Reklama

Reklama

Odcięci od świata

Obwodnica jest potrzebna. Nikt zresztą tego nie kwestionuje. Problem w tym, że oddziela ona mieszkańców części ul. Zatorze i Przygórza - łącznie około 200 osób - od miasta.

Do tej pory korzystali oni z przeciętej przez obwodnicę drogi, by dostać się do lekarza, szkoły, sklepów, itp. Teraz muszą nadkładać minimum 12 kilometrów. Nikt nie uwzględnił ich w planach tej inwestycji.

Reklama

W projekcie obwodnicy nie znalazło się miejsce dla przejścia dla pieszych. Nie ma ani "kładki" nad jezdnią, ani przejścia podziemnego.

- Wszyscy chodzili tędy do miasta. Co mają zrobić teraz osoby bez samochodu, mają iść 12 kilometrów na około? - nie kryje zdenerwowania Halina Kochajkiewicz. - A starsi ludzie? Jak mają dotrzeć choćby do lekarza?

- Najlepiej niech od razu postawią w tym miejscu informację o czarnym punkcie - wtóruje Marzanna Siwecka. - Będzie tutaj dochodzić do tragedii. Droga miała być bezpieczna, wydano na nią 80 milionów złotych, a będzie katastrofa za katastrofą.

W miniony wtorek zaczął się odbiór techniczny obwodnicy. Mieszkańcy skorzystali z tego faktu i starali się wpłynąć bezpośrednio na Wojciecha Stefunko, zastępcę dyrektora do spraw technicznych Dolnośląskiej Służby Dróg i Kolei we Wrocławiu, która jest inwestorem projektu. Jednak nie przyniosło to żadnego skutku.

- Wszystkie prace zostały wykonane zgodnie z projektem. Gdzie byliście Państwo, gdy ustalaliśmy, jak ma przebiegać inwestycja? Zrobiliśmy dojazdy do gospodarstw, tunele dla rolników gwarantujące dojście często tylko do jednego pola. Nikt podczas opracowywania planu nie wspominał o waszym interesie. Możecie mieć pretensje tylko do swoich władz lokalnych, że was nie reprezentowały - mówi W. Stefunko.

- Budowy obwodnic nigdy nie odbywają się bez zatwierdzenia przez urzędy miasta, gminy, a nawet starostwa powiatowego. Projekt został podpisany. Sam o problemie mieszkańców tej ulicy dowiedziałem się ok. 7 miesięcy temu. Jedynym wyjściem jest to, by burmistrz na koszt miasta zbudował przejście.

Do tego dochodzi jeszcze inna kwestia. Mieszkańcy uważają, że skrzyżowanie jest samo w sobie niebezpieczne - również dla kierujących pojazdami.

- Mógłby pan tu stanąć - zwraca się z prośbą do W. Stefunko H. Kochajkiewicz. - Nie widać stąd, czy nadjeżdża samochód (mowa o wjeździe na obwodnicę z ul. Zatorze od strony centrum miasta - przyp. red.). Skarpa wszystko zasłania, jest za duża.

- Wszystko jest tak, jak powinno być - stwierdza krótko W. Stefunko. - Ponadto tam jest ograniczenie do "czterdziestu".

- Już widzę jak wszyscy będą tu jeździć "czterdzieści na godzinę" - ripostuje Ryszard Czerwiński. - Zwłaszcza na nowej, prostej drodze.

- Nie odpowiadam za przestrzeganie przepisów przez kierowców - ucina temat W. Stefunko.

Z przedstawicielem DSDiK nie zgadza się burmistrz Tomasz Kiliński. Twierdzi on, że to właśnie inwestor powinien zapewnić wszystkie elementy obwodnicy ułatwiające życie mieszkańcom. - Równie dobrze pan Stefunko mógł powiedzieć, że to mieszkańcy są winni, bo nie zgłosili na początku uwag do projektu - mówi. - Jest to zgodne z jego tokiem myślenia.

Burmistrz zaznacza, że prowadzi rozmowy z zarządem województwa - zleceniodawcą obwodnicy - by znaleźć rozwiązanie dla tej sytuacji. Jednak nie potrafi powiedzieć, kiedy będą jakieś postanowienia i czy w ogóle będą. Na razie nie chce się wypowiadać, czy urząd miasta rozważa jakąś alternatywę.

Całość II etapu obwodnicy zostanie udostępniona dla ruchu dopiero we wrześniu. Ma to związek z modernizacją ulicy Sokola, gdzie trzeba wzmocnić most, itp. Mieszkańcy ul. Zatorze mają nadzieję, że do tej pory znajdzie się jakieś sensowne wyjście i problem zostanie rozwiązany. Póki co, jak sami podkreślają, zostają z niczym - wszyscy tylko umywają ręce, a oni poniosą tego największe koszty.

dj

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne