Reklama

Zachłanność nie zna miary, czyli łapówki w Parlamencie Europejskim

Problem w Europie jest nie z tym, kto próbuje dawać łapówki, lecz z tymi, którzy je chętnie biorą. Wiemy, że diety europosłów to nie płaca minimalna. Ogromne wynagrodzenie jednak nie powstrzymuje zachłanności.

Do lutego 2022 prezydent Władimir Putin miał ambicje osłabienia, jeśli nie po prostu rozmontowania, Unii Europejskiej od środka. Wiele o tym pisano i Rosja na pewno nie powiedziała w tej sprawie ostatniego słowa. Lobbingowe wysiłki rosyjskiego polityka zaczynają jednak blednąć przy "dokonaniach" innych, niedemokratycznych krajów. 

Właśnie eksplodował skandal korupcyjny w Parlamencie Europejskim. Pierwsze relacje brzmią jak scenariusz do sensacyjnego filmu "Ojciec Chrzestny w Brukseli". Rzędy banknotów poutykane w torbach i workach, walizki wypełnione po brzegi gotówką. Najdroższe zegarki świata wręczane w eleganckich pudełkach. Później przemówienia polityków - "przypadkiem" - przychylne wobec donatorów.

Reklama

Chociaż oglądamy wierzchołek góry lodowej z banknotami w środku, wedle znawców tematu, wszystkie drogi wydają się prowadzić do ciepłego Kataru. Nieprawdopodobnie bogaty kraj strumieniami pieniędzy pozyskuje wpływy w sercu Unii Europejskiej. Chętnych do ustawiania się w kolejce nie brakuje.

Dyplomacja roleksów

Co tam ideologie, co tam jakiś imperializm rosyjski, wszystko okazuje się kwestią ceny. Pokaż mi człowieka, a powiem ci, za ile go można kupić. "Dyplomacja czeków" lub "dyplomacja roleksów", jak nazywa to znawca katarskich metod wpływania na świat, Christian Chesnot. Zaproszony do programu telewizyjnego w związku z aferą łapówkarską opowiadał, jak powstają szare strefy wpływów małego państwa.

Dziennikarz mówił o filmie dokumentalnym o Katarze, który przygotował dla Arte, a który ujawniał wiele nieprzyjemnych detali. Chesnot relacjonował, że film chciała zakupić katarska Al Jazeera tylko po to, by odłożyć na zawsze na półkę. Katar dba o "soft power" miękko i twardo. Ostatnio pewna europosłanka lewicy francuskiej opowiadała o tym, jak to na chwilę przed podejmowaniem ważnych dla wizerunku Kataru spraw nagle z ambasady tego kraju płyną zaproszenia na spotkania. Skądinąd ciekawe, co na ten temat do powiedzenia mają nasi europosłowie.

Albowiem problem w Europie jednak jest nie z tym, kto próbuje dawać łapówki, lecz z tymi, którzy je chętnie biorą. Wiemy, że diety europosłów to nie płaca minimalna. Ogromne wynagrodzenie jednak nie powstrzymuje zachłanności, jak widać na tle obecnego skandalu. Czy niedemokratyczne państwa świata - jeśli są dość bogate - mogą robić z Unią Europejską, co chcą? Czy nie widać, że to my, Europejczycy, porzucamy deklarowane wartości, a nie te kraje niedemokratyczne, które mogą mówić o własnej "tradycji podarków"?

Zresztą te kraje mają dość pouczania przez Zachód. Chętnie pokazują na przykłady podwójnych standardów i podnoszą zarzut totalnej hipokryzji. A ujawniona właśnie afera dobrze pokazuje, że owe kraje mają szanse wpływania na ludzi zajmujących strategiczne pozycje. W końcu zatrzymano wiceprzewodniczącą Parlamentu Europejskiego, Evę Kaili, wraz trzema innymi osobami. Postawiono zarzuty korupcji, prania brudnych pieniędzy i udziału w organizacji przestępczej. Na razie doszukano się, bagatela, 600 tys. euro powciskanych w różne miejsca.

Walizka dla przyszłego króla

Może warto dodać, że pani Kaili należała w PE do "Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów" z ramienia greckiej socjalistycznej partii PASOK (czas przeszły, bo właśnie została wyrzucona). Ale była wiceprzewodnicząca znalazła się w doborowym towarzystwie. Swego czasu "The Sunday Times" ujawnił, jak ówczesny następca tronu brytyjskiego, obecny król Karol III, przyjmował milion euro w walizce. Wręczającym był ekspremier Kataru. W latach 2011-2015 tym sposobem do dzisiejszego monarchy miało dotrzeć około 3 mln euro. 

W pośpiechu zapewniano, że, choć pieniądze rzeczywiście dostarczono w walizce, wszystko odbyło się zgodnie z prawem. O sprawie przyznania przez FIFA obecnego mundialu pisano tak dużo, że wystarczy tylko przypomnieć o tym, jak to były prezydent Francji, Nicolas Sarkozy, ostro lobbował w tej sprawie. Nie bez sukcesów, jak widzą kibice na ekranach.

I tak dalej, i trudno kogokolwiek złapać za rękę z siatką z banknotami. A przecież należałoby snopem światła omieść powiązania polityczno-ekonomiczne europejskich państw, relacje wielkich koncernów z Dohą.

Tyle że wszystko skończy się na niczym. Wszyscy potrzebują katarskiego gazu ziemnego, ropy naftowej oraz sutych inwestycji w różnych sektorach (proszę sobie przypomnieć, do kogo należy paryski klub sportowy PSG?).

A dzięki wojnie Putina małe państwo ma jeszcze więcej środków do dyspozycji. W trakcie mundialu podpisywano kolejne umowy na dostawy. Niemal nie wiadomo, co z tym dodatkowym zastrzykiem pieniędzy Katar ma zrobić. Wedle danych z tego roku pod względem dochodów kraj ten już ma czwarty najwyższy na świecie PKB na mieszkańca.

Ten skandal korupcyjny jest ważny, bo nic nie wskazuje na to, by proceder wręczania prezentów miał się zakończyć. Albowiem, poza oburzonymi na obecny skandal głosami, warto jeszcze zobaczyć rozkładane przy okazji bezradnie ręce. "Oferty korupcyjne są nie do zaakceptowania" - jak słyszymy: - "ale obecnie bez Kataru w Europie nie podobna się obyć".

Z trudem przychodzi liczyć na to, że przyjdzie jakieś opamiętanie w kręgach decydentów polityczno-gospodarczych. Oburzenie przeminie, jak choćby w sprawie FIFA. I co dalej? Patrząc na chłodno, można tylko stwierdzić, że kolejne afery korupcyjne tylko przed nami. 

Dowiedz się więcej na temat: Parlament Europejski | Eva Kaili

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy