Reklama

Reklama

​Czy Polacy są tolerancyjni za pieniądze?

Może Państwo pamiętają, że po upadku komunizmu modne były hasła "tolerancji" czy "szacunku do mniejszości". Od 2015 szczerość wcześniejszych deklaracji przechodzi nową próbę. Moralne wymaganie od siebie najwyraźniej niektórych z rodaków znużyło. Chętnie dają upust swoim uprzedzeniom, czasem niewiedzy. Jednym z przejawów owej tendencji było ogłaszanie tzw. stref wolnych od LGBT+. Jako że uchwały mają znaczenie, Kraśnik właśnie stracił miliony. Ciąg dalszy nastąpi.

W idealnym świecie, takim z rocznic i akademii szkolnych, tolerancja religijna z polskiej przeszłości skłania nas do przyzwoitego zachowania współcześnie. Można powoływać się na Akt konfederacji warszawskiej, można przywoływać najlepsze lata I Rzeczpospolitej itd. Niechlubne wydarzenia z przeszłości, jako druga strona medalu, przypominają nam zaś o tym, co przynosi nietolerancja. Ów dwustronny medal umożliwia wzrost empatii w polskim społeczeństwie i pogłębienie wrażliwości na cierpienie drugiego człowieka.

Tyle teoria, bo oczywiście można przeszłość i polskie tradycje tolerancji mieć w nosie. Można wcale nie rozszerzać własnej wrażliwości na cierpienie drugiego człowieka. Przeciwnie, znaleźć przyjemność w stygmatyzowaniu i zadawaniu bólu. Mało to chrześcijańskie postawienie sprawy, ale "kto by się tam tym przejmował".

Reklama

Ostatecznie dość już tego moralnego "zaciskania pasa" z czasów transformacji. Wyrzuty sumienia? E, tam, dziecinada. Niezgodność z Watykanem? Przecież to daleko.

Odzyskajmy "podmiotowość" wyzywając, kogoś nielubianego w sieci i poza nią, lub - idźmy dalej w realu - np. podejmijmy uchwałę o tym, że nasza gmina będzie wolna od LGBT +.

Można? Można.

Odzyskanie podmiotowości poprzez utratę wizerunku

Jedną z gmin, które w 2019 roku podjęły uchwałę o tzw. strefie wolnej od LGBT +, był Kraśnik. Dokładniej chodziło o zajęcie "stanowiska dotyczącego powstrzymania ideologii LGBT przez wspólnotę samorządową".

Szybko okazało się, że świat nie kończy się na Kraśniku, ale że Kraśnik jest jak najbardziej częścią świata. Wiadomości o "strefach" naprawdę obiegły globalne media. Francuska gmina zawiesiła współpracę z polskim partnerem.

Na poziomie lokalnym przytomnie zdano sobie sprawę, że to wizerunkowy strzał w stopę. Po dwóch latach uchwałę uchylono, jednak na dobre imię mleko się rozlało. Właśnie dowiedzieliśmy się, że Kraśnik utracił miliony z funduszy norweskich.

Można? Można.

Świat poza gminą

Oczywiście Kraśnik jest tutaj tylko przykładem. Można żałować tych, którzy liczyli na to, że wycofanie się z nieszczęsnej uchwały, poprawi wizerunek. Nic tutaj jednak nie zadziała automatycznie. Przywracanie dobrego imienia to przecież mozolny proces odzyskiwania wiarygodności w oczach innego człowieka.  

I w większej skali przekona się o tym nasz kraj. Aktualnie w raporcie Country Index, najsilniejszych marek-krajów za 2020 r., Polska, jak się dowiadujemy, spadła aż o 11 pozycji. Właśnie Komisja Europejska rozpoczyna procedurę, której zwieńczenie stanowić może pozwanie nas przed unijny sąd za gminne uchwały o strefach wolnych od LGBT +.

Szerzenie homofobii w XXI wieku jawi się jako brak elementarnej wrażliwości na drugiego człowieka i przejaw skrajnej nietolerancji. W mediach od dawna trwają zaś rozważania, czy nie pomylono się z rozszerzaniem UE o mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej.

Niektórzy idą dalej i mówią o podziale Europy na dwie połowy: tolerancyjną i nietolerancyjną czy mniej tolerancyjną. Podobnie, jak w przypadku uchwał, słowa mają znaczenie. Nasz kraj przedstawia się coraz bardziej jako państwo, z którym sens solidaryzowania się staje pod znakiem zapytania.

Może "oni" (czyli my) naprawdę są jacyś mniej wrażliwi i nietolerancyjni? I tak dalej, w kolejnych artykułach, debatach, audycjach.

Można oczywiście zafundować sobie teorię spiskową, która sprawi, że świat będzie prostszy - a my będziemy "po stronie dobra". Niemniej początek tych spraw odsyła nas do uchwał i wypowiedzi, które ktoś z rodaków wypowiada - bo chce.

Można? Można.

Moralność za pieniądze

I tu, na koniec, jednak nasuwają się pytania, czy przez 30 lat III RP część naszej tolerancji nie brała się wyłącznie z chęci przypodobania się Zachodowi - czytaj: z chęci podniesienia statusu materialnego? Czy obecne cofanie uchwał w sprawie stref ma podstawy moralne, czy chodzi wyłącznie o utracone miliony z grantów itp.? Czy komukolwiek jeszcze zależy, aby poprawiać własne postępowanie?

Warto mieć to na uwadze i przypomnieć w kontekście "milionów", że, jeśli tolerancja nie jest traktowana po prostu jako obowiązek moralny przez danego człowieka, to niewiele z jest warta. Wówczas pojawiają się pokusy. Np. po co znosić głosy nam przeciwne, skoro można je uciszyć? Po co tolerować kogoś, kto żyje w odmienny od mojego sposób, skoro można go skłonić do emigracji, wyzwać czy pobić ?

Cyniczne odpowiedzi są oczywiste i nieciekawe. Jeśli to jednak one są pierwszymi, które przychodzą Polakom do głów, to kryteria moralne, chętnie wywodzone z chrześcijaństwa, znajdują się w głębokim, głębokim kryzysie. Rozmaite skandale i wydarzenia z ostatnich lat i miesięcy - w tym owe nieszczęsne uchwały - nie byłyby więc dziełem przypadku. 


Dowiedz się więcej na temat: Jarosław Kuisz | Kuisz | felieton | LGBT

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy