Reklama

Reklama

Polonista-pedofil z Kalisza usłyszał zarzuty

Trzydzieści zarzutów, m.in. gwałtu na małoletniej oraz "wykonywania innych czynności seksualnych" z dziewczynkami w wieku od 9 do 17 lat - znalazło się w akcie oskarżenia polonisty i b. dziennikarza Henryka G.

Wrocławska prokuratura wysłała w poniedziałek akt oskarżenia do sądu. Mężczyźnie grozi do 12 lat więzienia.

Reklama

Jak poinformował w poniedziałek naczelnik wrocławskiego oddziału Prokuratury Krajowej we Wrocławiu Edward Zalewski, mężczyzna nie przyznaje się do winy. Przyznaje się jedynie do rozpijania małoletnich. - W sumie mężczyzna zdołał oszukać 26 dziewczynek w różnym wieku. Stosował różnego rodzaju techniki wprowadzania w błąd. Przede wszystkim stworzył wokół siebie otoczkę człowieka, który zajmuje się sesjami fotograficznymi, fotomodelingiem - mówił prokurator.

Henryk G. m.in. założył dwie strony internetowe, które miały go uwiarygodnić nie tylko w oczach małoletnich dziewczynek, ale przede wszystkim ich rodziców. Potrafił w bardzo różny sposób, stopniowo zdobywać zaufanie dzieci. W sumie mężczyzna uprawiał przestępczy proceder od 2004 do 2006 r.

Zalewski nie chciał powiedzieć, jak sprawa wyszła na jaw. Powiedział jedynie, że rodzice również padli ofiarą oszusta.

- Mężczyzna wynajmował profesjonalne atelier, hotele. Wyjeżdżał z dziewczynkami w plenery. Pomysłowość jego była ogromna - mówił Zalewski. Prokurator dodał, że dziewczynka, którą mężczyzna zgwałcił, miała 14 lat. Odmówił podania innych informacji na ten temat.

G. od listopada 2006 r. przebywa w areszcie. Z wykształcenia jest polonistą, ale prokuratura nie wie, czy uprawiał ten zawód. - Wiem, że był dziennikarzem w Kaliszu. Miał nawet jakieś swoje pismo adresowane do młodzieży - mówił prokurator Zalewski.

Rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski poinformował, że na trop mężczyzny wpadli wrocławscy policjanci prowadzący śledztwo dotyczące oszustw w internecie. Ustalili oni m.in., że mężczyzna prowadzi agencję modelek i że poprzez nią wykorzystywał zgłaszające się do niego dziewczyny.

Henryk G. był też dyrektorem Powszechnego Centrum Oddłużeniowo- Kredytowego (PCOK), które oferowało rzekome pośrednictwo w spłatach długów między dłużnikami a bankami. Jak się okazało, klienci wpłacali po kilkaset lub kilka tysięcy złotych, z których PCOK przelewał na konto banku tylko niewielką ich część.

- Żerowano na ludziach będących w wyjątkowo trudnej sytuacji, nie mających żadnej możliwości uzyskania kredytów na spłatę swoich długów - powiedział rzecznik ostrowskiej prokuratury okręgowej Janusz Walczak. Dodał, że z zabezpieczonej dokumentacji wynika, iż PCOK zawarło umowy na świadczenie swoich usług z blisko 1800 osobami z całego kraju. Dotychczas przesłuchano kilkaset z nich.

Walczak wyjaśnił, że czyny zarzucane Henrykowi G. są zagrożone karą do 8 lat więzienia, ale jeśli zostaną one zakwalifikowane jako oszustwo w odniesieniu do mienia znacznej wartości, grozić mu będzie kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje