Reklama

Reklama

Pokochaj Cygana

W Wałbrzychu jest ich około 350. Zamieszkują głównie na Białym Kamieniu, Starym Zdroju i przy niesławnej ul. Osiedleńców, gdzie w urągających warunkach egzystuje wielu najbiedniejszych mieszkańców miasta.

Tutejsi Cyganie są przedstawicielami szczepu Bergitka Roma. Choć na co dzień muszą sobie radzić z powszechną dyskryminacją i nieufnością ze strony sąsiadów. Nie zmienia to faktu, że od wielu lat są integralną częścią wałbrzyskiej społeczności. Dzięki takim ludziom jak Sylwia Maroń czy Stanisław Boldyzer powoli zaczyna się zmieniać obraz wałbrzyskiego Roma. Ciągle jednak jest bardzo wiele do zrobienia.

Reklama

Mieszkanie państwa Boldyzerów w wałbrzyskiej dzielnicy Podgórze nie różni się niczym od lokali zajmowanych przez ich polskich sąsiadów. I właściwie dlaczego miałoby się różnić. Od lat 60. kiedy komunistyczna władza w Polsce (ale także w Czechosłowacji czy na Węgrzech) nakazała Cyganom zaprzestanie koczowniczego trybu życia, ogromna większość z nich dostosowała się do zaleceń, które praktycznie zniszczyły ich wielowiekową tradycję. Romowie zamieszkali w kamienicach, poszli do pracy i coraz częściej brali sobie polskie żony. Tak mniej więcej wygląda historia właśnie Stanisława Boldyzera z Podgórza. - Dziś tabory, sprzedawcy patelni czy cyganki wróżące z ręki to już tylko odległa tradycja. Większość Romów się zasymilowała i boryka się z takimi samymi problemami, jak reszta społeczeństwa. Najważniejszym z nich jest brak pracy. Biorą co się da - mówi Boldyzer. On sam ze względu na problemy zdrowotne nie może podjąć stałego zatrudnienia, ale mimo tego nie liczy tylko i wyłącznie na opiekę społeczną.

Mąż, głową rodziny

Z pomocą przyszło to, z czego Romów dobrze znamy i za co ich kochamy, czyli ich muzykalność. Pewnie niewiele osób wie, że w Wałbrzychu działa 10-osobowy zespół cygański, który nazywa się "Nowa Roma". - Gramy przede wszystkim tradycyjną muzykę cygańską, ale z nowoczesnymi elementami. Śpiewanym po polsku i romsku. Mamy w składzie m.in. gitary, akordeon i organy. Mój syn Sebastian uczy się obecnie gry na skrzypcach - nie kryje dumy Stanisław Boldyzer, przez swoich cygańskich braci znany jako Hosy. Pana Stanisława oraz jego nastoletnich synów Piotra i Sebastiana nie trzeba było długo namawiać na mini koncert. W tany dała się nawet porwać współautorka tego tekstu, dla której "na biegu" znaleziono tradycyjny romski kostium żeński.

Ogromną cierpliwość w stosunku do codziennych prób wykazuje polska żona muzyka i założyciela zespołu, pani Mariola. Boldyzerowie pobrali się 19 lat temu, ale pani Mariola do dziś nie nauczyła się romskiego, mimo że poznała i szanuje cygańskie tradycje. Zupełnie otwarcie i bez owijania w bawełnę, mówi o uległej roli kobiet w rodzinach cygańskich. - Kobiety nie mają prawa chodzić w spodniach, nie mogą też przerywać mężowi, gdy mówi. Tak powinno być w każdej rodzinie, że to mężczyzna jest jej głową. Gdy bierzemy udział w uroczystościach w domach romskich, bardzo często kobiety i mężczyźni siedzą w osobnym pomieszczeniach, ale tańczą już razem - deklaruje pani Mariola. - Czuję się członkiem tej wielkiej rodziny. Ze względu na szacunek do osób starszych mówi się wujku czy ciociu i to zawsze w trzeciej osobie. Kocham ich unikalną kulturę i cieszę się, że mogę być jej częścią...

Zagramy wszędzie

Małżeństwo z Cyganem ma jednak także swoje ciemne strony. Z dyskryminacją Boldyzerowie spotykają się na każdym kroku, nawet na własnej klatce schodowej czy przed budynkiem, gdzie na porządku dziennym są epitety pod adresem ich ciemniejszego koloru skóry czy pochodzenia. - Musimy jakoś to znosić. Jesteśmy jednak częścią tego miasta i choć ze złymi stereotypami walczy się bardzo mozolnie, wierzę, że nasz zespół muzyczny przekona do nas mieszkańców Wałbrzycha. Chętnie zagramy i zaśpiewamy na każdej imprezie, na którą nas zaproszą - mówi Stanisław Boldyzer.

W wałbrzyskim urzędzie miejskim nie ma obecnie osoby odpowiedzialnej za sprawy romskie, choć władze deklarują, że zdają sobie sprawę z potrzeby istnienia takiego stanowiska. - Istnieje potrzeba funkcjonowania pełnomocnika do spraw Romów. Organizowany był konkurs na pełnomocnika, jednak nie było ofert, które spełniałyby jego warunki. W najbliższym czasie ponownie ogłoszony zostanie konkurs na to stanowisko - zapewnia rzeczniczka ratusza Ewa Frąckowiak. Deklaruje, że działania miasta w stosunku do mniejszości romskiej są cały czas prowadzone. - W szkołach podstawowych zatrudnieni są nauczyciele wspomagający dzieci romskie. Zatrudnieni są także asystenci romscy. Na Dolnym Śląsku mamy ich najwięcej w stosunku do ilości dzieci. Są także wydzielone dodatkowe środki na zajęcia wyrównawcze i pozalekcyjne. Organizowane są imprezy integracyjne. W dalszym ciągu składamy także wnioski do rządowego programu - dodaje rzeczniczka.

Sylwia z powołania

O stanowisko pełnomocnika bezskutecznie ubiegała się Sylwia Maroń, jedna z romskich mieszkanek Wałbrzycha. Na co dzień żona nie Cygana, matka dwóch córek i "ciocia" dla wszystkich swoich cygańskich podopiecznych z Zespołu Szkół Specjalnych nr 10, w której jest wychowawcą. Dla młodzieży romskiej jest autorytetem. To właśnie do niej prześladowane dzieci przychodzą ze swoimi problemami. A żaden pedagog nie zrozumie ich lepiej niż ona sama. - Jako dziecko doświadczyłam wielu upokorzeń. W szkole często odczuwałam jarzmo swojego pochodzenia. Nawet nauczyciele, dawali odczuć, że jestem tą inną - wspomina. - Nie miałam pieniędzy na teatr, kino czy kolejne zeszyty. Ojciec zawsze powtarzał, że jest mi to niepotrzebne, bo i tak profesorem nie zostanę - dodaje. Miastem, z którego pochodzi jest Kłodzko. W wieku 7 lat wraz z dziadkami przyjechała do Wałbrzycha. Także tutaj poznała swojego męża i założyła rodzinę. - Mąż nie jest Romem. Ojciec w swoich planach miał dla mnie innych kandydatów. Zawsze jednak miałam jakieś wymówki i sama wybrałam osobę, z którą chcę spędzić resztę życia - opowiada. W tradycji cygańskiej obcy nie może tak po prostu zabrać kobiety z domu. Początkowo Gadzin, (bo tak nazywa się wszystkich nie-Romów), musiał zamieszkać z rodziną Maroń, aby ta go poznała i zaakceptowała.

Sylwia zaangażowana jest w życie nie tylko uczniów. Jest członkiem Zespołu do Spraw Romskich Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych. Jest koordynatorem rządowego programu na rzecz społeczności romskiej. Organizuje wycieczki, koncerty. Bierze udział w konferencjach poświęconych edukacji dzieci romskich, a jeśli trzeba sama pisze pisma do urzędów w imieniu swych pobratymców, którym dokucza nędza, prześladowania, czy brak warunków socjalnych. Jest z nimi na dobre i na złe, bo jest jedną z nich i z dumą to podkreśla. Na pytanie czy dobrze czuje się w Wałbrzychu, odpowiada trochę z przekorą, że nie jest źle, choć zawsze mogłoby być lepiej.

- Zdarzało się tak, że nie przyjmowano wniosków ode mnie w urzędach. Miałam wrażenie, że tylko dlatego, że jestem Cyganką. - wspomina Maroń. Według niej wałbrzyszanie widzą Roma przez pryzmat stygmatu jaki na nim ciąży - Stereotyp Cygana jest bardzo mocno zakorzeniony w polskim społeczeństwie. Z góry zakłada się, że to złodziej, brudas, nierób, w najlepszym wypadku muzykant, namiętny kochanek, "niebieski ptak". Tak jak społeczeństwo polskie, tak i Romowie są grupą zróżnicowaną. I nie powinno się na podstawie złych doświadczeń z jednostką oskarżać całej grupy. Niestety nawet u małych dzieci już występuje stereotypowe postrzeganie - stwierdza. Jako wychowawca, zwraca uwagę na szereg trudności, na jakie narażone są cygańskie dzieci. - Romskie maluchy nie potrafią rozróżniać prawej i lewej ręki, nie rozpoznają zwierząt, a przede wszystkim nie znają języka polskiego. Mały Rom już na podwórku spotyka się z wyzwiskami, następnie przeszkodą jest szkoła, w której dziecku cygańskiemu wyjątkowo trudno się zaaklimatyzować. Nieznajomość języka polskiego jest częstym powodem naśmiewania się z takiego dziecka, a w konsekwencji prowadzi do tego, że dziecko cygańskie samo odstaje z boku, nie chcąc się narażać na szykany - dopowiada. Problemy w szkołach to jednak dopiero początek romskich bolączek. Maroń zwraca uwagę również na trudności ze znalezieniem pracy. - To prawda, że głównym powodem jest brak wykształcenia, ale czy ktoś widział kobietę romską pracującą w sklepie za ladą, lub w markecie przy kasie? - pyta kobieta. Uroda w tym wypadku jest przekleństwem, a nie atutem - puentuje.

Poznajmy się!

Obecnie Romowie z Wałbrzycha, Kłodzka i Wrocławia, biorą udział w rządowym programie, dzięki któremu mogą zrobić prawo jazdy, wziąć udział w kursach na wózki widłowe. Kobiety uczą się obsługiwać komputer, a także uczestniczą w warsztatach stylizacji paznokci. Sylwia Maroń chce zwrócić uwagę właśnie na te pozytywne aspekty życia Romów. Zapewnia, że Romowie, tak jak Polacy, czy każda inna nacja, to wartościowi ludzie, zasługujący na szacunek i godne życie. Jak opowiada Maroń, wałbrzyscy Cyganie są bardzo związani ze swoim miastem, szczególnie z najbliższą okolicą. W ich miejscach zamieszkania nie spotyka się konfliktów polsko romskich, co najwyżej docinki czy rasistowskie uwagi. Jednak dzięki środkom unijnym Romowie mogą brać udział w wielu przedsięwzięciach, które mają wpływ na większą asymilację z resztą społeczeństwa. A co najważniejsze, zaznacza Maroń: - Nie niszczy to kultury cygańskiej. A ta jak wiadomo to przede wszystkim muzyka, barwne stroje, silne więzy rodzinne i oryginalna kuchnia, w której prym wiodą mięsne potrawy. Dla Romów większe znaczenie ma przeszłość niż przyszłość. Co w dzisiejszych czasach jest ciężko zaakceptować.

- Sama spotykam się z pytaniami różnych ludzi "no ale jak to u was jest?" zawsze staram się jak najbardziej wyczerpująco odpowiadać. Uważam, że właśnie wzajemne poznanie i zaakceptowanie pozwoli żyć nam w harmonii - optymistycznie kończy Romka.

Marzena Michalec

Mateusz Mykytyszyn

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama