Reklama

Reklama

Wrocław: Piekło na Kasztanowej

Kiedy mieszkańcy wyjeżdżają na wakacje, dla pracowników Wydziału Inżynierii Miejskiej i ZDiUM zaczyna się prawdziwie gorący okres. Dziennikarze postanowili sprawdzić, jak sobie radzą z nadzorowaniem inwestycji drogowych we Wrocławiu.

Jedną z metod monitorowania sytuacji na wrocławskich drogach są cotygodniowe przejazdy przez miasto, w których uczestniczą pracownicy Wydziału Inżynierii Miejskiej i ZDiUM. Członkowie takiego zespołu sprawdzają sytuację w okolicach prowadzonych inwestycji drogowych, reagują na zgłoszenia o ewentualnych trudnościach i dokumentują zauważone niedociągnięcia. Sporządzony przez nich raport służy potem za podstawę do wprowadzania koniecznych zmian i usprawnień w organizacji ruchu drogowego. Żeby zobaczyć, jak naprawdę wygląda koordynacja i monitoring prowadzonych w mieście inwestycji, razem z pracownikami WIM i ZDiUM dziennikarze udali się na cotygodniowy objazd przez Wrocław.

Reklama

Z Andrzejem Brzozą i Pawłem Malonem z WIM oraz Martą Matczuk - Pisarek ze ZDiUM dziennikarze spotykali się o 7.30, pod siedzibą Urzędu Miejskiego na ul. G. Zapolskiej. Plan był taki, że podczas porannego przejazdu mieli sprawdzić południową część miasta, a podczas popołudniowego, pojedziemy na pl. Bema i ul. Żmigrodzką. Trasy są opracowywane dzień wcześniej, w zależności od aktualnych utrudnień i prowadzonych prac remontowych.

Z Zapolskiej, przez Ślężną, dziennikarze dojechali do ul. Waligórskiego, gdzie rozpoczyna się objazd remontowanej ul. Wyścigowej. - Na pierwszy rzut oka, wyznaczenie przejazdu przez Park Południowy mogło się wydawać dziwnym pomysłem - mówi Andrzej Brzoza. - To jednak najlepsze rozwiązanie, które nie utrudnia życia mieszkańcom okolicy. Ulicą Waligórskiego dotarli do Karkonoskiej. Na pierwszy postój zatrzymali się przy skrzyżowaniu z Turniejową. Członkowie zespołu chcieli sprawdzić, czy zostały tu wprowadzone zalecone wcześniej zmiany.

- Wnioskowaliśmy o przesunięcie linii zatrzymania przy skręcie w lewo w Turniejową, żeby oczekujące na zielone światło samochody nie blokowały pasa ruchu do jazdy na wprost - tłumaczy Paweł Malon. - Miał się tu też pojawić dodatkowy sygnalizator, a zielone światło chcieliśmy wydłużyć do 17 sekund.

Wysiadają i sprawdzają ruch na skrzyżowaniu. Nowy sygnalizator rzeczywiście zainstalowano, na asfalcie widać żółtą linię, wyznaczającą nowe miejsce zatrzymania. Kierowcy ciągle jednak stają przed starą, białą linią. - Muszą się przyzwyczaić - mówi P. Malon. Sygnał zmienia się na zielony. Andrzej Brzoza wyciąga stoper. 17 sekund, wszyscy zdążyli przejechać. Możemy ruszać dalej.

Pretensje do losu

Dojeżdżamy do remontowanej ul. Wyścigowej. Jest godzina ósma. Przed wiaduktem stworzył się gigantyczny korek. - Dziwne - zastanawia się Andrzej Brzoza. - Zwykle czeka się tu nie dłużej, niż dwa cykle świetlne. Uwagę dziennikarzy przyciąga koparka, przejeżdżająca przez pasy ruchu, blokując samochody. - Takimi manewrami powinna kierować uprawniona osoba - mówi P. Malon. - Wykonawcy często o tym zapominają.

Przyczyna zatoru przed wiaduktem jest jednak inna. Na pasie ruchu stoi ciężarówka, z której wyciekło kilkaset litrów oleju. Interweniuje policja i straż pożarna. - Na zdarzenia losowe nie mamy niestety wpływu - wzdycha Marta Matczuk - Pisarek. - Ale i tak odbieramy później telefony z pretensjami.

Kolejny przystanek na naszej trasie to skrzyżowanie Wyścigowej i Turniejowej, zaraz za wiaduktem. Kiedy dokładnie przyglądamy się przyczynom zatoru, Paweł Malon zwraca uwagę na niepokojący obraz. Teren głębokich prac na drodze nie jest ogrodzony.

- Każdy wykop, powyżej 20 cm powinien być wygrodzony zaporami - mówi A. Brzoza. Wyciąga aparat fotograficzny i uwiecznia zaniedbanie. Wykonawca otrzyma wkrótce polecenie ogrodzenia wykopu. Jeśli tego nie zrobi, grozi mu upomnienia albo mandat.

Z ul. Wyścigowej przejeżdżają na teren kolejnej drogowej inwestycji - ulicę Ostrowskiego. Po drodze służbowy samochód wpada w dziurę. Andrzej Brzoza robi zdjęcie. - Zgłosimy to - mówi.

Na Ostrowskiego trzeba sprawdzić, czy wykonawca zastosował się do zaleceń WIM. - Zamiast 1,5 m drogi, zajął ją na szerokości 3,5 metra, zmuszając samochody do przejeżdżania częścią chodnika - tłumaczy P. Malon. - Przejazd został wygrodzony taśmą, ale zwróciliśmy się do niego z poleceniem skuteczniejszego zabezpieczenia ciągu pieszych. Dziennikarze powoli przejeżdżają ul. Ostrowskiego, sprawdzając, czy wykonawca wywiązał się z zadania. Tymczasową jezdnię od chodnika oddzielają barierki, sprawę uznają więc za załatwioną pozytywnie.

