Reklama

Reklama

Spór o imigrantów. "Nie możemy utrzymywać całego świata"

​Niespełna 30-tysięczne Freital w samym sercu Saksonii wygląda na spokojne, senne miasteczko. W poniedziałek wieczorem doszło tu jednak do kolejnej już ostrej kłótni. Poszło o imigrantów.

W duszny poniedziałkowy wieczór, tuż przed 20.00, pod siedzibą rady miasta kłębiło się ok. stu mieszkańców Freitalu. Złych, że mimo zapowiedzi nie mogą brać udziału w posiedzeniu rady miasta, na które przybył minister spraw wewnętrznych Saksonii Markus Ulbig. Temat: przyjęcie uchodźców m.in. z Syrii i kwaterowanie ich w byłym hotelu Leonardo w tym małym, położonym na południe od Drezna mieście.

Reklama

Decyzję w tej sprawie władze lokalne i landowe podjęły już w lutym br., a pod koniec czerwca w hotelu zamieszkali pierwsi azylanci. Od kilku miesięcy freitalczycy regularnie protestują. Ulbig przyjechał ich przekonać, że jednak powinni przyjąć imigrantów, przynajmniej do czasu, aż gdzie indziej, m.in. w Dreźnie zbudowane zostaną docelowe ośrodki dla azylantów.

Do środka wpuszczono wcześniej ok. 280 mieszkańców, by wysłuchali ministra. Jednak atmosfera w wypełnionej ludźmi sali zrobiła się jeszcze bardziej gorąca niż pogoda na zewnątrz. Buuu!!! Nieee!!! - Ublig co chwila musiał przerywać swój wywód, bo po prostu nie było go słychać w morzu okrzyków. Jedna z mieszkanek, znana z demonstrowania na rzecz imigrantów członkini Inicjatywy na rzecz Otwarcia i Tolerancji, próbowała zabrać głos. Wyrwano jej mikrofon.

Uchodźcy tak, reszta nie


- Z takim czymś mamy do czynienia bez przerwy, np. w internecie czy podczas ostatnich demonstracji - stwierdziła potem niemal niezrażona w rozmowie z ARD. - Dlatego musimy wychodzić na ulice w obronie uchodźców - dodała.

Takie głosy, jak podkreśla reporter ARD, są jednak wśród mieszkańców Freitalu w mniejszości. Przeważają inne. - Nie mam nic przeciw uchodźcom. Ale ci imigranci ekonomiczni? Ta cała przestępczość? Nie. Muszą zostać wydaleni! Natychmiast! - mówił jeden z obecnych na sali.

Uchodźcy tak, imigranci ekonomiczni nie - to zresztą często powtarzający się argument w wypowiedziach freitalczyków dla niemieckim mediów. - Nie możemy utrzymywać całego świata - stwierdziła w rozmowie z ARD jedna z młodszych mieszkanek miasta.

Podczas zebrania m.in. zarzucano Ubligowi, że jest oszustem. Jedna z obecnych na sali mieszkanek skarżyła się, że imigranci są tak głośni, iż ma przez nich problemy z zasypianiem i udaje jej się to dopiero po tabletce nasennej. - Nasze pieniądze są wyrzucane na azylantów, a brak ich np. na budowę nowego przedszkola czy pomoc słabym uczniom - dodała.
 
Więcej azylantów i obawy Niemców

Pojawiały się inne zarzuty wobec przybyszów, m.in. dotyczące śmiecenia i wyrzucania odpadków przez okna hotelu. - Musimy być w stanie przede wszystkim komunikować się ze sobą. Potem możemy zastanawiać się nad integracją - probował łagodzić sytuację burmistrz Mirko Kretschmer-Schöppan.

Freital to bastion ruchu Pegida, który głosi hasła sprzeciwu wobec coraz większej obecności islamu w Europie. Na początku roku w demonstracjach Pegidy uczestniczyło co tydzień kilkadziesiąt tysięcy Niemców.

W zeszłym roku o azyl w Niemczech wystąpiło ponad 200 tys. osób, a w bieżącym może to być nawet 300 tys. Taki napływ imigrantów wzbudza wśród mieszkańców Niemiec wiele obaw związanych m.in. z kwestią utrzymania przybyszów.

tagesschau.de / Monika Margraf, Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje