Reklama

Reklama

Problem w NATO. Amerykanie znów podejrzliwi wobec UE

NATO zatwierdziło powołanie dwóch nowych dowództw Sojuszu - prawie na pewno w USA oraz w Niemczech. Ale Polska nie przestaje zabiegać o kwaterę w Szczecinie. Amerykanie demonstrują nieufność wobec planów obronnych UE.

Ministrowie obrony krajów NATO, którzy obradowali w środę i czwartek (14-15 lutego) w Brukseli, zgodzili się na utworzenie nowego dowództwa atlantyckiego (najprawdopodobniej w Norfolk w USA) oraz dowództwa logistycznego (najprawdopodobniej między Kolonią a Bonn). Niewykluczone, że ostateczną decyzję o ich usytuowaniu podejmie dopiero lipcowy szczyt NATO. 

Celem nowych kwater jest obudowanie procedurami oraz strukturami dowódczymi wzmocnionej obecności Sojuszu na flance wschodniej. Byłyby odpowiedzialne - w razie konfliktu z Rosją - za logistykę, zabezpieczenie szybkiego przerzutu dodatkowych wojsk sojuszniczych na wschód (to nowa kwatera w Niemczech), a także przez Atlantyk z USA i Kanady (to kwatera w Norfolk).

Reklama

Nowe dowództwo także w Polsce?

Jednak ministrowie jeszcze nie rozstrzygnęli, czy i gdzie powołać dwa kolejne, niższe rangą, dowództwa na szczeblu armii. Polska zabiega, by jedno z nich powstało w Szczecinie na bazie już tam istniejącej kwatery Wielonarodowego Korpusu Północno-Wschodniego. Z polskiego punktu widzenia kwatera NATO pomogłaby zakorzenić obecność wojskową Sojuszu w Polsce. Wprawdzie w Polsce rozmieszczono w 2017 r. grupę batalionową Sojuszu opartą na Amerykanach, ale to obecność "rotacyjna". Żołnierze są obecni w Polsce, ale bez rodzin i w ramach półrocznych zmian. Decyzja co do utworzenia kwatery NATO w Szczecinie (bądź rezygnacji z takich planów) powinna zostać podjęta w tym półroczu.

Amerykanie zaniepokojeni PESCO

Ale bodaj główną nowością narady szefów MON była ostentacyjna nieufność Amerykanów wobec planów UE co do budowy "unii obronnej" - przez wzmocnioną współpracę w nowych strukturach PESCO oraz Europejski Fundusz Obronny, który dzięki pieniądzom z budżetu UE ma wspomagać badania i współpracę europejskiego przemysłu obronnego. USA boją się, że efektem będzie upośledzenie szans amerykańskiego przemysłu na rynku zbrojeniowym w USA. 

- To nie powinno stać się mechanizmem protekcjonistycznym albo duplikującym NATO. Jak mówi się w Teksasie, nie naprawiaj, żeby nie popsuć - tak ambasador USA przy Sojuszu Kay Bailay Hutchinson ostrzegała Europejczyków tuż przed posiedzeniem szefów MON.

Bruksela już zdecydowała, żeby z budżetu UE do 2020 r. przeznaczyć blisko 600 mln euro na wspomaganie badań i współpracy firm zbrojeniowych w UE. Ale po tym pilotażu wydatki UE na Europejski Fundusz Obronny z wieloletniego budżetu 2021-27 mogą podskoczyć do blisko 10,5 mld euro. W ten sposób wygenerowałyby, wedle prognoz Komisji Europejskiej, inwestycje w zdolności obronne krajów UE warte 35 mld euro, czyli równowartość 14 proc. takich inwestycji na poziomie krajowym we wszystkich państwach Unii. 

Amerykańska dyplomacja coraz ostrzej lobbuje w krajach Unii, Komisji Europejskiej, a nawet w Parlamencie Europejskim, by inwestycje w ramach PESCO i Europejskiego Funduszu Obronnego były trwale otwarte dla Amerykanów. Ale przykładowo Francuzi dopuszczają włączanie Amerykanów wyłącznie w pojedyncze projekty PESCO, zawsze na mocy osobnej decyzji Unii Europejskiej.

- Dla moich kolegów z Polski wydaje się naturalne, że fundusze UE mają być wykorzystywane na opłacanie projektów, na których zarabiają Amerykanie. Ale nie ma na to zgody - mówi "Deutsche Welle" zachodni europoseł, który uczestniczył w spotkaniach delegacji Parlamentu Europejskiego z przedstawicielami USA. 

Jak wynika z informacji "Deutsche Welle", ta sprawa jest teraz tematem intensywnego amerykańskiego lobbingu na forum NATO m.in. wobec Hiszpanów. Gdy Polska przystępowała do PESCO w grudniu 2017 r. zastrzegała, że nie chce, by ten projekt dyskryminował przemysł USA. Ale teraz Polacy, przynajmniej w NATO, unikają otwartego włączania się w spór o unię obronną. 

- To nie było tematem naszych dwustronnych rozmów z sekretarzem obrony Jamesem Mattisem - zapewniał w środę minister Mariusz Błaszczak, pytany, czy Amerykanin poruszył temat PESCO.

Niemcy o przemyśle, Francuzi o misjach wojskowych

Do PESCO weszło w grudniu aż 25 krajów Unii (wszystkie oprócz Wlk. Brytanii, Danii i Malty), ale Polska włączyła się tylko do dwóch z już zatwierdzonych 17 początkowych projektów PESCO. Pierwszy to rozwijanie wojskowej łączności radiowej ESSOR (krajem wiodącym tego projektu jest Francja), a drugi to ułatwianie mobilności wojsk między krajami UE (krajem wiodącym jest Holandia). Zabiegi o ułatwienie tej mobilności to kluczowy element prac Komisji Europejskiej nad "wojskowym Schengen", do którego włączą się wszystkie albo prawie wszystkie kraje Unii. Chodzi o znoszenie barier logistycznych (zbyt mało nośne mosty, drogi) i prawnych (ograniczenia w przewozie materiałów niebezpiecznych) dla sprawnego przerzut wojsk po Europie, czego - w kontekście wzmacniania flanki wschodniej - domaga się NATO.

- Ufam, że wysiłki UE na rzecz mobilności wojskowej okażą się dla nas pomocne. A Unia rozumie, że wspólna obrona to zadanie NATO i tylko NATO - powiedział James Mattis w czwartek.

O ile Niemcy skupiają się obecnie w PESCO głównie na aspekcie przemysłowym, to Francja zajmuje się zdolnościami do misji wojskowych np. w Afryce - także we współpracy Unii z pobrexitową Wlk. Brytanią. Paryż przekonuje, że to wyłącznie uzupełnienie zadań NATO, a w żadnym razie konkurowanie z Sojuszem Północnoatlantyckim. Ale Francuzi boją się, że w Waszyngtonie może odżyć dawna amerykańska nieufność wobec planów obronnych UE, która na dobre wygasła w USA dopiero za drugiej kadencji prezydenta George'a W. Busha.

Tomasz Bielecki, Bruksela

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne