Reklama

Reklama

Celibat powinien być dobrowolny

Solidarna Polska rozpoczęła zbieranie podpisów pod projektem ustawy ostrzej zwalczającej publiczne wyszydzanie Kościoła katolickiego. Traf chciał, że niemal jednocześnie wypłynęła sprawa księdza, który fantazjował o współżyciu "w gabinecie metropolity białostockiego". Trudno o większe kpiny z powagi instytucji? Nad zaostrzaniem prawa karnego w tym duchu powinni się chyba mocno zastanowić sami wierni i duchowni.

Chciałoby się powiedzieć: oto nasz kraj w całej krasie. Popularny ksiądz z białostocczyzny, który włączony był w realizację programów edukacyjnych dla dzieci i młodzieży, nagle objawił się jako tzw. niezłe ziółko.

Wedle relacji prasowych za pośrednictwem środków komunikacji cyfrowej duchowny, jak to się kiedyś mówiło, grubo poświntuszył. Z barokowym zacięciem przedstawił całą paletę swoich fantazji seksualnych. Topograficznie umiejscowił ewentualne współżycie "w gabinecie metropolity białostockiego". Chyba nikt nie spojrzy na szacowne murów komnaty tak samo.

Reklama

Wiele pisano ostatnio o tym, że nowe technologie mogą pomóc w zdobywaniu nowych wiernych. O tworzeniu więzi z kapłanem. Do internetowej wymiany zdań ksiądz dorzucił krótki film, na którym się masturbował. Chyba jednak nie o to w pracy nad budowaniem katolickiej wspólnoty 2.0 chodziło.  

Przebogate językowo sprośności ciskał poniekąd w ciemno, w głąb internetowych czeluści, albowiem owej niewiasty nie znał. Snadź zimnym więziom messengera dodawać miało to szczypty pikanterii.

Prasłowiańska hipokryzja

Ksiądz przyznał, że ujawnione materiały są prawdziwe. Przeprosił. TVP oraz Jagiellonia Białystok zerwały współpracę. Metropolita białostocki pozbawił duchownego prawa do wykonywania jakichkolwiek posług duszpasterskich i noszenia stroju duchownego. Chciałoby się powiedzieć, ot, hipokryzja stara jak świat i zacytować naszego niezrównanego Jana Kochanowskiego, który przecież pisał w XVI wieku: "Czemu to, prałacie, nie tak sami żywiecie, jako nauczacie?".

Jednak sprawa jest poważniejsza niż ten przypadek. Nie pierwszy przecież i nie ostatni. Przymus życia mężczyzn w celibacie przynosi w praktyce, eufemistycznie rzecz biorąc, kontrowersyjne rezultaty. Życie seksualne człowieka, choć dla niektórych może to zabrzmi rewolucyjnie, stanowi normalną część naszego życia. W pewnym wieku osiągamy dojrzałość płciową i nasz organizm domaga się swoich praw. Jednym z wyzwań dorosłości jest dążenie do harmonijnego połączenia naszych potrzeb i szacunku do drugiego człowieka oraz przestrzegania elementarnych zasad kultury.

Dramat duchownych oraz ich ofiar bierze się stąd, że celibat, chociaż współcześnie znajduje także rozbudowane uzasadnienia wyznaniowe, historycznie rzecz biorąc, wymyślony został w dużej mierze z powodów instytucjonalno-finansowych.

W średniowieczu oczywiste było to, że przekazywanie spadków dzieciom księży mogło rozsadzić podstawy instytucji - w wymiarze jak najbardziej ziemskim. Nigdy zatem dość przypominać, że to pomysły o wiele późniejsze. W początkach chrześcijaństwa nie było oficjalnie takiego obowiązku.

Powrót do dobrowolności celibatu?

Wstrzemięźliwość seksualna chyba nigdy nie była sprawą łatwą, a w XXI wieku po przemianach intymności (to tytuł ciekawej książki Anthony Giddensa) ostatnich dekad we współczesnym otoczeniu kulturowym jest być może jeszcze trudniejsza. 

Nasi politycy próbują pośpieszyć na pomoc Kościołowi i pozyskać głosy wyborców. Solidarna Polska rozpoczęła zbieranie podpisów pod projektem ustawy zwalczającej publiczne wyszydzanie Kościoła katolickiego. Nie tędy droga. Sprawa księdza, który fantazjował o współżyciu "w gabinecie metropolity białostockiego", doskonale to pokazuje. Trudno o większe kpiny z powagi instytucji.

Zdrowi mężczyźni, którzy przez dłuższy czas nie współżyją i nie zażywają substancji obniżających popęd seksualny, mogą być nieustannie pobudzeni. Nie ma na to rady.

Co się dzieje w głowach polskich księży, nie ma co zgadywać, bo co jakiś czas sami o tym mówią. Wystarczy zacytować jednego z nich, który porzucił sutannę i ostatnio wyznał: "Co roku wzdychałem do innej parafianki".

A przy tym stan duchowny nigdy nie był tak mało atrakcyjny dla młodych ludzi w Polsce. Czy jakiekolwiek ustawy parlamentu coś pomogą w tej sytuacji? Czy następnym pomysłem polityków będzie przymusowy pobór do stanu kapłańskiego?

Właśnie dowiedzieliśmy się, że do seminarium duchownego w Olsztynie zgłosił się jeden kandydat na księdza. Jeden.

Prawdopodobnie jakimś wyjściem byłby, jeśli nie zgoda na małżeństwa księży, to może chociaż powrót do początków chrześcijaństwa z dobrowolnością celibatu. Oczywiście, nic takiego nie nastąpi. Kryzys stanu kapłańskiego i spadek powołań będzie trwał. A my będziemy się dowiadywać o kolejnych skandalach i ponurych aferach.  

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy