Bosak kontra Mentzen. W Konfederacji awantura jak w PiS?
Krytyczne wypowiedzi Sławomira Mentzena na temat szefa sztabu generalnego Wojska Polskiego, generała Wiesława Kukuły, sprawiły, że na światło dzienne wyszła sprawa dużo ciekawsza. Narastający w Konfederacji konflikt między jej dwoma liderami.

Niedawno jeden z polityków Konfederacji przekonywał mnie, że między Krzysztofem Bosakiem a Sławomirem Mentzenem nie ma konfliktu. Oni po prostu specjalnie ze sobą nie rozmawiają, nie znają się.
Podobnie jest z zupełnie różnymi środowiskami, które ich popierają i które tworzą prawicową formację, czyli Nową Nadzieję i Ruch Narodowy.
Tyle że właśnie trwają negocjacje związane z miejscami na listach wyborczych i najwyższy czas, by partia będąca faktycznie koalicją przedstawiła konkretne cele polityczne, w tym perspektywy koalicyjne.
Wszystkie te trzy sprawy, brak relacji, różne koncepcje przyszłości i kłótnie o miejsca na listach, nie rokują pokojowo.
Poker face Bosaka
Sprawa generała Kukuły i ostrej krytyki jego osoby przez Mentzena to w gruncie rzeczy wydarzenie drobne i aż dziwne, że tak zelektryzowała polityków od lewa do prawa, którzy zdecydowali się wyrazić swój najgłębszy "oburz", jak mawia się o takim ostentacyjnym moralnym napięciu w mediach społecznościowych.
Oczywiście nie tylko on odpowiada za zaniechania, wstrzymywanie zakupów czy szklane sufity dla polskich dostawców w MON, wszystko to, co złożyło się na sytuację, w której drony o wartości 10 do 20 tysięcy dolarów niszczyły rakiety warte około 2 milionów dolarów za sztukę. Ale na pewno może być jednym z adresatów takich pretensji.
Inną sprawą jest ogromny lobbing toczący się wokół zakupów zbrojeniowych. Sprawia on, że wypowiedzi osób publicznych na temat sprzętu i personaliów w tym obszarze szczególnie często są efektem nie tylko przemyśleń.
Sławomir Mentzen twierdzi, że nagły atak na generała Kukułę przypuścił pod wpływem raportu sprzed dwóch lat o słabym przygotowaniu Polski. Mimo wszystko reakcja Krzysztofa Bosaka zaskoczyła. Po części dlatego, że przez ostatnie lata przyzwyczaił konfederatów do stylu poker face, nieokazywania emocji, nieangażowania się publicznie w spory, wyczekiwania, raczej słuchania niż mówienia. Teraz wprost odciął się od Mentzena.
Zgodził się z opinią na temat problemów armii, ale winą obarczył polityków. Co więcej, tylko bardzo uważny obserwator mógł zauważyć, że Krzysztof Bosak podał dalej tweet użytkownika platformy X o pseudonimie Szymon Janus, zawierający obszerną obronę naszej polityki dronowej.
Lepszy konsul
Różnica między tymi dwoma politykami to nie tylko kwestia walki o przywództwo. I nie tylko efekt napięcia między dwiema grupami, które reprezentują, choć to akurat jest bardzo ważne.
W tym momencie w partiach zaczynają się negocjacje dotyczące układania list wyborczych. Dlatego właśnie obserwowaliśmy walkę wewnętrzną w PiS i próby wykończenia resztek projektu Hołowni obietnicami miejsc na listach KO.
Miejsca na listach są więc ważne, ale chodzi nie tylko o to. Bosak i Mentzen grają na różnych szachownicach, mają inne cele. Krzysztof Bosak to ambitny lider polityczny mający wysoko postawione aspiracje. Realnie może je zrealizować tylko w koalicji, w której będzie PiS. Choćby jako wicepremier i minister obrony, a wtedy lepiej pokazywać kompetencje i budować długofalowe relacje niż szukać konfliktów dla poklasku.
W tym ostatnim celuje Sławomir Mentzen i zaryzykowałbym tezę, że o ile dokonał on kiedyś sprawnego politycznego "ojcobójstwa", to ów "ojciec" zdołał przekazać mu swoje wychowanie.
Tym ojcem jest Janusz Korwin-Mikke, a wychowaniem awanturniczy, skandalizujący styl, która nie tylko przez Bosaka postrzegany jest jako polityka "w krótkich spodenkach". Być może jednak wiąże się to z poważniejszym planem.
Rok temu piwo ze Sławomirem Mentzenem pili nie tylko Rafał Trzaskowski i Radosław Sikorski, ale też orbitujący wokół KO lobbysta Piotr Osiecki. W partii Donalda Tuska Mentzen postrzegany jest jako ten z "dwóch konsulów", z którym da się dogadać, gdy w przyszłości zabraknie głosów. Jeśli nie na gruncie politycznym, to biznesowym.
Czy więc Konfederacja w obecnym kształcie przetrwa? PiS pokazał, że da się funkcjonować mimo ostrego sporu wewnętrznego. Ale zarówno tu, jak i tam będzie to powodowało nerwową sytuację. Szczególnie że liderzy Konfederacji muszą dogadywać się sami. Nie mają choć trochę neutralnego trzeciego lidera czy mediatora. Z drugiej strony od jakiegoś czasu jednak sobie ze sobą radzą, a łączy ich jedyne mocne spoiwo w polityce - są sobie nawzajem potrzebni.
Wiktor Świetlik