Tiry za oknem

Uczestnicy wyprawy kierują się na ul. Grabiszyńską. Około godz. 9 można nią przejechać bez większych trudności, ale to też wymagało wielu korekt i zmian organizacyjnych. - Przesuwaliśmy przejścia i wyspy przystankowe - wskazuje Marta Matczuk - Pisarek. - Na bieżąco monitorujemy przebieg prac i staramy się wprowadzać korekty, ułatwiające życie kierowcom i pieszym.

Kiedy jedziemy Grabiszyńską, pracownicy WIM wskazują na kolejny aspekt ich pracy. - Podczas remontów dróg ważne jest zapewnienie dogodnych dojazdów do stacji benzynowych, parkingów i posesji - mówią. - Jeśli jakiś obiekt zostanie pominięty, do naszych biur napływa fala skarg i protestów.

Przyjmowanie zażaleń i wysłuchiwanie narzekań to nieodłączny element pracy ludzi, odpowiedzialnych za organizację ruchu w mieście. - Kiedyś zadzwoniła do nas zaaferowana staruszka, skarżąca się, że pod jej oknami tir za tirem przejeżdża, spać nie można, spokoju nie ma - wspomina Paweł Malon. - Oczywiście pojechaliśmy na miejsce, sprawdzić w czym jest problem. Wskazana przez starszą panią ulica okazała się mieć 4 metry szerokości, a w dodatku była ślepa. Ale sprawdzić trzeba.

- Pamiętam, jak zadzwonił do mnie zdenerwowany mężczyzna, który krzyczał do słuchawki: Proszę pani, piekło mamy na Kasztanowej! Wytrzymać nie można! - opowiada Marta Matczuk - Pisarek. - Zdziwiłam się, bo przecież trudno we Wrocławiu o bardziej spokojną ulicę. Pytam jednak o szczegóły. Dopiero po długich narzekaniach pan dodał, że jest z Oleśnicy.

Poranny objazd południowej części miasta dziennikarze zakończyli ok. 9. 30. Wnioski? - Jak na poranny szczyt, jest całkiem nieźle - podsumowuje Paweł Malon. - Zapory wstawione, sygnalizacja uregulowana. Napiszemy pismo do wykonawcy, żeby ogrodził wykopy na Wyścigowej. No i tą dziurę zgłosimy.

Na Bema spokojnie

Popołudniowa trasa, w którą dziennikarze wyruszyli o godz. 15, przebiega przez północną część miasta. Najpierw kierują się w stronę przebudowywanego pl. Bema i ul. Sienkiewicza. Zaczyna się czas powrotów z pracy, ale nie widać większych utrudnień w tym rejonie.

- Bardzo dokładnie sprawdzaliśmy, czy przed rozpoczęciem prac trasa objazdu jest dobrze oznaczona - mówi Marta Matczuk - Pisarek - 7 dni przed wkroczeniem ekip budowlanych, organizujemy tzw. odbiór przedwdrożeniowy. W przypadku pl. Bema, nakazaliśmy wykonawcy wymianę tablic informacyjnych na bardziej czytelne.

Wrocławskie remonty ruszają zwykle w nocy z soboty na niedzielę, aby kierowcy mogli się przyzwyczaić do nowej organizacji ruchu. Następnie, pracownicy WiM i ZDiUM przeprowadzają tzw. odbiór powdrożeniowy, a potem obserwują sytuację przez kilka pierwszych dni po wprowadzeniu zmian. - Jeśli zachodzi potrzeba wdrożenia jakiejś korekty, natychmiast reagujemy - mówi Paweł Malon. - Przez cały czas trwania remontu drogi, wyznaczeni pracownicy nadzorują jego przebieg. Dodatkowo, kontrolujemy te miejsca w czasie cotygodniowych przejazdów, takich jak dzisiejszy.

Jeździli pod prąd

Z placu Bema dziennikarze jadą na miejsce kolejnej inwestycji, czyli przebudowy ul. Kamieńskiego. Pierwszy problem, to znak nakazujący skręt w prawo przy wyjeździe ze szpitala. Opadł na dół i nie jest widoczny dla kierowców. Andrzej Brzoza robi zdjęcie i wszyscy jadą dalej, do ul. Poświęckiej. - Na czas remontu trzeba nią jeździć pod prąd, do czego kierowcy na początku nie mogli przywyknąć - mówi Marta Matczuk - Pisarek. - Teraz jest lepiej, a objazd przebiega sprawnie.

Rzeczywiście, bez trudu dojeżdżają do ul. Żmigrodzkiej. Poza słabo widocznym znakiem, nie odnotowali tutaj większych utrudnień. Problem pojawia się dopiero na skrzyżowaniu Żmigrodzkiej i Bałtyckiej. Nie działa sygnalizacja świetlna, zaczyna tworzyć się korek. - Dziwne, zwykle podczas awarii światła działają w trybie awaryjnym - mówi Paweł Malon. Potem wykonuje telefon. - Tomku, Żmigrodzka - Bałtycka na czarno. Sprawdźcie, co się dzieje.

- O takich problemach informujemy ZDiUM. Mają tam monitoring pracy sygnalizacji i szybko ustalają przyczynę awarii - wyjaśnia.

Objazd kończy się o godz. 15.30. Oznacza to, że w pół godziny przejechali trasę od ul. Zapolskiej, przez pl. Bema, ul. Kamińskiego i Żmigrodzką, z powrotem do siedziby WIM. Jechali powoli, obserwując postępowanie prac. Wynik nie jest więc najgorszy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama