Czas wyboru
Kto zagraża polskiej suwerenności? To w momencie dywersyjnego ataku, który mógł zakończyć się tragicznie, pytanie fundamentalne. Czy zagraża nam Władimir Putin - i wówczas walcząca z nim Ukraina jest naszym sojusznikiem i gwarantem bezpieczeństwa? Czy też zagraża nam Unia Europejska i wówczas Putin jest naszym sprzymierzeńcem w walce ze "zgniłym Zachodem"?

Wystąpienie ministra spraw zagranicznych dotyczące ostatniego dywersyjnego ataku na polskiej kolei zostało zbojkotowane przez PiS. Jak tak dalej pójdzie, Jarosław Kaczyński i jego partia będą musieli zorganizować sobie jakiś alternatywny korytarzowy sejmik. Tylko ile można stać w przejściu?
O tym było wystąpienie Radosława Sikorskiego. Że w czasie zagrożenia przychodzi czas, gdy trzeba się jednoznacznie określić. Kiedy trzeba sobie jasno odpowiedzieć na pytanie: gdzie jest zagrożenie dla polskiej suwerenności. Gdzie jest wróg prawdziwy, a gdzie tylko urojony.
Dzięki członkostwu w Unii Europejskiej Polska przeżywa największy w swojej historii skok rozwojowy, ciesząc się pokojem i dobrobytem. Tymczasem dla polskiej prawicy to właśnie Unia i Zachód są źródłem zagrożenia. Tam upatrują zniewolenia i indoktrynacji. Szermują absurdalnymi oskarżeniami o "niemieckim Tusku" i antypolskim rządzie, szukają wrogów wśród sojuszników Polski, dopatrują się opresji i prześladowań tam, gdzie w grę wchodzą normalne różnice perspektyw i interesów.
Sikorski, przynosząc na salę sejmową oryginały traktatu lizbońskiego - których sygnatariuszami była Rzeczpospolita pod wodzą Jarosława i Lecha Kaczyńskich, wskazywał na oczywistość, która umyka w debacie oderwanej od realiów funkcjonowania Unii Europejskiej: to jest dobrowolna konfederacja suwerennych państw, które się na coś umawiają, wychodząc z założenia, że dzięki współpracy zyskują dużo więcej, niż mogłyby ugrać samodzielnie. W erze globalnych zagrożeń argumenty za zacieśnianiem kooperacji w ramach Unii tylko nabierają na znaczeniu.
Patriotyzm czynu, patriotyzm ryku
Polska po odzyskaniu suwerenności dokonała jednoznacznego wyboru. Dla Polaków i rządzących nimi elit politycznych oczywistym było, że słabość Rosji nie potrwa wiecznie i że polityka balansowania między Wschodem i Zachodem (w co próbowała nas wepchnąć np. Francja) i czego przez lata próbowała Ukraina, nie jest możliwe - bo ostatecznie albo będziemy częścią Zachodu w ramach sojuszu transatlantyckiego i Unii Europejskiej albo Wschodu, w kręgu wpływów i zależności rosyjskich.
Dziś Ukraińcy zostali zmuszeni do zbrojnej walki o to, co nam, szczęśliwie, ale też bezprecedensowym wysiłkiem kilku pokoleń, udało się osiągnąć metodami pokojowymi, dzięki kursowi na reformy i determinacji całego społeczeństwa.
Oskarżanie ginących na wojnie z Rosją Ukraińców o niszczenie infrastruktury w Polsce jest niegodziwością. I uderza w polską rację stanu. Dopóki Ukraina walczy, dopóty poważny atak Rosji na Polskę i inne kraje NATO nie jest możliwy, nawet przy ambiwalentnej postawie Donalda Trumpa - przynajmniej dopóki Władimir Putin nie zarządzi powszechnej mobilizacji. A tego, po doświadczeniach sprzed dwóch lat, się obawia.
Polska pozycja w Europie i zdolność do skutecznego odpierania zagrożenia rosyjskiego jest osłabiana przez antyeuropejski kurs polskich nacjonalistów. Ten sam, który przyjmują w całej Europie sojusznicy Rosji. I nie o to chodzi, żeby odpowiadać na zarzuty agentury niemieckiej agenturą Kremla. Taka licytacja prowadzi donikąd. Wygra w niej ten, kto ma najmniej hamulców. Do niedawna Jarosław Kaczyński, teraz w cynizmie licytuje się z nim Konfederacja i Grzegorz Braun.
Celem powinno być prawidłowe rozpoznanie fundamentalnych interesów Polski jako narodowej wspólnoty, niezależnie od partyjnych afiliacji i sympatii.
Karykatura polskiego godła na Pałacu Prezydenckim
Prezydent Nawrocki i jego klakierzy byli z siebie dumni, bo powiesili na Pałacu Prezydenckim nastroszone ptaszysko, karykaturę polskiego godła, którego rzekomo nie mogli rozwiesić na stadionie piłkarscy kibice. Orła z czekolady można było przynajmniej zjeść, tym można co najwyżej straszyć dzieci. Gdy kibolom (rzekomo) odmówiono wejścia z tą flagą na stadion, przerwali rzucaniem rac mecz polskiej reprezentacji. W tym przejawił się ich patriotyzm. I za to uhonorował ich polski prezydent.

Widać, że czuje się wśród kiboli i nacjonalistów z Marszu Niepodległości jak ryba w wodzie. Ale naiwnością jest oceniać, że równie pozytywnie do tych środowisk ustosunkowana jest większość Polaków, a nawet wyborców samego Nawrockiego. Na widok ryczących bojówek z racami w kominiarkach większość Polaków przechodzi na drugą stronę ulicy.
Z jednej strony polscy patrioci w mundurach, z drugiej zamaskowani chuligani przerywający ważny mecz piłkarzy z orłem na piersi. Prezydent Polski pokazał, z kim realnie trzyma, kiedy odmówił awansu 136 oficerom wywiadu.
Jak Pan, Panie Prezydencie zamierza zachęcić młodych ludzi, żeby poświęcali się dla ojczyzny? Ludzi, którzy rezygnują z normalnego życia, którzy narażają je dla Polski - i nie mają przy tym żadnych partyjnych afiliacji? W razie czego ojczyzna napluje wam na buty, odbierze emerytury, stopnie oficerskie, zablokuje awanse. To jest wdzięczność rzekomych polskich patriotów, którzy ojczyznę mają tylko w gębie. W normalnych czasach byłoby to zachowanie skandaliczne. W obecnej sytuacji to działanie antypolskie.
W momencie gdy na Polskę przychodzi atak dywersantów rosyjskich, kończy się miejsce na dwuznaczności. Przychodzi czas wyboru. Albo jesteś z państwem polskim przeciw Putinowi albo jesteś z Putinem przeciwko Europie pokoju i wolności.
I przeciwko Polsce, Polsce suwerennej.
Leszek Jażdżewski














