Reklama

Reklama

Morawiecki czekał aż dwie godziny w limuzynie na rozmowę z Kaczyńskim?

W środę w sztabie PiS na Nowogrodzkiej odbyło się spotkanie kierownictwa partii. Poświęcone było m.in. sytuacji związanej z aferą wokół lotów marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego. Na miejscu stawili się najważniejsi politycy partii rządzącej. Jak czytamy w "Fakcie", na swoją kolej u prezesa PiS bardzo długo musiał czekać premier Mateusz Morawiecki. Stanowczo tym informacjom zaprzecza rzecznik rządu Piotr Müller.

Pierwsza tura na rozmów na Nowogrodzkiej zakończyła się ok. godz. 16. Druga rozpoczęła się przed godz. 20, a zakończyła tuż po 23.

Reklama

Na naradach poza Jarosławem Kaczyńskim obecni byli m.in. premier Mateusz Morawiecki, szef MON Mariusz Błaszczak czy marszałek Senatu Stanisław Karczewski. Stawił się także europoseł i szef sztabu wyborczego PiS Joachim Brudziński.

Jak donosi w czwartek "Fakt", "w dusznym powietrzu wczesnego popołudnia" premier Morawiecki czekał aż dwie godziny pod siedzibą PiS na spotkanie z prezesem. "Klimatyzowane wnętrze limuzyny tym razem z pewnością nie poprawiło atmosfery" - czytamy.

Dlaczego prezes tyle kazał na siebie czekać?

Przed Morawieckim prezes PiS prowadził rozmowy m.in. z wicepremierem Piotrem Glińskim. "Po rozmowie z Kaczyńskim premier miał nietęgą minę" - pisze dziennik.

Rzecznik rządu zaprzecza

Do informacji podanych przez "Fakt" odniósł się w czwartek na Twitterze rzecznik rządu Piotr Müller.

"Informacja @FAKT24PL dot. rzekomego oczekiwania Premiera na spotkanie w siedzibie PiS jest perfidnym kłamstwem. Gdy wczoraj redakcja mnie o to zapytała jednoznacznie zdementowałem ten #FakeNews" - napisał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne