Reklama

Reklama

Antysemityzm i reprywatyzacja

​Chcąc czy nie chcąc, Sejm przyłożył rękę do utrwalenia na świecie stereotypu Polaka - antysemity. Projekt zmian, wymierzony w tzw. dziką reprywatyzację, rozpętał kolejną burzę dyplomatyczną z Izraelem i USA. Teraz Senat ma zjeść tę legislacyjną żabę. A jednocześnie miały miejsce incydenty, które negatywny stereotyp na nasz temat podtrzymują. Młodzież Wszechpolska nie bawiła się w dyplomację i rozsypała gruz pod ambasadą Izraela w Warszawie. Na cegłach umieszczono napis: "Oto wasze mienie". Można wskazać i inne antysemickie wypadki, zniszczono jeden z cmentarzy. Paradoksalnie, dzieje się to w okresie, gdy, wedle badań CBOS-u, na tle 30-lecia stosunek Polaków do Żydów uległ poprawie.

Podróże kształcą, ale na różne sposoby. Można poznawać obce kultury i zwiedzać muzea. Można też dowiedzieć się o sobie czegoś skrajnie nieprzyjemnego. Podejrzewam, że nie jestem jedyną osobą, która po 1989 roku poza krajem podczas różnych prywatnych rozmów czy konferencji miała okazję natknąć się na stereotyp "Polaka - antysemity".

Zdarza się, iż nieoczekiwanie jesteśmy atakowani za coś, czego nie zrobiliśmy, za politykę rządu, którego przy urnach nie wybieraliśmy i wcale nie mamy ochoty go bronić. Czasem ani się spostrzeżemy, a już bierzemy udział w dyskusjach, które ostatecznie ani nie są łatwe, ani przyjemne. Bywa też nie jesteśmy do nich dostatecznie przygotowani merytorycznie.

Reklama

Szablony myślenia jak to szablony myślenia - domagają się weryfikacji. Znam mnóstwo osób, które nie hołdują przesądom antysemickim ani na milimetr. Jedni prowadzą spokojne życie prywatne z tak poukładanym w głowach światem. Inni wybrali aktywność i w ciągu ostatnich lat wiele zrobili dla zbudowania dróg dla pojednania między jednostkami i narodami, do życzliwego oświetlania sobie - wzajemnie - niepoukładanej przeszłości.

Jednak wystarczy zajrzeć do tego, co ludzie piszą w sieci, by natychmiast otrzeźwieć. I zdać sobie sprawę, że przynajmniej w odniesieniu do części rodaków, ten stereotyp ma sens - bo oni sami, dobrowolnie podtrzymują go przy życiu.  

Przeprowadzono niemało badań socjologicznych, z których wynika, iż u niektórych z nas antysemickie przesądy mają się znakomicie. Zupełnie tak, jakby dekady temu Kościół katolicki nie wystosował np. deklaracji "Nostra aetate", w której potępiono prześladowania Żydów i wzywano do dialogu. Nie mówiąc już o polityce pojednania prowadzonej przez Jana Pawła II.

Antysemityzm części Polaków nie zmienia faktu, że jednocześnie w ciągu ostatniego 30-lecia postrzeganie Żydów przez Polaków poprawiło się. Z komunikatu z badań CBOS "Stosunek do innych narodów" (nr 21/2020) wynika, że Polacy są podzieleni niemal idealnie na trzy części: 30 proc. deklaruje sympatię, 30 proc. niechęć, 33 proc. obojętność, zaś 7 proc. odpowiada "trudno powiedzieć".

Jasne, że nie są to dane przyprawiające o euforię. Niemniej dopiero na tle badań prowadzonych w okresie całego 30-lecia widać, że poziom sympatii do Żydów wzrósł dwukrotnie (z 15 proc. do 30 proc.), podobnie zmalał poziom niechęci (z 51 proc. do 30 proc.).

Nic tu nie jest czarno-białe. 

Dyplomacja katastrof

Tymczasem uchwalono nowelizację kodeksu postępowania administracyjnego, zgodnie z którą m.in. ma zostać zatrzymana tzw. dzika prywatyzacja. Teoretycznie szlachetna inicjatywa, którą zresztą wsparła w Sejmie część opozycji, w szczególności lewicowej, została przygotowana w zupełnym oderwaniu od kontekstu międzynarodowego sprawy, a być może, na co wskazują wyjaśnienia polityków, z ostentacyjnym jego zlekceważeniem.

Od 30 lat wiadomo, że sprawa reprywatyzacji - raczej jej braku - dotyka nie tylko czasów transformacji ustrojowej i tzw. dzikiej prywatyzacji, ale także odleglejszej historii oraz współczesnych relacji polsko-żydowskich.

Wiadomo zresztą, że nasze władze przed głosowaniem w Warszawie otrzymywały sygnały z Izraela. Nie wstrzymano jednak prac legislacyjnych. Nie zadbano o sztukę dyplomacji. Efekt?

Niemal identyczny z czasów nowelizacji ustawy o IPN w 2018 roku. Niekorzystna dla nas wiadomość lotem błyskawicy obiegła świat, w szczególności zaintrygowano Izrael i USA.

"Nowe polskie prawo jest hańbą i poważnie zaszkodzi stosunkom między dwoma krajami" - oświadczył izraelski minister spraw zagranicznych, Jair Lapid. Polityk, który jest nam znany z ciętego języka, wygrywa te nuty na swoim podwórku. Jednak także ambasada Izraela w Polsce opublikowała oświadczenie, w którym oceniła, że ustawowa zmiana uniemożliwi zwrot mienia żydowskiego lub ubieganie się o rekompensatę. Słuchać było również groźne pomruki z Waszyngtonu.

Świat nie kończy się na Polsce?

Od sprawy nieszczęsnej nowelizacji ustawy o IPN w 2018 roku doskonale wiadomo, że pomysły legislacyjne w Polsce mogą rezonować na świecie w sposób dla nas niekorzystny. Wówczas dotkliwie zdano sobie sprawę, że nawet najbardziej uzasadnione próby zwrócenia uwagi na polskie ofiary w XX wieku nie mogą być przeprowadzane w oderwaniu od kontekstu międzynarodowego otoczenia. Wielkim odkryciem dla niektórych polityków Zjednoczonej Prawicy okazało się, że świat nie kończy się na granicach naszego kraju i coś jeszcze poza polsko-polskimi sporami ma znaczenie.

Jakkolwiek próba zmiany w postrzeganiu naszego kraju domaga się wielkiego wyczucia i wiedzy o uwarunkowaniach polityki wewnętrznej innych państw, gruntownej znajomości sztuki dyplomacji, ale także empatii, której zabrakło premierowi Mateuszowi Morawieckiemu w Monachium, gdy wdał się w pamiętną, a wielce niefortunną wymianę zdań z dziennikarzem "New York Timesa". Jak pamiętamy, ze "skrótów myślowych" premiera - historyka nic dobrego wówczas dla opinii o Polsce nie wynikło. Wszystko jedno, jakie miał intencje. Oceniać należy skutek.

Po owocach

Wniosek z tej sprawy był banalny: trzeba dobrze wybierać miejsce, czas i partnerów do prezentowania przeszłości, do proponowania własnej interpretacji. Przyjąć do wiadomości, że na planecie Ziemia nasz punkt widzenia nie jest jedyny.

Czas także dorosnąć i przestać dowodzić, że wszyscy Polacy, którzy chodzili po ziemi w XX wieku, byli i są aniołami. Najlepiej zaś - biorąc pod uwagę rozpowszechnione stereotypy na nasz temat - uprzednio dyplomatycznymi kanałami wyjaśniać i uzgadniać stanowisko w delikatnych sprawach.  

W przeciwnym razie światowe mass media - bez wdawania się w subtelności - znów przelecą wiadomości i komentarze sugerujące, że Polska jako jedyna w regionie nie uregulowała sprawy restytucji mienia, czyli że "z Polską jest coś nie tak" lub wręcz że "nie ma co dzielić włosa na czworo", bo w gruncie rzeczy wszystko to jest "polityka antysemicka".

I nic w percepcji tej sprawy raczej nie zmienią twitty podsekretarza polskiego MSZ, Pawła Jabłońskiego. Skomentował on słowa głowy izraelskiej dyplomacji: "Jego treść nacechowana jest złą wolą, a przede wszystkim głęboką nieznajomością faktów".

Być może tak, być może nie. Ale właściwe pytanie brzmi: kto uczy się na błędach dyplomatycznych roku 2018 i kto powinien zadbać o znajomość faktów po drugiej stronie?

Później zresztą Młodzież Wszechpolska postanowiła "podbić stawkę" i zrzuciła gruz pod ambasadą Izraela w Polsce. Na cegłach umieszczono napis: "Oto wasze mienie". Z dumą pochwalono się zdjęciami w mediach społecznościowych, które poszły w świat.

Pomysłodawcom reprywatyzacyjnego "happeningu" nie dopisał wzrok. Powinni byli bowiem zauważyć coś jeszcze. Pomiędzy cegłami, w tych gruzach znajdował się także wizerunek naszego kraju, na którym im tak zależy.

Wypadek przy pracy?

Obrona wizerunku czy godności nie powinna przesłaniać najważniejszego. Blisko trzech dekad uciekania od sprawy reprywatyzacji.

Tak jak ucieka się od profesjonalizmu w dyplomacji, tak i w tej sprawie wybiera się jałowe spory i obronę... nie wiadomo, czego.

Pamiętam moje zdumienie, gdy dawno temu profesor Ewa Łętowska zwróciła uwagę, że w III RP nie powstała ewidencja roszczeń rewindykacyjnych. Wcześniej żyłem w przekonaniu, że niechęć kolejnych rządów do uregulowania sprawy bierze się z konkretnych wyliczeń. I że to m.in. z powodów budżetowych Aleksander Kwaśniewski zawetował projekt ustawy w 2001 roku.

Nic podobnego. Do dziś nie wiadomo, o jakich kwotach mowa. Na szczeblu centralnym nie wiadomo było także, jakie roszczenia zostały zaspokojone. W Polsce trwoga i oburzenie rosną na niewiedzy. Dobre intencje mają zastępować fachowość i brak rozpoznania legislacyjnego terenu. Okazuje się, że właśnie przeciwko nowelizacji reprywatyzacyjnej zaprotestowali... polscy ziemianie. Senat będzie miał ciężki orzech do zgryzienia.

Ile razy można nad Wisłą popełniać te same potknięcia?

W nieskończoność.

Przypomnijmy naszego drogiego klasyka: "Nową przypowieść Polak sobie kupi, że i przed szkodą i po szkodzie głupi".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy