Reklama

Reklama

Legnica: Podejrzany o otrucie psa trafił do aresztu

36-latek podejrzany o otrucie w Legnicy owczarka niemieckiego trafił do aresztu tymczasowego. Spędzi tam dwa miesiące. Jak informują śledczy, mężczyźnie grozi do pięciu lat więzienia.

Zawiadomienie dotyczące usiłowania otrucia na jednej z posesji owczarka niemieckiego wpłynęło do Komendy Miejskiej Policji w Legnicy w piątek. Całe zdarzenie zarejestrowała kamera monitoringu znajdująca się przy posesji, której pilnował owczarek.

- Na nagraniu widać, jak do zamkniętej bramy podjeżdża rowerzysta. Następnie do mężczyzny podchodzi pies pilnujący posesji. Po krótkiej chwili pies zaczyna być niespokojny, zachowuje się nietypowo, a następnie przewraca się na ziemię. W tym momencie mężczyzna odjeżdża - relacjonował asp. Krzysztof Oleniacz z KMP w Legnicy. Pies jest pod opieką weterynarza.

Reklama

Film z monitoringu trafił do internetu i dzięki zaangażowaniu mieszkańców policjanci szybko namierzyli podejrzewanego o ten czyn mężczyznę.

36-latek w rękach policji. Grozi mu nawet pięć lat więzienia 

36-letni mieszkaniec Legnicy został zatrzymany. Na podstawie zgromadzonych materiałów dowodowych, mężczyzna usłyszał zarzut z Ustawy o ochronie zwierząt. Grozi mu do pięciu lat więzienia. - Na wniosek śledczych poparty przez Prokuraturę Rejonową w Legnicy, sąd zastosował wobec sprawcy środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na dwa miesiące - przekazał asp. Oleniacz.

Mężczyzna przed sądem nie przyznał się do zarzucanego mu czynu i odmówił składania wyjaśnień. - Wcześniej, kiedy przesłuchiwany był przez policję i prokuratora potwierdził jedynie fakt, że podjechał do psa, natomiast zaprzeczył temu, by wyrządził mu jakąkolwiek krzywdę. Niewątpliwie jednak bezpośrednio po tym, gdy mężczyzna zbliżył się do ogrodzenia i zwabił do siebie psa, u owczarka wystąpiły drgawki, a zaraz po tym stracił on przytomność - powiedziała w wtorek rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Legnicy prok. Lidia Tkaczyszyn.

Dodała, że weterynarz, który zbadał psa ocenił, że trucizna podana zwierzęciu zaatakowała jego układ nerwowy. - Nie jest jeszcze ustalone, jakiego rodzaju jest to trucizna. Mogła ona być podana w czymś do jedzenia, nie jest też wykluczone, że w sposób wziewny, albo że były to narkotyki - przekazała.

Prok. Tkaczyszyn wskazała też, że nie ma żadnego związku między podejrzanym a właścicielami posesji, czy z samym psem. Śledczy badają także powiązanie sprawcy z innymi zdarzeniami tego typu, do których doszło na terenie miasta. - Od 2018 roku w Legnicy było już co najmniej kilka takich przypadków, gdzie doszło do otrucia psów, albo innych zwierząt. - Powrót do tych spraw wskazuje już, że schemat działania jest bardzo podobny. Badamy te wszystkie wątki - wyjaśniła rzeczniczka.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy