Reklama

Reklama

Mili, uśmiechnięci i namolni

Są mili, uśmiechnięci i nieco... namolni. Próbują zachęcić do kupna, rzekomo francuskich, perfum. Oczywiście po promocyjnej cenie. Gdy firma otworzy sklep w galerii handlowej, będzie znacznie drożej... Tyle, że takie stoisko nigdy nie powstanie, a cena, którą rzekomo musielibyśmy zapłacić w sklepie, jest wzięta z sufitu.

Od wielu dni po legnickim deptaku, głównie reprezentacyjnej ulicy Najświętszej Marii Panny przechadzają się młodzi ludzie oferujący sprzedaż drogich - jak mówią - oryginalnych francuskich perfum. Młodzi mężczyźni nienagannie ubrani w białe lub kolorowe koszule z mankietem, pod krawatem z walizeczką perfum. Zagadują przechodniów. Jedni odchodzą machając ręką, że brak czasu, że się spieszą.

Reklama

- Pan od tych perfum francuskich? Panie daj spokój, wiem o co chodzi - przystaje na moment młody jegomość.

Inni przystają ciekawi, cóż to za wyjątkową oferta ich czeka. Po chwili i my podchodzimy. Zagadujemy uroczą blondynkę. Ma około 20 lat, uśmiecha się, gdy pytamy o perfumy.

- Dzień dobry, witam, Sabrina jestem - chętnie wyciąga do nas dziewczęcą dłoń. - Widzę, że jest pan bardzo zainteresowany.

Nie zaprzeczamy.

- Mam dla pana wyjątkową okazję. Oryginalne drogie francuskie perfumy w bardzo atrakcyjnej cenie. Nie pożałuje pan. Proszę zobaczyć. Za dwa tygodnie nasza firma będzie miała swój sklep w legnickim markecie i tam będą już drogie ceny. Dziś specjalnie dla pana mamy promocję - zaczyna Sabrina.

Od razu dostajemy sprayem w okolice nadgarstka. Na jedną rękę męski zapach, na drugą - damski. - Na pewno kocha pan swoją żonę, to wyjątkowa okazja, przekona się pan, żona będzie zachwycona - nie przestaje nagabywać blondynka.

Na liście szczęśliwców

Demonstracyjnie wąchamy. Męski zapach w miarę przypadł nam do gustu, gorzej z damskim. Wątpliwe, by żonie się spodobały. Kosmetyki miały ostry, gryzący w nozdrza, mało przyjemny zapach. Brniemy dalej. Udajemy, że jesteśmy bardzo zainteresowani. Pytamy o cenę. Właściwie to pytać nie musieliśmy, bo urocza Sabrina nas wyprzedziła, cały czas do nas mówiąc.

- Te perfumy mam dla pana w wyjątkowej cenie, specjalnie dla pana, za jedynie 50 zł. Ale to jeszcze nie wszystko. Proszę sobie wyobrazić, że znalazł się pan na liście 30 naszych klientów, którzy mogą skorzystać ze specjalnej promocji - kontynuuje Sabrina.

Ciekawość nas zżera. O jaką listę chodzi?

- Wystarczy odpowiedzieć na proste pytanie. Na pewno pan nie będzie miał problemu z odpowiedzią. Proszę powiedzieć ile lat ma stacja telewizyjna Polsat. Dla ułatwienia podam trzy możliwość: 10, 15 a może 20 lat - pyta nas Sabrina.

Powoli już nie nadążamy za tym monologiem. Trudno się skupić, bo pytanie ni z gruszki ni z pietruszki. Z tego co wiemy, Polsat istnieje na rynku od 1992r., czyli... 17 lat. Mówimy, że 15, bo to bliżej 17.

- Super - wykrzykuje dziewczyna. - Wygrał pan super niespodziankę. Nagrodą będzie ten drogi perfum za jedyne 99 zł. A dodatkowo dostanie pan gratis dwa inne kosmetyki. O, widzę, że już wyciąga pan z kieszeni portfel. Ma pan dziś wielkie szczęście, kupił pan wyjątkową rzecz. Żona na pewno się ucieszy - prorokuje.

Najwyższy czas zakończyć już ten "kontrolowany zakup". Ujawniamy się. Gdy Sabrina dowiaduje się kim jesteśmy, nieco traci entuzjazm. Wciąż jest jednak miła.

- Ale mnie pan wrobił. I pewnie jeszcze mnie pan nagrywał. No to pięknie. Teraz stracę pracę - wzdycha niepocieszona.

Uspokajamy ją, że nie mamy złych intencji. Pytamy, dlaczego sprzedaje rzekomo drogie, oryginalne perfumy naciągając w ten sposób ludzi. Dziewczyna zaprzecza. Przekonuje, że wszystko jest legalne. Pokazuje nam zaświadczenie wystawione przez swego pracodawcę o tym, że może sprzedawać na ulicy perfumy.

My nie daliśmy się nabrać, ale niektórzy przechodnie, jak najbardziej. Po wielogodzinnym nagabywaniu, zawsze jakiś przechodzień zdecyduje się kupić tanie "oryginalne" perfumy. Pani Ania z Legnicy została skutecznie wciągnięta w machinę wyjątkowej promocji. Zagadnął ją młody chłopak. Przystanęła, chwila rozmowy i już wyciąga pieniądze z portfela.

- Wiem, wiem, pewnie to podróbki, ale wie pan co, dziś mam głowę pełną różnych rzeczy i już dla świętego spokoju kupiłam dwa kosmetyki. Zapłaciłam 50 złotych. To przecież nie taki majątek. I tak jest taniej, niż w sklepie, a że zapach szybko wietrzeje? Niech stracę - tłumaczy legniczanka.

"Nie wciskamy ludziom kitu"

"Perfumiarze" sprzedają francuskie kosmetyki firmy New Collection Group. Ich dystrybutorem jest wrocławska firma Apollo Sławomira Koniczyńskiego. Ma ona osiem biur w Polsce, m.in. w Opolu, Krakowie, Toruniu, Rzeszowie i pięć oddziałów w Czechach. Firma zatrudnia tysiące młodych ludzi, którzy na ulicach sprzedają perfumy po atrakcyjnej cenie. Ich cena faktycznie jest promocyjna, ale zapach nie jest zbyt oryginalny i szybko wietrzeje. Młodzi ludzie są specjalnie wyszkoleni, by sprzedać ludziom jak najwięcej kosmetyków, przy okazji kłamiąc w żywe oczy.

W naszym przypadku urocza blondynka oświadczyła, że za dwa tygodnie w jednym z legnickich hipermarketów na pasażu swoje stoisko otworzy firma New Collection i stąd promocja na zakup perfum. Sprawdziliśmy - we wspomnianym markecie żadnego sklepu New Collection nie będzie. Podobnie w jednej z legnickich galerii, gdzie też rzekomo ma stanąć stoisko New Collection. Właściciel wrocławskiej firmy Apollo, Sławomir Koniczyński przekonuje nas, że sprzedawanie francuskich perfum na ulicach Legnicy nie jest żadną próbą naciągania, wciskania ludziom kitu czy też oszustwem.

- Zapewniam pana, że nasze produkty są sprawdzone. Perfumy, balsamy, żele i inne kosmetyki są oryginalne. Nasza firma wprowadza na rynek nowy produkt, stąd promocja na ulicach. Ludzie są negatywnie nastawieni do tego rodzaju sprzedaży, traktując to jak formę akwizycji. Stąd później pretensje, że kupili coś na ulicy. Przecież nikt nie każe im kupować naszych produktów. Chcę podkreślić jedno - jesteśmy zbyt poważną firmą, dlatego nie pozwoliłbym sobie na naciąganie czy oszustwo. Mamy swoich zwolenników i przeciwników. Wielu naszych klientów chwali sobie nasze produkty. New Collection to oryginalne kosmetyki. Do jednego mogę się przyznać. Słyszałem, że moi pracownicy informują o tym, że nasza sieć otworzy swoje sklepy. Na razie tego nie planujemy, dlatego uczulam swoich pracowników, by tak nie mówili - tłumaczy nam Sławomir Koniczyński, właściciel wrocławskiej firmy Apollo.

Tomasz Jóźwiak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy