Alaska. Putin-Trump 1:0 (do przerwy)
Mogło być gorzej. - Trzeba zawrzeć umowę - poradził Donald Trump prezydentowi Ukrainy po zakończonym nocą spotkaniu na Alasce z Władimirem Putinem. Pod wpływem kaprysu Trump mógł zgodzić się na wszystko ponad głowami Europy Wschodniej.

Uśmiech Putina
Mdłości były zapewne prawidłową reakcją na przywitanie prezydenta Rosji na Alasce. Od dekad Władimir Putin jest głową i sercem zbrodniczego reżymu na Kremlu. Nie jest to opinia publicystyczna. Dnia 17 marca 2023 roku Międzynarodowy Trybunał Karny wydał nakaz aresztowania rosyjskiego polityka. Oczywiście Rosja nie uznaje jurysdykcji MTK.
Powodów do mdłości nie brakuje. Były oficer KGB w imię historycznych fantazji oraz ewidentnego kompleksu niższości rozpoczął serię wojen, z których ostatnia - w Ukrainie - trwa, choć media są tym znużone. A jednak trzeba pamiętać, że każdego dnia i nocy są ofiary cywilne. Putin rujnuje życie najzwyklejszych ludzi. Niszczone są miasta i wioski, porywane dzieci celem rusyfikacji, trwale okaleczono tysiące ludzi. Moskiewskie drony sieją terror całą dobę. Cmentarze rosną.
Jeśli ktoś nie śledzi doniesień, może nie zdawać sobie sprawy ze skali barbarzyństwa w XXI wieku. Warto zatem punktowo przypomnieć, że Rosjanie zrównali z ziemią Mariupol tak, jak Niemcy zniszczyli Warszawę w czasie II wojny światowej. I idą dalej na Zachód, w naszym kierunku. Co więcej, przez 24 godziny na dobę Moskwa z Polską już walczy w cyber-przestrzeni.
Jednym z głównych sposobów odnoszenia sukcesów przez Rosjan nad Wisłą, na co mamy dziś konkretne badania, jest sianie niezgody między Polakami a Ukraińcami. Toteż szeroki uśmiech Putina na Alasce był jak splunięcie w twarz tym wszystkim, którzy przejmują się krwawą wojną w Ukrainie i naszym bezpieczeństwem. A nawet tym, którzy nie chcą o tym myśleć. Prezydentowi Rosji udało się bowiem coś wygrać.
1:0 dla Putina
Nakaz aresztowania rosyjskiego polityka przez MTK nie obejmuje także USA. Nie zmienia to faktu, że czerwony dywan na Alasce, rozwinięty dla zbrodniarza z Kremla był równie zawstydzający, co witanie go przez Donalda Trumpa oklaskami oraz poklepywaniem po plecach.
Oczywiście, w dyplomacji w kluczowych sprawach estetykę należy odłożyć na bok. Dla wyższego celu można niekiedy zacisnąć zęby. Usiąść do stołu i rozpocząć negocjacje z wrogiem. Tyle tylko, że dla Trumpa pan Putin nie jest żadnym wrogiem. We właściwym stylu prezydent USA obsypywał interlokutora komplementami, które można było sobie tym razem podarować. Tym bardziej, że Donald Trump nie osiągnął zamierzonego celu spotkania na Alasce.
Przypomnijmy: Donald Trump chciał szybkiego "dealu". To pomysł błyskawicznej umowy, która przyniesie pokój, a co najmniej natychmiastowe zawieszenie broni. Ten pomysł się nie zrealizował, co było po myśli Putina. On przestawił całe państwo na prowadzenie wojny latami.
Oczywiście, ryzyko przegrzania Rosji od środka istnieje, czego dowodem był pucz Jewgienija Prigożyna i Grupy Wagnera. Niemniej na razie gospodarka i propaganda pędzą po wojennych torach pełną parą. Większość ludności wydaje się zadowolona z obietnic odbudowy imperium. Gotowość do wyrzeczeń i poświęceń bez umiaru - nie jest żadnym problemem, bo, poza epizodami, o których pamiętają tylko historycy, w całej swojej historii Rosja nigdy nie funkcjonowała jako demokracja.
Alaska a sprawa polska
Putin chce całej Ukrainy - i trwa przy swoim. Putin pragnie odbudować granice ZSRR i dalej jego wojska próbują realizować ten szalony cel - bez żadnych nowych sankcji ze strony Trumpa. Putin chciał przerzucić odpowiedzialność za brak pokoju na Ukrainę, i to także się powiodło. Putin chciał zniesienia międzynarodowej izolacji - i to się udało. Putin chciał wyniesienia Rosji na sam szczyt dyplomacji światowej, jak za czasów ZSRR, i to się udało. Putin pragnie osłabienia (docelowo: rozmontowania) projektu Unii Europejskiej, i to się udało.
Europejscy politycy mogli sobie pogawędzić z Trumpem co najwyżej z oślej ławki on-line. Nikt ich nie zaprosił na wielki szczyt, który Putinowi i Trumpowi przypominał na pewno o "wielkich chwilach" zimnej wojny - gdy tylko te dwa kraje decydowały o losach świata. W tym sensie podróż na Alaskę to była podróż w przeszłość, w której ani Chiny, ani nikt inny nie zasiada przy stoliku supermocarstw.
Kiedyś nasz genialny grafik, Roman Cieślewicz, oddał ten stan umysłu na plakacie przedstawiającym dwóch identycznie komiksowych supermanów z rozwianym płaszczem. Na piersiach pierwszego supermana był napis "USA", drugiego zaś "CCCP". Pouczające, że ten plakat - tak adekwatny do spotkania na Alasce w 2025 - powstał w latach 60. ubiegłego stulecia. Odpustowe, dziecięce marzenia handlarza nieruchomości oraz agenta KGB zbiegły się w Anchorage tak bardzo, że Putin zaprosił Trumpa do kolejnych rozmów w Moskwie. Rosyjska kropla drąży skałę.
Biorąc to wszystko pod uwagę, być może tekst powinien zostać zatytułowany 10:0 dla Putina. Trump bowiem ma za chwilę wybory mid-terms, jego popularność słabnie, zaś pedofilska afera Epsteina rozsadza ruch MAGA od środka bardziej niż sprawa pokoju w Ukrainie. Niemniej jednak mogło być o wiele gorzej. Pod wpływem kaprysu Trump mógł zgodzić się na wszystko ponad głowami Europy Wschodniej. Duch Monachium oraz Jałty unosił się niebezpiecznie blisko niektórych ostatnich deklaracji z Waszyngtonu.
Anchorage to tylko przerwa w pojedynku na szczycie, na który Polska nie ma dziś żadnego wpływu. Przed nami zatem OGROM pracy dyplomatycznej. Zamiast zatem pogrążać się w gierkach oraz kłótniach pomiędzy prezydentem a premierem, warto wspólnie wyciągnąć adekwatne wnioski polityczne. I to przed szkodą.
Jarosław Kuisz














