Reklama

Reklama

W 10. Rocznicę wielkiej powodzi

W zeszłym tygodniu minęło dziesięć lat od wielkiej powodzi, która w Dusznikach Zdroju i Szczytnej pochłonęła łącznie 9 osób.

W rocznicę tego kataklizmu (22 lipca br.) w obu miastach odbyły się uroczystości, w obu po godz. 21, kiedy wszystko się zaczęło...

Reklama

- Pierwsze grzmoty słychać było już o godz. 17. Była to mała burza, która spowodowała pierwsze podtopienia, pierwsze wyjazdy strażaków do zalanych piwnic. Nikt się nie spodziewał, że najgorsze dopiero przyjdzie. Około 22.15 burza się rozszalała, ściana deszczu i od tego momentu padało do 4 rano...Tak burmistrz Marek Szpanier wspominał 22 lipca 1998 roku w Szczytnej.

W 10. rocznicę powodzi wyświetlono amatorski film pokazujący ulice w wodzie i otwarto wystawę fotografii. Nieprzypadkowo uroczystość odbyła się na ul. Kościelnej - w tamtym czasie, z godziny na godzinę, stała się ona jedną, wielką rzeką, płynącą na ulice: Wolności, Sienkiewicza.

- To nie rzeka zalała nas pierwsza, ale woda z pól, ulic i na koniec woda z rzeki - przypominał M. Szpanier. Uczczono również pamięć dwóch ofiar powodzi: Romana Dula i Stanisława Handzlika.

W tym samym czasie, 22 lipca br., w Dusznikach Zdroju odsłonięto tablicę upamiętniającą śmierć aż siedmiu mieszkańców. 23 lipca 1998 r. zginęli: Maciej Lewicki, Henryk Cieślik, Stanisław Osucha, Piotr Uścienny, Bogumiła Bem-Gębura, Michał Gębura i Józef Roszkowski.

- Na śmierć trojga z nich patrzyły moje kapłańskie oczy i krwawiło serce, że poza sakramentalnym rozgrzeszeniem, którego im udzieliłem, nie można było im już pomóc - wspominał ze wzruszeniem ks. Mirosław Wójtewicz. - Był wczesny ranek, 23 lipca. Po nieprzespanej nocy, po tym iście księżycowym krajobrazie próbowałem dotrzeć do szpitala.

Placem Warszawy przejścia nie było - zalany wodą. Próbowałem ul. Kłodzką. Koło papierni stała kilkunastoosobowa grupa mieszkańców. Przejść nie mogłem, bo ulicą przepływała woda i właśnie w tej chwili oczy nas wszystkich patrzyły z przerażeniem, jak zsuwająca się na jezdnię skarpa zepchnęła w ten rozszalały żywioł wody małżonków idących poboczem do pracy w ZEM-ie. I ten paraliżujący krzyk biegnącej kobiety: "Niech nikt nie skacze!".

Rzeczywiście, jakakolwiek pomoc była niemożliwa, pochłonęłaby kolejne ofiary. Udzielając rozgrzeszenia zauważyłem przez moment wynurzoną z wody głowę człowieka, który w takich okolicznościach rozstawał się z tym światem i wkraczał w życie wieczne.

W Dusznikach Zdroju również otwarto wystawę fotograficzną pokazującą miasto znękane kataklizmem. Dostępna jest ona w Pijalni Wód Mineralnych.

mm

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje