Reklama

Reklama

Polak w areszcie po zamieszkach w Hamburgu

Z ogółem 51 aresztowanych uczestników zamieszek na szczycie G20 zatrzymanych jest jeszcze 35 osób, w tym jeden Polak.

Jak donosi w czwartkowym wydaniu "Sueddeutsche Zeitung", co najmniej połowa z przebywających jeszcze w areszcie tymczasowym uczestników zamieszek w Hamburgu, to osoby z zagranicy. 

Reklama

Według informacji monachijskiego dziennika, areszt tymczasowy zastosowano wobec trzech Francuzów, dwóch Holendrów, dwóch Rosjan i dwóch Węgrów oraz Szwajcara, Austriaka, Czecha i Polaka. Aresztowanie ich ma zapobiec niebezpieczeństwu ucieczki i ukrywania się podejrzanych.

"Ciężkie naruszenie spokoju publicznego"

Dwóch Rosjan czekających na proces w areszcie tymczasowym więzienia w Hamburgu-Billwerder zostało aresztowanych 8 lipca wieczorem, kiedy policja rozpędziła agresywny tłum w dzielnicy Schanzenviertel. Jednym z Rosjan jest 30-latek pochodzący z Moskwy, gdzie rozwozi przesyłki kurierskie. Mężczyzna przyznał się podczas przesłuchań do udziału w protestach antyputinowskich, za co był wielokrotnie aresztowany. W Hamburgu miał rzucać w kierunku policji butelki, ale podobno nikogo nie zranił.

Większości przetrzymywanych zarzuca się "ciężkie naruszenie spokoju publicznego". Najwięcej osób aresztowano 7 lipca o godz. 6:30. Wszyscy, którzy o tej porze znaleźli się w okolicach Hamburga-Altony, usłyszeli te same zarzuty - "brutalne postępowanie grupy, do której należał oskarżony, wyrażało się tym, że bez powodu i ostrzeżenia grupa od razu zaatakowała funkcjonariuszy, rzucając w nich kamieniami, butelkami, koktajlami Mołotowa, petardami". 

We wszystkich tych przypadkach nie ma dowodu na to, co każdy z aresztowanych konkretnie robił w masie protestujących - pisze "SZ". Zarzuty bazują na tym, że wszystkie osoby, wobec których zastosowano areszt tymczasowy, co najmniej "psychologicznie wspierały przemoc", niezależnie od tego, co w tym czasie robiły - napisał prokurator.

Polak w areszcie tymczasowym

Polak, wobec którego zastosowano areszt tymczasowy, to 24-letni Stanisław B., student ASP z Warszawy. "Sueddeutsche Zeitung" pisze, że "pochodzi on z rodziny akademickiej, co nie znaczy, że w takich rodzinach nie ma sprawców przemocy". Ojciec zatrzymanego Polaka jest profesorem, matka pracuje w kancelarii prawnej jako asystentka. 

"Ale nawet Stanisławowi B. prokuratura nie zarzuca ani zranienia kogoś, ani też ataku na kogoś" - wyjaśnia SZ. Dziennik opisuje, że polski student wysiadł na przystanku Dammtor w pobliżu uniwersytetu, gdzie został wylegitymowany przez policję. Został zatrzymany, ponieważ w plecaku miał gaz pieprzowy, co w Niemczech - według ustawy o zgromadzeniach - podlega karze. 

Polak przebywa w gmachu więzienia w Billwerder. Według opinii prawników, może liczyć na wyrok z zawieszeniem, ponieważ nigdy nie był karany, ani w Niemczech, ani w Polsce.

W odpowiedzi na skargę adwokata Polaka napisano, że jego zatrzymanie jest wskazane ze względu na "ochronę porządku prawnego".

Opr. Barbara Cöllen

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje