Reklama

Reklama

Milcz, głupi chłopie! vel Czy można obrażać uczestniczki powstania?

Niedzielne przemówienia podczas protestów na Placu Zamkowym próbował zagłuszać lider narodowców, Robert Bąkiewicz. Wanda Traczyk-Stawska, uczestniczka powstania warszawskiego, przywołała go do porządku słowami: "Milcz, głupi chłopie. Milcz, chamie skończony, bo ja jestem żołnierzem, który pamięta, jak krew się lała. Jak moi koledzy ginęli". Dziś jednak żadna wymiana zdań na realu się nie kończy.

Emocje z weekendowych protestów przeciwko stopniowemu wyprowadzaniu Polski z Unii Europejskiej przeniosły się do mediów społecznościowych. Udział w wydarzeniu Traczyk-Stawskiej oraz, drugiej uczestniczki powstania, Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej, skwapliwie skomentował w mediach społecznościowych jeden z bohaterów czasów opozycji antykomunistycznej i pierwszej "Solidarności", Krzysztof Wyszkowski. Pod zdjęciem dwóch starszych kobiet pozwolił sobie na komentarz następujący: "ci powstańcy stoją po stronie Dirlewangera".

Zapewne nie tylko ja musiałem przecierać oczy ze zdumienia. Te słowa są... nie wiadomo, bardziej niesmaczne czy niemądre. Na pewno szokujące, jeśli przypomnieć historyczny kontekst, do którego się odwołują. Uczestniczki powstania warszawskiego, żołnierki Armii Krajowej, w "twicie" porównano do hitlerowskiego zbrodniarza. Warto podkreślić, że Wyszkowski uczynił tak z powodu - uwaga! - uczestniczenia kobiet w pokojowej demonstracji w roku 2021.

Reklama

Wielka kompromitacja

Dwie 94-letnie kobiety, czegokolwiek by - niemiłego sercu Wyszkowskiego - nie mówiły o miejscu Polski w Unii Europejskiej, zostały przez niego porównane do sadysty z SS, który między innymi wraz ze swoimi żołnierzami wymordował tysiące Polaków.

W pierwszej kolejności można byłoby zakwalifikować to porównanie jako szczyt ignorancji historycznej. Nie takie bzdury i nie takie niegodziwości znajdziemy w sieci. Jest tu jednak małe, a w zasadzie to duże: "ale". Wyszkowski to aktualny członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej.

Odpowiada zatem za transmisję wiedzy o przeszłości. Formalnie rzecz biorąc, IPN to urząd o uprawnieniach m.in. edukacyjnych i komemoratywnych. Mało tego IPN to przecież jednocześnie "Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu".

Słusznie Sławomir Cenckiewicz próbował przywołać Wyszkowskiego do przyzwoitości. Słusznie też Antoni Dudek mówi "o wielkiej kompromitacji".

Jednak sam IPN zasłonił się procedurami. Stwierdzono, że Kolegium nie jest organem funkcjonującym w strukturze IPN, a tylko ciałem opiniodawczo-doradczym.

I co dalej?

Wypadałoby może sprawdzić, czy przypadkiem Wyszkowski nie popełnił na "twitterze" jednego z przestępstw przewidzianych w zmienionej ustawie o IPN. Biorąc pod uwagę, że prokuratorzy raczej nie podejmą żadnych działań względem osoby bohatera opozycji antykomunistycznej, we własnym sumieniu, na chłodno proszę zastanowić się, czy w ostatecznym rozrachunku nie jest to także publiczne znieważanie narodu polskiego (z kolei art. 133 kodeksu karnego)?

W końcu nastąpiło tu zrównanie hitlerowskiego zbrodniarza i uczestniczek powstania warszawskiego, kata i polskich ofiar.

I ostatnia sprawa. Polska cierpi na deficyt niekwestionowanych wzorów osobowych z czasów historii najnowszej. Dla młodych pokoleń to ważna sprawa - w każdym kraju i w każdych czasach.

Słowa bohatera czasów "Solidarności" są bolesnym przypomnieniem, dlaczego tak się rzeczy mają w Polsce roku 2021.

Właśnie dlatego - słowa Traczyk-Stawskiej z tytułu niniejszego felietonu - choć skierowane były do Bąkiewicza, równie dobrze mogły zostać wycelowane w innego, zacietrzewionego polaryzacją polityczną adresata.

Niestety. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje