Reklama

Reklama

​Polski Ład i niewdzięczni Polacy

Aż 18 milionom Polaków będzie się żyło jak u Pana Boga za piecem. Bogaci będą biedniejsi. Biedniejsi będą bogatsi. Polski Ład nareszcie zamknie czas niesprawiedliwości sięgających transformacji ustrojowej i postkomunistycznych układów. PiS zaś gładko i zasłużenie wygra nowe wybory - w połowie zeszłego roku opowieści o złotym wieku XXI szerokim strumieniem popłynęły ze strony rządu. Tymczasem zaczął się nowy rok, a Polacy okazali się niewdzięcznikami. Nic im się w Polskim Ładzie nie podoba!

Wszyscy wiedzieli, co się stanie. - Oczywiście będą pewne kłopoty. Jak jest duża zmiana, to kłopoty zawsze są - przed wprowadzeniem Polskiego Ładu zdecydowanie zapowiedział Jarosław Kaczyński. W ten sposób w radiowym wywiadzie udzielił publicznej odpowiedzi na prośbę Rzecznika Praw Obywatelskich o przesunięcie wejścia w życie ogromnego pakietu skomplikowanych zmian. 

RPO nie kwestionował meritum. Zwracał uwagę, że czas na konsultacje społeczne był dramatycznie krótki. Zresztą o poważnej dyskusji nad wątpliwościami czy zastrzeżeniami w zasadzie nie można mówić. A przecież trzeba dbać o standardy dobrej legislacji, dbać o obywateli itd. - zwracał uwagę RPO. - Ja uważam, że w tych sprawach trzeba działać jednak energicznie, ja nie wiem, czym się pan rzecznik (...) kieruje, ale wydaje mi się, że jest po prostu w błędzie - ofuknął urzędnika Jarosław Kaczyński.

Reklama

I kropka.

Walka z "impossybilizmem" zaostrza się

Jeśli ktoś sądzi, że bałagan z "Nowym Ładem" to wina paru młodych urzędników czy przypadkowych dziur w ustawie, to jest w błędzie.

TAK MIAŁO BYĆ.

W październiku 2021 roku Jarosław Kaczyński jasno wyłożył, że mamy do czynienia z kolejną odsłoną walki z tzw. impossybilizmem. Jeśli ktoś rządowi zwraca uwagę, że czegoś nie można zrobić, że powinno się nad czymś tam zastanowić, wykazuje się podejrzanym sposobem myślenia. Być może nawet działa w interesie przeciwników partii rządzącej.

To stanowisko polityczne zostało jasno wyłożone. Z punktu widzenia walki z "impossybilizmem", jakieś standardy, umożliwiające obywatelom spokojne zapoznanie się z nowymi przepisami, to generalnie zawracanie głowy. Na tej wojnie legislacyjnej nie wolno brać jeńców. Trzeba odgórnie narzucać wolę, mocno uderzać pięścią w stół, w przeciwnym razie impet zmian może zostać osłabiony. Tyle teoria.

I tak oto po 1 stycznia - zgodnie z zapowiedziami J. Kaczyńskiego - wszedł w życie "zaplanowany chaos".

Zaplanowany chaos

"Na dzień dobry" pobrano zaliczki na podatek dochodowy w nowej wysokości. I - bach! - niższe wypłaty ujrzeli emeryci czy nauczyciele. Hołubieni w mediach publicznych pracownicy służb mundurowych dostali po kieszeni. Kolejne osoby, nawet te, które oczekiwały korzyści, odkrywają negatywne konsekwencje zmian. Jak z kapelusza wyskakują obietnice naprawy, mnożą się jak króliki - kolejne - rozporządzenia, aby łatać legislacyjne dziury. Brak kilkuset złotych na koncie w styczniu to dla wielu osób realny problem. Nie żadne teoretyczne rozważania o przełamywaniu oporu grup interesów. A tu, co już doprawdy jest dowodem specyficznego poczucia humoru, winę zwala się na rząd Donalda Tuska. Szkoda, że nie na zabory czy rozbicie dzielnicowe.

A to dopiero wierzchołek góry lodowej, bo brakuje chętnych do nadstawiania karku, by interpretować te puzzle nowych przepisów! "Nie jesteśmy w stanie z pełnym przekonaniem informować obywateli o nowych rozwiązaniach, skoro najwyżsi przedstawiciele rządu nie są przekonani o tym, jak je interpretować" - czytamy w oświadczeniu związkowców z... Krajowej Administracji Skarbowej.

Kto wygra?

Premier Mateusz Morawiecki dwoi się i troi, zasypując nas usprawiedliwieniami. Rzecznik rządu bije się w piersi aż dudni, ale przecież to nie o nich chodzi, to nie oni pociągają za sznurki w walce z "impossybilizmem". Kiedyś w wywiadzie dla "Kultury Liberalnej" były prezydent Bronisław Komorowski dosadnie skrytykował walkę z "impossybilizmem" jako - tu cytuję - "debilizm". Słowo wydawało się zbyt grube, ale chyba tylko do 1 stycznia, sądząc po epitetach rodaków z mediów społecznościowych.

Niemniej walka z "impossibilizmem" na żywym organizmie wciąż trwa. I naprawdę nie jest powiedziane, kto wygra. Jarosław Kaczyński wciąż liczy, że pamięć Polaków jest krótka, a finansowe turbulencje kiedyś przeminą - i na końcu, na samym końcu, ale jeszcze przed wyborami pojawi się owe 18 mln Polaków, których przynajmniej część z wdzięczności zagłosuje na niego.

Bo o tym, że prezes PiS potrzebuje trzeciej kadencji - aby zmienić Polskę wedle swojej wizji - także przecież zdążył nas poinformować. 

Jarosław Kuisz, redaktor naczelny "Kultury Liberalnej", autor podcastu "Prawo do niuansu". 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje