Reklama

Reklama

Kiedy Polska zostanie mistrzem świata w piłce nożnej?

I oto pierwszy mecz polskiej drużyny w Katarze. Udział w takich turniejach ma sens, jeśli, przynajmniej hipotetycznie, zakłada się wygraną. Czy nasza ekipa futbolowa ma szanse kiedykolwiek zostać mistrzem świata? Tak - ale z dużym "ALE". Dość popatrzeć na spotkanie z Meksykiem.

W nędzy Polski Ludowej futbol zastępował lekturę Sienkiewicza. Piłkarze grali ku pokrzepieniu serc. Skoro nie można mieć niepodległego od ZSRR państwa i żyć materialnie na wysokim poziomie, to chociaż na boisku przypomnimy o naszym istnieniu.

Dinozaury na murawie

Z tego punktu widzenia znalezienie się na podium drużyny w RFN w 1974 roku, czy w Hiszpanii w 1982 roku, to było coś więcej niż tylko sukces sportowy. Trzecie miejsce to były prawdziwe sukcesy, które oglądali zwykli kibice, a nie tylko nieliczni specjaliści od Europy Środkowo-Wschodniej za Żelazną Kurtyną. Niemal mruczano z zadowolenia, gdy komentatorzy i zagraniczni kibice łamali sobie języki na polskich nazwiskach (chociaż fakt, że z krótkim nazwiskiem naszego króla strzelców "Lato" nie mieli problemów, ale z jego imieniem - to dopiero było wyzwanie).

Reklama

Piłka nożna była pokojową formą oporu, możliwością zamanifestowania zbiorowej tożsamości światu. Jednoczenie się Polaków w sytuacji zagrożenia, pragnienie pokazania się wobec przeciwnika ze Wschodu, znaczyły nie mniej niż wyciskanie potu na treningach.

Dorobić, błysnąć, pokazać się światu! Nasi sportowcy u schyłku PRL-u na pewno nie prowadzili życia cnotliwych pensjonarek i jeszcze w Meksyku w 1986 roku potrafili zabłysnąć.

I długo, długo nic... Aż do 2002

Nie jest przypadkiem nastąpiła długa przerwa w udziale polskiej drużyny w Mundialu. Po 1989 roku znikł brak wolności. Nagle trzeba było budować więzi międzyludzkie w nowych warunkach. Drużyna piłkarska aż prosi się o gruntowne studium przypadku z tego punktu widzenia. Cały czas chciano "pokazać się światu", ale motywacja do współpracy zespołowej nie była już tak silna. Zresztą nie było już klatki PRL-u. Materialna sytuacja krajowych klubów niezwykle się zróżnicowała. Niektóre upadły. Co więcej, zachodnie drużyny piłkarskie bez trudu wysysały wszystkie talenty, a nie tylko pojedyncze osoby.  

Chociaż w Polsce dookoła stadionów i na stadionach wszystko się zmieniło, w lidze krajowej pojawiły się duże pieniądze, ale w głowach cały czas jak gdyby odgrywano w życiu sceny z filmu "Piłkarski poker" (skądinąd znakomitego). Żenujące oszustwa, wszechobecna korupcja, hektolitry alkoholu i tak dalej. Dla uzdolnionych piłkarzy wyjazdy z Polski były nie tylko szansą na wyższe zarobki. To była także szansa oddychania inną kulturą sportową. Tam również nie brakowało grzechów takich, jak korupcja czy molestowanie seksualne, ale, wedle zawodników, były także zalety, jak nauka współpracy na boisku, cała infrastruktura pracująca na zawodnika. Mobilizowano się nie w warunkach klatki PRL-u, ale normalnie, po prostu i dla siebie w profesjonalnym otoczeniu. Sportowcy uciekali też od "polskiego piekiełka", od równania w dół i utrącania osób utalentowanych na boisku i poza nim. Talenty wielu piłkarzy poza Polską mogły naprawdę rozkwitać, co chyba najlepiej widać na przykładzie Roberta Lewandowskiego.

Panowie, Panie - i co dalej?

Można liczyć na piłkarski cud. Na przykład na "klątwę faraona" w drużynie przeciwnika w dniu meczu. Można też zapytać o strukturalne przyczyny dotychczasowych niepowodzeń. Starać się je zrozumieć, by w przyszłości naprawić błędy. Na razie od mistrzostw świata w Japonii i Korei aż po rozgrywki w Rosji widać, jak Polakom "bycie zespołem" zwyczajnie nie klei się. Błysną jak gdyby współpracując przypadkiem, generalnie żal patrzeć jak się panowie męczą w pracy w jednej drużynie.

Pomimo to, tak, polska drużyna może sięgnąć po najwyższe laury piłkarskie. Do tego jednak potrzeba czegoś więcej niż liczenia na pomoc sił nadprzyrodzonych. Z głów powinien zniknąć "Piłkarski poker". W normalnych warunkach we własnym państwie chęć błyśnięcia zespołowego musi spotkać się z indywidualnymi ambicjami piłkarzy.

To dopiero byłaby zmiana rewolucyjna! O ileż łatwiej przecież podążać dawnymi koleinami, powielać stare zachowania i później zwalać winę na innych. Zresztą, kto wie, może to Polki, wolne od rozmaitych psychologicznych ograniczeń panów, zdobędą ważne trofeum? Przecież w Wielkiej Brytanii tak właśnie się stało podczas "Women's Euro 2022". Czas na polskie lwice!

Jarosław Kuisz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy