Reklama

Reklama

​Jak najnowsze dane w sprawie pedofilii wpłyną na wizerunek Kościoła?

Wczoraj Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego opublikował dane w sprawie wykorzystywania seksualnego małoletnich. W ciągu zaledwie dwóch i pół roku zgłoszono 368 przypadków, z których część została potwierdzona. Oczywiście dobrze, że nareszcie zabrano się do wyjaśniania i nagłaśniania pedofilii w Kościele. Padły słowa przeprosin. Chwila namysłu wystarczy, aby zdać sobie sprawę, z jak przerażającym obrazem nadużyć mamy do czynienia.

Autorytet Kościoła katolickiego u schyłku Polski Ludowej był niepodważalny. Z instytucji, którą państwo komunistyczne prześladowało, stał się mediatorem pomiędzy władzą a opozycją. Rozmowy Okrągłego Stołu w 1989 roku odbywały się z błogosławieństwem najwyższych hierarchów. Upadek PRL-u sprawił, że dla wielu Polaków to właśnie Kościół katolicki pozostał jedyną wiarygodną instytucją. Państwa upadają, ustroje i ideologie się zmieniają, ale Kościół na ziemiach polskich trwa. W okresie transformacji po zlikwidowaniu lokalnych struktur PZPR-u i załamaniu funkcjonowania państwa, dla wielu Polaków to parafia wydawała się administracyjną opoką polskości. Siłą rzeczy, ten uproszczony obraz, pozwala jednak zrozumieć, dlaczego wielu Polakom dopiero teraz spada łuska z oczu.

Reklama

Kościół katolicki na różne sposoby skorzystał z zajmowanej pozycji w dopiero rodzącym się, nowym państwie. Podejmowano działania charytatywne, troszczono się o osoby zagubione w nowej rzeczywistości, ale także odzyskiwano dobra, naciskano na polityków, wszystko jedno z której opcji itd. Co ważne, po 1989 roku nie zlustrowano kleru. Nie, nie było wówczas żadną tajemnicą, że kryły one ważne wiadomości na temat polskiego duchowieństwa. Proszę sobie przypomnieć, czyje teczki palono w "Psach" Pasikowskiego. Niemniej wciąż nad Kościołem dominował Jan Paweł II, za życia niekwestionowany autorytet także dla wielu osób niewierzących.

Zobacz też: Ksiądz ujawnia nadużycia biskupa. "Tak działa lawendowa mafia"

Prymas prosi o przebaczenie

Oficjalnie w ciągu dwóch i pół roku zgłoszono 368 przypadków, z czego 144 zostało już potwierdzonych. Większość spraw dotyczyła młodych osób z katolickich rodzin: ministrantów, uczennic i uczniów, osób przygotowujących się do sakramentów.

Warto zatem podkreślić, że nie chodzi tu o jakieś "zewnętrzne" ataki na Kościół, jak czasami mówią prawicowi politycy czy publicyści. Wprost przeciwnie. Te sprawy rozgrywają się za murami kościelnymi i dotyczą wykorzystywania dzieci i młodzieży przez duchownych katolickich. Prymas Polski, arcybiskup Wojciech Polak oficjalnie zwrócił się do osób skrzywdzonych, prosząc o przebaczenie.

Wierzchołek góry lodowej?

Niektórzy twierdzą, że to wierzchołek góry lodowej. Sugeruje to choćby w swoich bezkompromisowych wypowiedziach ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski (w imię ujawnienia prawdy domaga się powołania niezależnej świeckiej komisji do badania spraw nadużyć seksualnych). Z niedawnych, głośnych badań nad religijnością młodzieży wynikało, że aż 62 proc. nastolatków uważa, że "Kościół chce przeczekać aferę pedofilii, zamieść ją pod dywan".

Rzeczywiście, jeśli tak wyglądają dane za ostatnie 2,5 roku, jaka skala nadużyć i przestępstw miała miejsce wcześniej? I kto powinien je badać i ujawniać? Watykan wydaje się nie ufać polskim duchownym, skoro nagle powołuj się do życia specjalną komisję do zbadania sprawy kardynała Stanisława Dziwisza. W ostatnich dniach niezależny papieski wysłannik badał skargi, dotyczące zaniechań hierarchy.

I co teraz?

Do tej pory odkrywaliśmy "drugie życie", ciemną stronę w biografiach postkomunistycznych autorytetów duchownych, jak w przypadku Henryka Jankowskiego czy Henryka Gulbinowicza.

Jednak wspomniany raport ISKK z 2021 roku zwraca uwagę na to, co dzieje się tu i teraz. Nie będzie przesadą powiedzieć, że na naszych oczach postkomunistyczny autorytet Kościoła katolickiego odchodzi w przeszłość. Prestiż danej instytucji wiąże się z jej publicznym wizerunkiem, integralnością moralną jej przedstawicieli, jednością ich słów i czynów. To właśnie stanęło pod znakiem zapytania.

Ujawniany rozziew prowadzi prostą drogą do tego, że z nieufnością do duchownych zaczną podchodzić sami wierni, a nie osoby już teraz sytuujące się poza Kościołem.

To może być największa zmiana mentalna w Polsce ostatnich lat, która zaczyna się od wsłuchania w głos ofiar. I odbywać się będzie, a w zasadzie już się odbywa, małymi krokami. Na przykład poprzez to, że teraz rodzic dwa razy zastanowi się, zanim podejmie decyzję, że dziecko zostanie ministrantem.

Z pewnością po fali ujawnianych afer o wykorzystywaniu seksualnych Polacy będą patrzeć innym, bardziej krytycznym okiem na Kościół. Czas pokaże także, jak w XXI wieku wpłynie na wizerunek "Polaka - katolika" - w dużej mierze przecież podbudowywany postkomunistycznym autorytetem instytucji.

Jarosław Kuisz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje