Reklama

Reklama

Wiceprezydent bierze delegację na pielgrzymkę

Wiceprezydent Wałbrzycha Piotr Sosiński w sierpniu ubiegłego roku, służbowym samochodem pojechał na zakończenie pielgrzymki do Częstochowy. Za wyjazd pobrał jeszcze 23 złote diety.

Według radnych lewicy to skandal i niewłaściwe wydatkowanie publicznych pieniędzy. Opozycji nie podoba się także zagraniczne szkolenie asystentki prezydenta Anny Żabskiej. Gmina zapłaciła za nie ponad 6,6 tys. zł.

Reklama

O sprawie poinformowała dziennikarzy, radna Lewicy i Demokratów Alicja Rosiak. Oba wyjazdy miały miejsce podczas minionych wakacji. Pierwszy to lipcowy wyjazd sekretarz miasta Magdaleny Kocur i asystentki prezydenta Anny Żabskiej na Europejski Uniwersytet Letni w Birmingham. Gmina łącznie zapłaciła za niego ponad 13 tys. zł. W programie m.in. szkolenia z języka angielskiego i z wykorzystywania środków unijnych. Drugi wyjazd to sierpniowa podróż zastępcy prezydenta Piotra Sosińskiego na zakończenie pielgrzymki do Częstochowy. Samorządowiec pojechał tam służbowym samochodem, za co gmina zapłaciła ponad 300 złotych. Wiceprezydent wziął jeszcze dietę w wysokości 23 zł.

Dieta to już żenada

Według Alicji Rosiak zasadność tych wyjazdów jest co najmniej wątpliwa. - Oczywiście w żaden sposób nie mamy pretensji do pani sekretarz. Bardzo dobrze, że pojechała się szkolić - tłumaczy. Nie znajduje jednak wytłumaczenia, po co do Anglii pojechała asystentka prezydenta? - Czemu to ma służyć? Jak koresponduje to z jej pracą? - pyta Alicja Rosiak, która wprost nazywa to wakacjami za publiczne pieniądze. Podobnie rzecz ma się z wyjazdem Piotra Sosińskiego. - Jaka jest zasadność wydatkowania naszych pieniędzy na wyjazd na zakończenie pielgrzymki. Jeżeli pan prezydent miał taką potrzebę mógł po prostu pójść w pielgrzymce - uważa Rosiak. - Żenujące jest to, że prezydent za ten wyjazd wziął jeszcze 23 złote diety - dodaje jej klubowy kolega Paweł Szpur. Według lewicy nie są to duże kwoty, nie zachwieją one finansami miasta, ale chodzi o przejrzyste zasady ich wydatkowania.

Zarzuty opozycji - dotyczące wyjazdu swojej asystentki - odpiera prezydent Piotr Kruczkowski. Tłumaczy, że Dolny Śląsk ma podpisane porozumienie z regionem West Midlands, a na Europejski Uniwersytet Letni urzędnicy z różnych miast województwa (także z Wałbrzycha) jeżdżą od 2002 roku. - Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Zajęcia obejmują m.in. szkolenia językowe i w instytucjach samorządu angielskiego - tłumaczy Piotr Kruczkowski. Dlaczego jednak pojechała tam asystentka Anna Żabska? Według lewicy w urzędzie jest wiele innych osób, którym to szkolenie bardziej się przyda. - Nie przyjmuję zarzutu, że asystentka prezydenta miasta nie powinna się szkolić. Zresztą podam przykład z dzisiaj. Mieliśmy w ratuszu czterech inwestorów ze Stanów Zjednoczonych. Moja asystentka tłumaczyła wszystkie prowadzone rozmowy handlowe. Podejrzewam, że koszt wynajęcia tłumacza byłby wyższy niż koszt tego szkolenia - podkreśla Kruczkowski.

Reprezentowałem miasto

W wyjeździe na pielgrzymkę nic złego nie widzi Piotr Sosiński. Podkreśla, że reprezentował tam urząd i miasto. - Było tam ponad 1000 osób, w tym kilkaset z Wałbrzycha. Uroczystości miały charakter oficjalny, uczestniczyli w nich przedstawiciele gmin, z których pochodzili pielgrzymi - tłumaczy. - Wydaje się czymś oczywistym, że reprezentant władz miasta powinien w nich uczestniczyć - dodaje. Zarzuty lewicy przypominają mu klimat wojny religijnej. - Być może gdybym uczestniczył w konferencji filatelistów polskich, zarzutów by nie było. Radni LiD chcą pokazać, że udział przedstawiciela miasta w uroczystościach religijnych jest czymś niedopuszczalnym - podsumowuje Piotr Sosiński.

Michał Wyszowski

wyszowski@nww.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy