wznieść się na maksymalnym poziom chrześcijańskiego czy po prostu ludzkiego powołania i pomóc fali uchodźców. Tamte dni i solidarność to dowód, że czynami można przełamać, wydawałoby się, beznadziejne dziedzictwo Historii.
Po dniach nadzwyczajnych przychodzą zwyczajne. I wtedy temperatura solidarności międzyludzkiej opada. Wraca dostrzeganie różnic. Kalkulowanie. To banalne, jednak warte przypomnienia: wyjątkowe nie są złe uczynki z przeszłości, ale dobre tu i teraz. I tych w 2022 w Polsce nie brakowało. I nigdy dość przypominać, że rządziła wtedy prawica.
Geografia odpowiedzialności
I chociaż nasz kraj niezmiennie wydaje ogromne kwoty wsparcia dla Kijowa, w polityce zagranicznej mamy do czynienia z czymś, co dałoby się nazwać: przesunięcie geografii odpowiedzialności. To Francja, Niemcy i Wielka Brytania prezentują siebie jako państwa odpowiedzialne za pomoc.
Nie powinno nas może dziwić, że znów chcą przewodzić politycznie, ekonomicznie i - "last, but not least" - moralnie. My jednak powinniśmy w tej rozgrywce zawsze być w pierwszym rzędzie. Warto zdawać sobie sprawę z tego, że pewne nasze decyzje spychają nas do tylne miejsca. Na przykład: oświadczenie rządu, w którym odżegnujemy się od - czysto hipotetycznej - inicjatywy wysyłania wojsk na Ukrainę.
Zrozumiałe jest to, że przeszliśmy od mobilizacji do znużenia. Od heroizmu pomocy do kalkulacji. Od solidarności do myślenia o konkurencji ekonomicznej. Nasz egzystencjalny strach przed Rosją został przytłumiony przez partyjne rozgrywki w krajowej polityce.
Jeśli w 2026 warto o coś jeszcze zaapelować do nas samych: powściągnijmy się przed zachowywaniem tak, jakby wojna była sprawą odległą czy wręcz "rozwiązaną". Polska nie leży tam, gdzie Portugalia. Owszem, Rosja nie zwyciężyła, Ukraina nie przegrała. W istocie jednak cały czas trwa wojna o geopolityczny kształt regionu - i nasze w nim miejsce.
Na froncie zaś wszystko może się zdarzyć. Jako kraj, który na ogromną skalę wspierał i dalej wspiera Ukrainę, powinniśmy w polityce zagranicznej być jednym z najaktywniejszych podmiotów. Nie zrażać się krytyką krajową. Ani przeciwnościami. Oto, co po stuleciach bez suwerenności dziś oznacza branie losu w swoje ręce. Czwarta rocznica wojny także i o tym nam przypomina.
Jarosław Kuisz













