Reklama

Reklama

Ukraiński szpital: Operacje i porody w piwnicy

Mieszkańcy wschodniej Ukrainy są w dramatycznej sytuacji. Dotyczy to również opieki zdrowotnej. Szpitale wykorzystują nawet pomieszczenia piwniczne, żeby chronić pacjentów przed ogniem artyleryjskim.

Julia jest w zaawansowanej ciąży. Gdy zaczęto ostrzeliwać miasto ogniem z broni artyleryjskiej, była akurat na badaniach w szpitalu we wschodnioukraińskiej Gorłówce.

Reklama

- W piwnicy spędziłyśmy dwa dni. Było nas 16 matek z noworodkami i 11 kobiet w ciąży. Do piwnic budynku szpitala już wstawiono łóżka. Kobiety rodziły w oddzielnym pomieszczeniu. Personel medyczny też tam zostawał na noc. - W tym czasie urodziło się pięcioro dzieci - mówi Julia.

"Jeszcze nigdy się tak nie bałam"

Jednym z noworodków jest Iljusza. - Po badaniach bałam się opuścić szpital, bo w każdej chwili mogły się u mnie zacząć bóle porodowe - przyznaje matka Iljuszy, Swietłana. Gdy rozpoczął się poród, w mieście wybuchały bomby.

Nie było żadnych ostrzeżeń przed ostrzałem

Mimo ostrzeliwania miasta, lekarze nie przerywają pracy w szpitalu w Gorłówce. Lekarka Elena mówi, że zespół jest przygotowany na najgorsze. - Postanowiliśmy nie popadać panikę. To bardzo ważne - dodaje.

Przed ogniem artyleryjskim nikt nie ostrzega. Mieszkańcy wschodniej Ukrainy muszą być w każdej chwili przygotowani na ostrzał miasta i to ze wszystkich stron.

- Dlatego pracujemy w szpitalu jak najbliżej piwnicy, bo pociski przeważnie uderzają w górne kondygnacje - zaznacza Elena.

Brak leków w aptekach

Tamara Zyhanok z regionalnego Wydziału Zdrowia twierdzi, że większość szpitali we wschodniej Ukrainie pracuje w takich warunkach. - Tu trwa prawdziwa wojna. To katastrofa.

Najgorsze, że wskutek toczących się walk wielu lekarzy opuściło ten region. Apteki narzekają na deficyt leków, co ma wpływ na zaopatrzenie w lekarstwa placówek medycznych. - Z powodu braku benzyny nie można też wykorzystać wszystkich karetek pogotowia - ubolewa przedstawicielka Wydziału Zdrowia.

Praca w warunkach wojennych

Michaił Andrijanow jest lekarzem ze Słowiańska. To miasto armia ukraińska odbiła parę tygodni temu. Andrijanow dobrze wie, co znaczy ratować życie ludzkie, gdy w każdej chwili może uderzyć pocisk.

- Jedna z pielęgniarek została śmiertelnie raniona przy stole operacyjnym - dodaje. Nie pozostało nic innego jak zabarykadować okna workami z piaskiem. - Gdy dostarczono nam 20 rannych, nie było czasu nawet myśleć o strachu - przypomina sobie Andrijanow.

Wojenne dziecko

Mały Iljusza z Gorłówki jest teraz w bezpiecznym miejscu, mówią jego rodzice. - Jest dopiero siedem dni na świecie i już przeżył wojnę i ucieczkę, mówi Swietłana. Również Julia przebywa w mieście, w którym na razie panuje spokój. Czeka tam w jednym ze szpitali na poród.

Tuż obok oddziału położniczego znajduje się chirurgia. Stale przybywa rannych żołnierzy armii ukraińskiej. - W nocy słyszałam jak kobieta opłakiwała poległego syna. Nie mogę uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Wiele lat marzyłam o dziecku. Teraz marzę tylko o tym, żeby urodziło się w pokoju - mówi Julia.

Inna Kuprianowa, Markian Ostapczuk, DW / Iwona D. Metzne, Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje