Reklama

Reklama

Mołoń: Nie chciałem robić zamachu na sztukę

Wicemarszałek woj. dolnośląskiego Radosław Mołoń zapewnił, że nie chce ingerować w kulturę, lecz uporządkować finanse podległych mu placówek kultury w regionie. W przyszłym tygodniu rozpoczyna konsultacje z dyrektorami dwóch dolnośląskich teatrów i opery.

Najprawdopodobniej w przyszły wtorek - termin jest jeszcze uzgadniany między zainteresowanymi stronami - Mołoń spotka się z dyrektorką Opery Wrocławskiej Ewą Michnik, dyrektorem Teatru Polskiego we Wrocławiu Krzysztofem Mieszkowskim i dyrektorem Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy Jackiem Głombem.

Reklama

Wicemarszałek chce "wprowadzić do wyżej wymienionych placówek menadżerów, którzy wzięliby odpowiedzialność za ich finanse".

"Nie zamierzam ingerować"

- Nigdy nie ingerowałem, nie ingeruję i nie zamierzam ingerować w działalność artystyczną żadnego z dyrektorów. Nigdy ich nie deprecjonowałem. Wręcz przeciwnie, publicznie dziękowałem za ich dokonania. Dostają nagrody i my jesteśmy z tego dumni. Kwestie artystyczne nie wchodzą w grę. Nie chciałem dokonywać komercjalizacji teatrów ani robić zamachu na sztukę czy kulturę. Chodzi mi tylko i włącznie o finanse i ich uporządkowanie. Chcę zadbać o płynność finansową tych jednostek - przekonywał w rozmowie wicemarszałek.

Poinformował, że zeszłoroczny budżet woj. dolnośląskiego zakładał, iż na kulturę zostanie przeznaczonych ponad 63,5 mln zł. Ostatecznie wydano 67,8 mln zł. W tym roku zaplanowano na kulturę 68 mln zł, ale Mołoń przewiduje, iż dyrektorzy niektórych placówek nie zmieszczą się w swoich budżetach i znowu trzeba będzie dokładać.

Jako przykład Mołoń podał Teatr Polski we Wrocławiu, który nie tylko przekroczył w ubiegłym roku budżet, ale jeszcze groziło mu niebezpieczeństwo wyłączenia prądu w budynku. Teatr - zdaniem wicemarszałka - miał zaległości w płaceniu za media. Z kolei legnicki teatr trzeba było oddłużyć, bo również przekroczył budżet.

Niepokojąca sytuacja finansowa placówek

Wicemarszałek wyjaśnił, że o ile nie wtrąca się w plany artystyczne tych placówek i nie ingeruje w układanie repertuaru, o tyle sytuacja finansowa bardzo go niepokoi. - Wtrącam się do finansów, bo sytuacja niektórych placówek jest niepokojąca. Sytuacja jest trudna i z roku na rok narasta - mówił Mołoń.

Tymczasem przed tymi placówkami stają nowe wyzwania finansowe, którym nie tylko trzeba będzie sprostać, ale jeszcze wywiązać się z właściwego rozliczenia; np. Opera Wrocławska dostanie 103 mln zł ze środków unijnych na budowę sceny letniej. Z kolei Teatr Polski dostanie 24 mln zł na remont sceny. - Chcemy jeszcze wygospodarować dodatkowe finanse na remont widowni - zaznaczył wicemarszałek.

Mołoń przyznał, że popełnił jeden błąd: nie skonsultował wcześniej pomysłu wprowadzenia menedżerów z dyrektorami zainteresowanych placówek. - I za to publicznie przeprosiłem i przepraszam - powiedział.

"O pomyśle dowiedzieliśmy się z mediów"

Rzeczniczka Opery Wrocławskiej Elżbieta Szczucka wyznała w rozmowie, że o pomyśle wicemarszałka dowiedzieli się z mediów. Poinformowała, że dyrektorka Opery Wrocławskiej Ewa Michnik po informacji o wprowadzeniu menedżerów do teatrów spotkała się z wicemarszałkiem i zapowiedziała, że nie wystartuje w konkursie na dyrektora placówki, którą kieruje od 1995 r. "Pani dyrektor oddała się do dyspozycji wicemarszałka" - wyjaśniła Szczucka.

W Teatrze Polskim we Wrocławiu po każdym spektaklem odczytywane jest "stanowisko zespołu" w proteście przeciwko pomysłowi marszałka. Rzeczniczka placówki Kinga Wołoszyn-Świerk poinformowała, że artyści "nie zgadzają się z decyzją wicemarszałka, której konsekwencją może być przekształcenie dolnośląskich teatrów w teatry komercyjne". Dlatego też po każdym spektaklu aktor odczytuje stanowisko zespołu i prosi publiczność o wsparcie w postaci pisania maili do marszałka.

"Wprowadzenie menedżerów to zły pomysł"

Dyrektor legnickiego teatru Jacek Głomb powiedział, że pomysł wicemarszałka z wprowadzeniem menedżerów to zły pomysł. - Menedżer będzie domagać się projektów, które się dobrze sprzedadzą, więc będziemy grać bajki dla dzieci i farsy - mówił Głomb. Zaznaczył, że zarządza teatrem w sensie artystycznym i finansowym od 18 lat i dobrze sobie radzi.

- Teatry są niedofinansowane nie od dzisiaj, ale radzimy sobie najlepiej jak potrafimy - mówił Głomb. Jeśli czasami na koniec roku zabraknie mu pieniędzy, to "nie ma w tym nic nadzwyczajnego" i stara się radzić sobie na różne sposoby, m.in. prosi o dofinansowanie Urząd Marszałkowski.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje