Reklama

Reklama

​Jak Winnicki i Braun 13 grudnia wdarli się do ministerstwa

Jakiś czas temu mieliśmy do czynienia z serią ataków na punkty szczepień. Dziś nasi posłowie, kwiat narodu, wdzierają się do Ministerstwa Zdrowia. Biorąc pod uwagę, że wariant Omikron rozprzestrzenia się błyskawicznie, a w Polsce umierają codziennie setki ludzi, wojna sanitarna będzie coraz ostrzejsza.

13 grudnia 2021 roku o poranku posłowie Konfederacji Robert Winnicki i Grzegorz Braun postanowili dokonać "interwencji poselskiej" w Ministerstwie Zdrowia.

Braun z radością dziecka płatającego psikusa dorosłym, sprzeczał się z nieszczęsnym ochroniarzem. Następnie przepchnął się do środka. Posłowie bez maseczek, ale za to z włączoną kamerą wędrowali po gmachu ministerstwa. Nasłuchiwali pod drzwiami Adama Niedzielskiego i innych osób. Głośno skomentowali brak pracy w budynku, skarżyli się na nękanie w postaci "legitymowania". O ile można wnioskować z ich "ideowych" deklaracji, raczej nie są zaszczepieni, więc zagrażali życiu i zdrowiu innych. Jako że 40 lat wcześniej wprowadzono stan wojenny, poseł Braun zasugerował, iż obecna władza ma na sumieniu więcej ofiar niż komuniści w latach 80.

Reklama

Po "interwencji" na zaimprowizowanej konferencji prasowej Winnicki wyjaśnił, że, po pierwsze, domagają się wyjaśnień, na jakiej podstawie wydane zostały wydane rozporządzenia o najnowszych obostrzeniach. Po drugie, chcą poznać prawdziwe dane dotyczące zgonów osób zaszczepionych i niezaszczepionych. Po trzecie, żądali ujawnienia treści umów z koncernami farmaceutycznymi. Panowie doskonale wiedzą, w jakiej medialnie żyjemy w epoce. Wszystko zostało sfilmowane i wrzucone do sieci. Buńczucznie zapowiedzieli, że to nie jest ich ostatnie słowo w tej sprawie.

Dramat na życzenie

Czy nie wolno zadawać powyższych pytań?

Wolno.

Czy powinno się tak wdzierać do budynków państwowych? I to w pandemii?

Nie.

Niestety, w pewnym sensie posłowie Konfederacji korzystają z niekonsekwentnej polityki Ministerstwa Zdrowia, a w zasadzie to całego rządu. Od pierwszej fali pandemii gabinet Mateusza Morawieckiego woli chodzić na skróty niż postępować w zgodzie z Konstytucją z 1997 roku. Chaos prawny rozchodzi się po kraju. W 2020 roku mało kto miał wątpliwości, iż mamy do czynienia z sytuacją sanitarnie nadzwyczajną, uzasadniającą wprowadzenie stanu klęski żywiołowej. Nic takiego się nie stało. Polacy są jak najgorszego zdania o profesjonalizmie własnego państwa - i rządy PiS tego stanu rzeczy nie zmieniły.

Głosy ekspertów przed czwartą falą generalnie zlekceważono. Zbierane dane na temat pandemii są przypadkowe, mało wiarygodne itd. Podobnie teraz rząd zadawala się jakimiś półśrodkami, chociaż dziennie umiera pół tysiąca rodaków. Chciałoby się powiedzieć, że pod koniec 2021 roku realizowany jest dawny "system szwedzki" sprzed blisko 2 lat, gdyby słowo "system" nie było tu na wyrost. Jednocześnie w mediach społecznościowych można przeczytać dowolną interpretację pandemii, nawet najgłupsze historie z kosmitami w rolach głównych.

Nowy podział polityczny

Problemy rządu Morawieckiego wiążą się z kunktatorstwem i próbą utrzymania większości w parlamencie. Ale nie tylko. Kryzys sanitarny to przede wszystkim nowy problem polityczny w III RP. W ogóle nie mieści się w ramach sporów PiS-u z PO, dawnych awantur o transformację ustrojową czy osiem lat rządów Donalda Tuska.

Jak każde nowe napięcie polityczne, w przełożeniu na propozycje rozwiązań "rozłupuje" ono istniejące już obozy polityczne, domaga się przetasowań, w tym w ramach PiS i szerzej koalicji. Zatem trzeszczy ona w szwach, bo politycy w tej nowej sprawie się między sobą zupełnie nie zgadzają. Jednym z prawicy bliżej do Niedzielskiego, innym zaś do Brauna i Winnickiego

 

A podzielony jest również elektorat. Od 2015 roku PiS prowadzi politykę niezabiegania o wszystkie głosy i przesuwania się ku centrum. Zatem wybiera trzymanie przy sobie tylko takiego grona wyborców, które na nie już zagłosowało. Taka strategia jednak zakłada, iż nie pojawią się radykalnie nowe problemy, ważne tematy, które podzielą ludzi wedle nowego wzoru. Jak się wydaje, Jarosław Kaczyński wybrał zatem opcję politycznego "przetrzymania pandemii", nie podejmowania działań, by ludzie nie zauważyli, iż w sprawach polityki sanitarnej w ramach polityków i elektoratu PiS pojawiają się odmienne zdania.  

W tę próżnię polityczną - jak do budynku ministerstwa - wchodzi jednak Konfederacja. Wskazuje niekonsekwencję rządu Morawieckiego, pokrętne kryteria podejmowanych decyzji itd. Tyle że - powiedzmy to w pewnym uproszczeniu - czynią to z pozycji tzw. antyszczepionkowych, czyli inaczej niż np. lewica, która krytykuje rząd z pozycji proszczepionkowych.

13 grudnia 2021

Jakiś czas temu mieliśmy do czynienia z serią ataków na punkty szczepień. A to dziś nasi posłowie, kwiat narodu, wdzierają się do Ministerstwa Zdrowia. Do czego to może doprowadzić?

Biorąc pod uwagę, że wariant Omikron rozprzestrzenia się błyskawicznie, w Polsce CODZIENNIE umierają codziennie setki ludzi, a najbardziej w cenie jest nieprzejednanie, polsko-polska wojna sanitarna będzie jednak coraz ostrzejsza. Politycznie otwarte pole dla niej pozostawił nasz rząd, z powodów podanych powyżej. Mimo że w zasadzie powróciła sytuacja spełniająca kryteria konstytucyjnego stanu nadzwyczajnego, przecież nic nie wskazuje na to, że PiS nie dogada się z opozycją w tej sprawie.

Tyle że 13 grudnia 1981 roku przypomina nam, że w Polsce o ofiarach pamięta się długo, całe dziesięciolecia. Aż trudno uwierzyć, iż tysiące osób zapomną o bliskich zmarłych na Covid-19 i tak po prostu wybaczą dzisiejszy brak polityki sanitarnej, sprawnej ochrony zdrowia czy zdecydowanych działań rządu w sprawie szczepień.

A na to, niestety, chyba aktualny rząd wciąż liczy.  

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje