Cyrograf Kaczyńskiego
PiS był jedną z ostatnich tradycyjnych prawicowych partii w Europie, które uchroniły się przed inwazją radykalnego alt-rightu. Dziś pod wpływem zewnętrznej i wewnętrznej presji zmuszony jest do samookreślenia, po jednej lub drugiej stronie. Od wyboru, jakiego dokona największa partia opozycyjna, zależeć będą losy polskiej prawicy i szerzej - polskiej sceny politycznej.

Przez ostatnią dekadę PiS umiejętnie lawirował pomiędzy partią tradycyjnej prawicy: eurosceptyczną, ale proamerykańską i antyrosyjską, w ramach szerokiego obozu Zachodu, a alt-prawicą, nowym typem skrajnie antyimigranckich partii, które hołdują teoriom spiskowym, często kwestionują zastałe sojusze i sprzyjają Moskwie.
Dzięki pielęgnowaniu elementów radykalnych takich, jak ziobryści, Przemysław Czarnek czy Jacek Kurski byli w stanie pacyfikować zapędy konkurencji na prawej flance. Cała ta retoryka o "niemieckim Tusku" pozwała kanalizować emocje wyborców, którzy w innym przypadku mogliby zerkać w stronę bardziej wyrazistej alternatywy.
Postawienie w wyborach prezydenckich na reprezentanta alt-prawicy, twardego nacjonalistę, pełnego uprzedzeń wobec Europy i Ukrainy, z dziwnymi powiązaniami z przeszłości było taktycznie genialne, strategicznie zabójcze dla PiS w obecnej postaci. Karol Nawrocki, który z polityką PiS nie musiał się przesadnie identyfikować, zalegalizował w przestrzeni publicznej język, jaki wcześniej był domeną Konfederacji.
Język z IPN-owskiej czytanki o żołnierzach wyklętych stał się wykładnią polskiego patriotyzmu i kierunkiem, w którym ochoczo podążyli wyborcy prawicy. Dziś nie powinno dziwić, że blisko połowa wyborców PiS jest zwolennikami polexitu. Skoro to Unia, a nie Rosja jest największym zagrożeniem dla Polski, jak utrzymuje w przemówieniu 11 listopada Nawrocki, czy można się dziwić, że wyborcy idą za głosami swoich przywódców?
Kaczyński wypuścił dżina z butelki. To zrozumiałe - chciał wygrać, liczył, że okiełza polski nacjonalizm w wersji hard. Mylił się. Wybory udowodniły, że PiS nie ma monopolu na prawicy. Zwycięstwo Nawrockiego było możliwe, bo wpisał się w szerszą tendencję odrzucenia status quo.
Politycy PiS chcieliby zagospodarować emocję związaną z MAGA, Trumpem, ale też nastrojami antyukraińskimi i antyunijnymi. Tymczasem są nowi gracze, jak Grzegorz Braun, którzy biją Kaczyńskiego na głowę wiarygodnością i poziomem emocjonalnego zaangażowania. PiS jest partią skompromitowaną w oczach części prawicowców jako zbyt umiarkowana i kompromisowa. Tymczasem na świecie wygrywają partie skrajne, które bynajmniej nie moderują swojego przekazu.
Międzypartyjną walkę: z Konfederacją i Konfederacją Korony Polskiej, PiS przenosi do wewnątrz. Maraton wyborczy nie sprzyjał zasadniczym dyskusjom. Moment na rozliczenia po 2023 roku został skutecznie przykryty potrzebą obrony Kamińskiego, Wąsika i propagandystów wyrzuconych z TVP. Teraz, gdy poczucie siły jest większe niż kiedykolwiek, nikt nie ma ochoty pochylać głowy i wykonywać rozkazów.
PiS: w stronę alt-prawicy
Kaczyński, choć lubuje się w radykalnej retoryce, gdy dochodziło do prowadzenia polityki, był pragmatykiem w relacjach z UE, wspierał Ukrainę, wpuszczał imigrantów pracowniczych i szanował przywództwo USA, nawet nielubianych demokratów. Z punktu widzenia jego konkurencji - Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej - to była zdrada ideałów polskiej suwerenności.
To rozumienie suwerenności w sposób skrajnie naiwny. Polska - kraj średniej wielkości, położony na styku płyt tektonicznych: wolnych krajów Unii Europejskiej i NATO oraz agresywnej Rosji - miałby cieszyć się suwerennością niczym nieograniczoną, podczas gdy inni z jakiegoś powodu mieliby się w swoich apetytach z jakiegoś powodu samoograniczać.
Antyniemiecka fobia prawicy, która jednocześnie flirtuje z AFD - partią nieokiełznanego niemieckiego nacjonalizmu - najlepiej ukazuje ten paradoks. Polska, która za 15-20 lat na nowo odnajdzie się - w świecie bez reguł, bez wspólnoty interesów, którą zapewnia wielostronna współpraca w ramach Unii Europejskiej i NATO-wski parasol USA - między rewizjonistyczną potęgą Niemiec i Rosji, to Polska zmuszona walczyć na dwa fronty. Wiemy jak to się dla nas w historii kończyło. Zawsze tak samo.
Polska alt-prawica walczy z wyimaginowanymi zagrożeniami: jak migracja, która w Polsce nie stwarza realnych problemów (nie można lekceważyć oczywiście negatywnych przykładów braku integracji np. paryskich przedmieść); Ukraińcami, którzy na froncie wykrwawiają naszego głównego wroga a w Polsce napędzają naszą gospodarkę, która siadłaby bez dodatkowych rąk do pracy; z Unią Europejską, która nie tylko pompuje pieniądze do Polski, ale przede wszystkim stwarza nam możliwość konkurowania i budowania relacji z potęgami europejskimi jak równy z równym.
Równolegle alt-prawica, do której trzeba niestety zaliczyć również dużą część PiS-u, nakręca zagrożenia realne. Ignorując amerykańskie strategiczne odwracanie się od Europy - obecne już za czasów Baracka Obamy, przyspieszane przez politykę Trumpa - izoluje nas od sojuszników europejskich, tropiąc niemieckie (a ostatnio nawet francuskie - patrz przemówienie Jarosława Kaczyńskiego) spiski. Polska skłócona z Niemcami, Francją i może przede wszystkim - Ukrainą, to Polska pozbawiona realnego wsparcia.
Czy Kaczyński sprzeda duszę za władzę?
Czy zrobi to, jeśli zrozumie, że jedyna droga do panowania na prawicy wiedzie przez schlebianie zwolennikom MAGA: protrumpowskim i prorosyjskim, głęboko antyeuropejskim? Czy dla władzy opowie się za wyjściem Polski z Unii Europejskiej? Czy odwróci się od Ukrainy albo nawet zacznie się w PiS proces "rozumienia Rosji" - kraju, gdzie wiele ideałów prawicy: suwerenność narodowa, czy wręcz autarkia, jedność, rozumiana jako prześladowanie mniejszości, radykalny konserwatywny zwrot, walka z wrogiem - zostały podniesione do rangi jedynej obowiązującej ideologii?
Dziś to wydaje się nieprawdopodobne. Ale walka, która rozpoczyna się na prawicy jest dla PiS w obecnym kształcie śmiertelnym zagrożeniem. Jeśli partia uzna, że jedyna droga utrzymania się w grze wiedzie przez radykalny antyeuropejski zwrot wówczas możemy obudzić się w Polsce gdzie blisko połowa obywateli chce wyjścia z Unii Europejskiej. Czy znajdą się ludzie, którzy podejmą się wyzwania jakim jest utrzymanie obozu prawicy w ramach szeroko pojętego interesu narodowego Polski?
Dziś widać raczej tych, którzy na rozstaju dróg proszą Mefistofelesa o pióro i pytają gdzie podpisać.
Leszek Jażdżewski














